Wcielenie
Jak bardzo rozbawił Skurę nowy film Jamesa Wana? Cały uśmiechnięty prowadzący opowiada o tym zaraz po wyjściu z kina. Dowiecie się między innymi jakimi ludzikami Skura bawił się w latach 90. oraz dlaczego przypomniały mu się podczas seansu takie filmy jak „Basket Case” i „Brain Damage”.
Skurę możecie wspierać na patronite.pl/skura
Podcast: Play in new window | Download


Scena na posterunku zbędna? Ale za to najlepsza scena w całym filmie, która sprawia sporo zabawy.
Mnie przede wszystkim interesowały te mieszane opinie , co to za zwrot akcji tak 99 procent widzów wkurzył, choć ciekawe że krytycy trochę cieplej do filmu podeszli. Byłem ciekaw skąd takie opinie, że dziadostwo, że ludzie w kinach śmieją się, bo przeważnie to filmy reżyserów Witch i
Hereditary zbierają takie złe opinie od widzów, a krytycy raczej chwalą, czyli ambitniejsze horrory, a Wan to jednak rzemieślnik, który słabego filmu nie nakręcił, nieważne czy horror, czy komiksówka, czy sensacja, to jego każdy film (nawet te mniej znane) to dobre kino, ale żadne ambitne dzieło.
Okazało się, że to jest film, jaki mógłby powstać w latach 80 i byłby kultową produkcją, bo wylewa się z filmu miłość do horrorów, ale takich campowych, klasy B, a może nawet C, do filmów np. Briana Yuzna, znanego z Dentysty i Żony ReAnimatora. Jest w filmie też miłość do włoskich giallo, azjatyckich horrorów, bo to zło co
się pojawia to wygląda jak te laski z długimi włosami z Ring i Klątwy JuOn. Film ma absurdalną fabułę, słabe aktorstwo ale widać, że to zamierzone. Choć Wallis całkiem dobrze wypadła, zwłaszcza w scenach przerażenia, co jest komplementem, bo jak aktorkę lubię, głównie za Dynastię Tudorów i Peaky Blinders, ale jakoś nie robiła na mnie do tej pory wrażenia.
Ale przyznam że przez ponad godzinę nie wiedziałem o co ten ból dupy, poza tym, że to hołd dla tego typu kina, więc oglądało mi się tak średnio, ale przyszedł ten zwrot akcji. No i mnie wtedy się film zaczął podobać, gdy ujawniono co tak naprawdę się dzieje. Może się nie domyśliłem twistu, ale też nie zaskoczył mnie, bo
takie zwroty akcji każdy zaznajomiony z kinem grozy, zwłaszcza campowym, kiczowatym to widział nie raz. Muzyka też jest dobra, taki trochę soundtrack jak z filmów Carpentera.
Można powiedzieć że to takie kino superbohaterskie, że reżyser nie uwolnił się od komiksówek, można potraktować seans jako bardziej pojechaną komiksówkę, o superbohaterze, o jakimś mutancie. Ale też rozumiem czemu ludzie leją, bo jak jest scena rzeźni na policji, niczym z pierwszego Terminatora, to przez to jak morderca się porusza może to bawić. Ja się nie śmiałem, ale bawiła mnie ta scena swoją kiczowatością. Ale też film mnie nie przestraszył, ani raz przez cały seans. Oglądałem jak takie
pojechane, campowe SF/kino komiksowe. Miałem dać 5/10, ale za ten zwrot akcji i co od tego momentu się dzieje postawię 7/10, więc jestem
na TAK. Doceniam że Wan nie zrobił kolejnego horroru o demonie, nawiedzonym domu, tylko coś innego, ale trailery sugerują taki film, w trailerze są sceny z pierwszych 30 minut, więc pewnie też stąd bierze się rozczarowanie większości widzów. No i film jak na tak campowy wygląda zbyt dobrze, chodzi mi o zdjęcia, montaż.
Trudno mi uwierzyć że Wan to reżyser, który nie wiedział co chciał nakręcić czy to ma być poważne czy niepoważne kino. To na tyle doświadczony reżyser , że jak kręcił to pewnie mówił, a teraz grajcie drętwo jak w najgorszym horrorze, a teraz poważnie, a teraz śmieszkowo. A scena jak policjantka mówi do Wallis – niech zrozumiem, mordercą jest i… w tym momencie pada wiadomo jakie słowo. No i ta scena jest tak pokazana, jakby nie mówiła tego do bohaterki, tylko do nas, widzów,
jakby Wan chciał powiedzieć widzom, że w horrorze można sprzedać nawet najgłupszy twist.
Niestety PROLOG (na który się spóźniłem do kina, ale potem sprawdzilem co przegapilem) nie daje złudzeń i wtedy już wiadomo OCB Z TEGO PROLOGU – mówią o tym w RedLetterMedia – że jak ktoś przegapi prolog to bedzie miał więcej suspensu. I niestety się zgodzę. Trzeba ten prolog wyciąc całkiem i zacząć od intra.