Matrix Reaktywacja
Za dwa dni w kinach zagości „Matrix: Zmartwychwstania”. Aby przygotować się na możliwe nawiązania do oryginalnej trylogii Bogusia, Sev i Jerry postanowili odświeżyć wcześniejsze filmy z serii i co nieco o nich podyskutować. Po „Matrixie” przyszedł czas na sequele i tak nasza ekipa wzięła na warsztat drugi film, czyli „Matrix Reaktywacja”. Kogo wkurzyła wizyta w kinie? Jak oceniamy po latach rozwiązania fabularne zaproponowane przez siostry Wachowskie? Czy efekty specjalne nadal robią wrażenie? Czy Word i Excel mogą wejść w związek małżeński? Jak spodobało się nam przedstawienie ostatniego miasta ludzi? O tym wszystkim i wielu innych kwestiach posłuchacie w dzisiejszym podcaście.
Podcast: Play in new window | Download


Oglądałem wszystkie Matrixy w okolicach premiery w kinie, ale mam bardzo niepopularną opinię, bo nie uważam jedynkę, za najlepszy film Wachowskich, tylko ich debiut Bound, który uwielbiam. Jak obejrzałem Matrixa 1 w kinie to zastanawiałem się, skąd taki zachwyt nad tym filmem, bo nie licząc strony technicznej, to jest produkcja, która składa się z samych zapożyczeń i pomysłów, które były w innych dziełach popkultury (filmach, serialach, anime, itd). Siostry (a wtedy bracia) zerżnęli pomysły z wielu dzieł popkultury (można zapytać, z czego nie pożyczyli?) i wrzucili do jednego kotła i wymieszali.
Mniej więcej w tym samym czasie miały premierę eXistenZ i Dark City z Jennifer Connelly, które dla mnie są lepszym Matrixem jak Matrix 1. A co tam te filmy, pamiętam jak powtarzałem kilka lat temu jedynkę Blade’a ze Snipesem i wiele scen wizualnych/akcji zaskoczyło mnie jak są podobne do tych z pierwszego Matrixa, a Blade miał premierę chyba rok wcześniej.
Po seansie byłem zadowolony ale nie zachwycony i może dlatego dwójkę oceniam tak samo jak jedynkę, a nawet bardziej mi się podoba (to jest dopiero niepopularna opinia), bo dla mnie Matrix 1 to był i jest wciąż nic więcej jak tylko kino rozrywkowe, w którym wszystkie te religijno filozoficzne momenty, to są tylko właśnie momenty, nie po to by wysuwać różne teorie, tylko po to by widzowie myśleli, że maja do czynienia z czymś więcej jak kinem rozrywkowym. Ale ja do Matrixa zawsze podchodziłem z nastawieniem, że to czyste kino rozrywkowe i dlatego nie rozczarowałem się dwójką, z której pamiętam równie dużo co z jedynki, a scenę na autostradzie to uwielbiam bardziej jak słynną strzelalinę w końcówce jedynki.
Dwójka wprowadziła kilka nowych teorii, że nasz świat, to kolejna wersja niewolniczego świata, że ludzie śnią o wolności, co wydawało się, że wywraca całą fabułe pierwszego filmu do góry nogami, ale jak pokazała trójka, to była tylko zmyłka. Okazało się, że trylogia Matrix to nie jest ambitne SF, tylko proste kino rozrywkowe, a wszelkie tropy, nawiązania do filozofii, religii, są tylko po to, bo brzmią cool, ale po nic więcej. A z trójki to nic nie pamiętam, nawet scen akcji, poza walka z agentem Smithem.
Oglądałem wszystkie Matrixy w okolicach premiery w kinie, ale mam bardzo niepopularną opinię, bo nie uważam jedynkę, za najlepszy film Wachowskich, tylko ich debiut Bound, który uwielbiam. Jak obejrzałem Matrixa 1 w kinie to zastanawiałem się, skąd taki zachwyt nad tym filmem, bo nie licząc strony technicznej, to jest produkcja, która składa się z samych zapożyczeń i pomysłów, które były w innych dziełach popkultury (filmach, serialach, anime, itd). Siostry (a wtedy bracia) zerżnęli pomysły z wielu dzieł popkultury (można zapytać, z czego nie pożyczyli?) i wrzucili do jednego kotła i wymieszali.
Mniej więcej w tym samym czasie miały premierę eXistenZ i Dark City z Jennifer Connelly, które dla mnie są lepszym Matrixem jak Matrix 1. A co tam te filmy, pamiętam jak powtarzałem kilka lat temu jedynkę Blade’a ze Snipesem i wiele scen wizualnych/akcji zaskoczyło mnie jak są podobne do tych z pierwszego Matrixa, a Blade miał premierę chyba rok wcześniej.
Po seansie byłem zadowolony ale nie zachwycony i może dlatego dwójkę oceniam tak samo jak jedynkę, a nawet bardziej mi się podoba (to jest dopiero niepopularna opinia), bo dla mnie Matrix 1 to był i jest wciąż nic więcej jak tylko kino rozrywkowe, w którym wszystkie te religijno filozoficzne momenty, to są tylko właśnie momenty, nie po to by wysuwać różne teorie, tylko po to by widzowie myśleli, że maja do czynienia z czymś więcej jak kinem rozrywkowym. Ale ja do Matrixa zawsze podchodziłem z nastawieniem, że to czyste kino rozrywkowe i dlatego nie rozczarowałem się dwójką, z której pamiętam równie dużo co z jedynki, a scenę na autostradzie to uwielbiam bardziej jak słynną strzelalinę w końcówce jedynki.
Dwójka wprowadziła kilka nowych teorii, że nasz świat, to kolejna wersja niewolniczego świata, że ludzie śnią o wolności, co wydawało się, że wywraca całą fabułe pierwszego filmu do góry nogami, ale jak pokazała trójka, to była tylko zmyłka. Okazało się, że trylogia Matrix to nie jest ambitne SF, tylko proste kino rozrywkowe, a wszelkie tropy, nawiązania do filozofii, religii, są tylko po to, bo brzmią cool, ale po nic więcej. A z trójki to nic nie pamiętam, nawet scen akcji, poza walka z agentem Smithem.