Strzelanie do krów zombie, czyli słabe i drogie gry
Opowieść o tym, jak Szymas przez półtorej godziny strzelał do krów zombie, by zdobyć piąty achievement, a następnie przez cały długi dzień zastanawiał się, dlaczego słabe gry trafiają na Steam i nierzadko kosztują po kilkadziesiąt złotych za sztukę.
The Culling Of The Cows na platformie Steam.
Podcast: Play in new window | Download


Znajomy uświadomił mnie, że prawdopodobnie dostałem tę grę za darmo w serwisie Indie Gala. Tym bardziej nie rozumiem, jak takie coś może utrzymywać się na Steamie w cenie 47 złotych…
To nie utrzymuje się, to po prostu jest. Wisi, zarobiło na siebie jakimś cudem poprzez naiwność ludzi, czy deale z bundlami i ten samotny producent tworzy właśnie kolejny koszmarek, którego cena będzie zawyżona przez jego za duże ego 🙂 A to, że Steam nie ma kontroli jakości i każdy może wrzucić dowolną grę na platformę zostało już dowiedzione przez chociażby gościa, który stworzył „symulator patrzenia na schnącą farbę”. Jestem fanem teori, że problemem nie jest ilość crapu na steamie, tylko brak łatwego wyszukiwania konkretnie tego co chcesz i musisz się przeklikiwać przez tonę chłamu.
Pozostaje jednak zagadka czemu omawiana przez Ciebie gra ma wysokie oceny. Może po prostu trafiłeś na niszę i graczy, którzy grają tylko w takie gry i w ich oczach jest to znośne? Może mechanika działa, gra wizualnie średnia ale to kwestia gustu i obiektywnie nie można jej aż tak shejcić?
Ok, ale dlaczego twórca nie obniży świadomie ceny, by skusić potencjalnych nowych graczy? Zobaczą niską cenę, wysokie noty, achievki… chyba prędzej się skuszą, co nie?
Mhm, to akurat możliwe. Ostatnio mam problem, by znaleźć wartościowe tytuły po tagu czy kategorii. Nawet, gdy wybieram selekcję według ocen czy bycia bestsellerem :/
Ta gra jest słaba i powtarzalna, a więc i nudna. Nie ogarniam tych pozytywnych ocen. I to nie jest przedstawiciel jakiejś modnej konwencji. To flashówka, w której strzelasz do krów, które biegną na Ciebie z prawej strony ekranu… 😛
A to nie jest przypadkiem tak, że te gry – nazwijmy je szrotami – mają tak wysokie ceny tylko po to, by potem podczas Steamowych wyprzedaży można było napisać „obniżka – 90%”? 😛 Bo im tych procent więcej, tym więcej chętnych do zakupu Normalnie Drogiej Gry. Bo Normalnie Drogie Gry muszą być przecież dobre, prawda? Ano nie muszą, ale o tym dowiadujemy się po fakcie 😛
Ciekaw jestem, ile masz już gier na Steamie po tych trzech latach kolekcjonowania 😛 Bo ja kilkaset, z czego jakieś 80 skończyłem…
Istnieje takie ryzyko, ale pamiętaj, że Summer Sale i Holiday Sale odbywają się stosunkowo rzadko. I wtedy jednak prędzej kupisz takie Alien Isolation za ‑75%, niż jakąś flashówkę z krowami za ‑90%. Tj. zwyczajnie nie wierzę, że taka strategia sprzedaży daje większe zyski, niż szybkie zejście z ceną na poziom 2–3 euro.
Sam jestem nałogowym kolekcjonerem gier, książek i filmów, ale i tak nie kupuję absolutnie wszystkiego jak leci tylko dlatego, że coś jest tanie.
Aktualnie mam 2200 gier w bibliotece. I jeszcze trochę bundli, których nie przypisałem do konta 😉
Według mnie przyczyną tego, że te gry się sprzedają są po stronie YouTube‑a. Zupełnie jak wspominałeś jakiś znany Youtuber robi serię gdzie gra w najróżniejsze pozycje z najniższej półki bo wiadomo, że z takich tytułów można się pośmiać i te miliony oglądających osób dobrze się bawiąc przy filmiku chce zagrać w to samo co jego ulubiony youtuber i kupuje takie crapy bez względu na cenę stąd też wysokość cen.
Wysokie oceny tych tytułów, mogą być przyczyną nie ogrania gry ale samego obejrzenia filmiku i na jego podstawie zostają bardzo często oceniane.
Kurczę, naprawdę myślisz, że ludzie mogą dawać pozytywne recenzje tylko dlatego, że np. PewDiePie ograł (wyśmiał?) wcześniej dany tytuł? :/ Nie neguję tego pomysłu, choć wcześniej jakoś nie dopuszczałem go do świadomości. To byłoby naprawdę smutne. To byłaby taka hardcore’owa kryptoreklama. Sam czasem oglądałem jakieś takie bzdurne video, myśląc sobie „jakim cudem to ma dystrybucję?”, ale nie przyszłoby mi do głowy, by potem kupować i jeszcze promować tego typu tytuły. Myślałem, że YouTuberzy nagrywają takie rzeczy, bo to, co absurdalne, dobrze się sprzedaje (ogląda). To wypływa w zalewie rzeczy „normalnych” i „znanych” (wielkich tytułów AAA). Teraz zastanawiam się, czy nie robią tego za pieniądze… Nie tylko dla wyświetleń, ale i za pieniądze od twórców niektórych z tych tytułów.
Według mnie to bardzo prawdopodobne, ludzie oglądają jak ich idol gra w dany tytuł, świetnie się bawią przy tym i potem oceniają grę kompletnie się na tym nie znając przez pryzmat filmiku rozrywkowego. Nie chce nikogo urazić ani przesadzić ale dobrze wiemy jaka społeczność jest na YouTube, 70% to trolle, spamerzy i typowi «rolnicy» siejący ziarna nienawiści, chodzi mi w szczególności o kanały, gdzie subskrypcje liczone są w milionach. Takie są niestety konsekwencje.
Jeśli chodzi o sprawę płacenia Youtuberowi za promocje takich tytułów to jestem przekonany, że tak jest. Tak właśnie zarabia się na Youtube. PewDiePie otwarcie mówił o tym, że promuje i kręci filmiki z niszowymi grami, często dla zabawy również z crapami, ale nie bierze za to pieniędzy, robi to sam z siebie za darmo. Takich Youtuberów jest naprawdę mało, a widziałem już masę przypadków gdzie ktoś kręci jakiś konkretny kontent ale w jego filmikach pojawia się nagle nagranie typowo od czapy z grą, która nie powinna mieć dystrybucji, a zostać dodawana do zestawu Happy Meal w McDonald’s.
W komentarzu wspominałeś o tym, że nie rozumiesz tego jak takie gry mogą się utrzymywać na Steam za 47 zł, otóż tutaj jest to temat rzeka i trzeba się trochę cofnąć w czasie. Jakieś 10 lat temu gry komputerowe to była swego rodzaju nisza, cieszyły się popytem ale jednak miały ograniczoną społeczność, a twórcy musieli jakoś sprzedać swój tytuł i kupić odbiorców. Stawiano przez to na technologie,jakość produktu i staranne wykonanie by zyskać fanów, rozwinąć społeczność miłośników gier wideo. Gry na PC kosztowały 99 zł i były to naprawdę solidne pozycje co naprawdę łatwo zaobserwować chociażby po ilości hitów z tamtego okresu. Teraz muszę nawiązać kolejny raz do maszyny jaką jest Youtube. Serwis wtedy dopiero zaczynał swoją działalność, pojawiały się testowe i krótkie filmiki, społeczność zaczynała się rozwijać. W następnych latach zaczęły się ukazywać let’s play‑e, społeczność Youtube była już zdecydowanie większa, liczona w milionach użytkowników z których cała masa zainteresowała się właśnie grami wideo dzięki let’s play-om. Potem poszło z górki…Gry zaczynały się sprzedawać, powstała cała masa nowych firm z tej branży, każdy chciał tworzyć gry i wiele osób nowych zaczynało przygodę z Youtubem właśnie od filmików z grami. Ceny gier zaczynały windować. Youtube miał naprawdę kolosalny wkład w rozwój tego rynku i promocje.
Obecnie jesteśmy w czasach, gdzie doszliśmy do pułapu cenowego średnio 250 zł za nową grę na platformę PC w kategorii AAA, na grach zarabia się miliardy, traktuje się je obecnie jako sport, a twórcy już nie stawiają na jakość, a ilość bo to po prostu się sprzedaje. Każdy marzy o tym by zostać kolejnym Ubisoftem i zostają otwierane studia, gdzie tworzy się cokolwiek bo wiadomo, że to tak czy inaczej się sprzeda. Wszystko właśnie dzięki Youtube bo Youtuberzy robią co mogą by zadowolić widzów nowym materiałem, którego nie znajdą nigdzie indziej i jest unikatowy, więc zabierają się za gry w które nikt by w innym wypadku nie zagrał i tak właśnie są promowane. Skoro za grę AAA ludzie wydają 250 zł to za crap wypromowany na filmiku mogą dać 47 zł bo waluta ta stała się obecnie mianem «taniej gry», gdzie kiedyś za te pieniądze dostawaliśmy kolejne 140 godzin zabawy w dodatku dla Gothica, a teraz dostajemy marną godzinę zabugowanej, niekompletnej, brzydkiej i niegrywalnej gry. O rozwoju tego rynku można naprawdę sporo napisać i analizować godzinami cały cykl i wkład Youtub‑a, potem Twitch‑a i dzięki temu płynnego powstania eSportu. Ten Rynek jest cholernie zmienny i nieprzewidywalny, obecnie jest naprawdę masa zalet tego rynku, lecz niestety według mnie wiele również poszło w złym kierunku.
Dzięki za odpowiedź!
Właśnie nie czytałem za wiele o socjologii YouTube’a i też jakoś szczególnie tego wszystkiego nie reflektowałem. Sam oglądałem masę gameplay’ów horrorowych, ale to tak w ramach dowiadywania się, co powstaje i jak to wygląda. Sam YouTuber był mi dosyć obojętny (choć np. taki Rojo wkurzał mnie swoją wulganością i niedojrzałością, więc szybko przestałem go oglądać).
Właśnie sam Pewdie czasem kręcił filmiki sponsorowane, ale wtedy przyznawał się do tego otwarcie. W innych przypadkach często miał jako pierwszy dostęp do jakiegoś niszowego tytułu, co było gwarancją zysku i promocji zarówno dla kanału, jak i dla twórcy gry.
Ej, ale to nie jest prawda. Zgodzę się, że YT (a dziś także streaming) ma ogromny wpływ na rynek, ale na pewno nie potwierdzę, że w 2006 gry były niszą. Poza tym wtedy crapy również powstawały, tylko albo trafiały za darmo do sieci, albo do koszy w marketach z etykietką „GRY PC RÓŻNE 9,99” albo do kiosków w ramach kilku kaszankowych serii. Teraz są na Steamie i dystrybutor albo uczciwie wyznaczy cenę rzędu 1–3 euro, albo zaproponuję jakąś absurdalną opcję rzędu 9–20 euro za crap, a w przypadku crapów w early accessie czasem i 30–50 euro.
To jest zbyt duże uogólnienie. Istnieją studia, które tworzą co rok nową część swojej gry (Ubi, EA). Masz takie, które tworzą setki idiotycznych i drogich DLC (Dovetail Games, KOEI TECMO, Ubi, EA, CAPCOM, ostatnio 2K czy Warner Bros). Masz jednak takie, które pracują nad jedną grą latami (chocby nasze Techland, CDP Red). Ceny też są różne. Pamiętajmy też, że rynek indyków się rozwija. Do tego mamy Bundle. Osobiście rzadko wydaję na jedną grę więcej, niż 50 złotych. W ostatnim czasie wyjątkiem był Dragon Ball Xenoverse.
A co do cen, to trzeba wziąć tutaj pod uwagę wiele rzeczy:
1. DLC zabiło Add-Ony. A ludzie z jakiegoś powodu kupuję je masowo. Zarówno cheaty w formie DLC, jak i multum brzydkich skórek czy rzeczy wyciętych z pełnej wersji gry.
2. Inflacja robi swoje.
3. Nowe technologie są drogie.
4. Produkcja gry w dzisiejszych czasach potrafi pochłonąć astronomiczne kwoty pieniędzy.
5. Wrzucenie Polski do strefy euro przez Steam też wymusiło ogólny wzrost cen w naszym kraju.
Właśnie. Strasznie dużo jest tu zmiennych. Trudno to wszystko ogarnąć rozumem.
Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…
GŁUPIE GIERKI
Epizod I
Niebezpieczni Casuale
Coraz więcej osób gra w gry. Ci, którzy
wcześniej narzekali na stereotypizację
kobiet w Tomb Raiderze, stali się teraz
fanami Bejeweled.
—
A tak na poważnie, bardzo dawno temu, jeszcze przed popularnością serwisów internetowych, popularność zdobywały gierki, zajmujące niewiele, ale dającą frajdę. Często były umieszczane na płytach do czasopism. Miało to branie wśród ludzi, którzy nie mieli czasu na granie w duże produkcje, ale chcieli pociupać sobie kilka minut dla odprężenia. Najczęściej to nie byli gracze w naszym rozumieniu, a casuale, gracze niedzielni. Z czasem doszły do tego wspomniane już w podcaście stronki z grami, dzięki którym mogliśmy włączyć sobie taką gierkę w szkole lub pracy, gdy szef nie widział. I późniejsza ekspansja gierek na komórki, która na dobre ruszyła moim zdaniem wraz ze smartphone’ami i ekranami dotykowymi.
Jestem niemal przekonany, że liczba osób grających okazjonalnie jest już większa niż liczba pro-gamerów, a skoro tak, można próbować na tym zarobić, zwłaszcza, że koszt produkcji takich produkcji jest znacznie mniejszy. Wśród tych produkcji są perły, są gry robione ewidentnie pod bundle, a także takie, których producenci po prostu liczą, że się sprzeda. Część jest promowana przez youtube, inne znowu pojawiają się znikąd, a ich twórcy liczą, że kontrowersyjny pomysł sprawi, że o tytule będzie głośno. Tutaj już naprawdę można snuć wiele teorii, ale punktem wyjścia jest wg mnie fakt, że większość osób chce się jedynie odprężyć.
Tam pod spodem widzę, że jest jakaś krytyka DLC, ale to się wypowiem może wieczorkiem.
EDIT Jeszcze jedno – Steam Greenlight jawił się jako naprawdę innowacyjny pomysł, jednak ostatnio jest naprawdę mocno krytykowany
Wiesz, ja nie krytykuję gier „małych”. Takich dla „niedzielnych graczy”. Małe gierki są OK. Indyki, które można przejść w godzinę/dwie/trzy też są OK. Problem polega na tym, że to, co omawiam w nagraniu i co ograłem, jest tytułem zwyczajnie słabym, nijakim, powtarzalnym. To nie jest gra dla każuali. W sumie to nie wiem, dla kogo jest ten tytuł 😛 Nie jestem w stanie polecić go nikomu.
Greenlight początkowo działał w miarę sprawnie, bo wyjście z niego nie było takie proste i oznaczało dla twórcy jakiś sukces. Nie wiem, czy zmieniono zasady jego funkcjonowania, czy też twórcy wymyślili, jak zepsuć ten system, ale ostatnio coraz gorsze tytuły go przechodzą. A sporo wbija na Steam nawet bez SG ;/