Kraina Lovecrafta
W trzysta dwudziestym tygodniu nadawania Michał „Mag Loży Wysokiego Progu Wejścia” Rakowicz i Szymon „Mechaniczna Ręka Głaszcząca Shoggotha” Cieśliński wsiadają w swojego Oldtimera i wyruszają w podróż do Ardham w Massachusetts, by zmierzyć się z recenzją pierwszego sezonu „Krainy Lovecrafta”. Czy po genialnym otwarciu kolejne epizody stanowiły dla nas zimny prysznic? Dlaczego – naszym zdaniem – tak dużo osób odbiło się od tego serialu? Co stanowi jego największą wartość? Czy Tic to wyidealizowany czarnoskóry superbohater, a Christina to przesiąknięta złem białaska? Jak wiele meta- i intertekstów czeka na bardziej wymagających widzów? Ile horroru, sci-fi i innych gatunków znajdziemy w tej adaptacji książki Matta Ruffa? Jaką rolę pełnią tu niektóre kadry, cytaty czy utwory muzyczne? Co można zarzucić finałowi? Czy „Kraina…” stanie się kiedyś serialem kultowym? Odpowiedzi poznacie już za chwilę. Tylko w Nawiedzonym Podcaście!
Podcast: Play in new window | Download


Ja spotkałem się też z narzekaniem niektórych widzów, że błędem było dawać nazwisko pisarza w tytule, skoro ma bardzo mało wspólnego z twórczością Lovecrafta, bo wiele osób oczekiwało serialu takiego jakim był np. Castle Rock dla twórczości Kinga, czyli osadzonym w uniwersum stworzonym przez tego pisarza. Więc to trochę tak jakby np. Castle Rock nie miał nic wspólnego z uniwersum Kinga.
No i stąd zawód wielu widzów też, choć na napisach końcowych każdego odcinka jest zaznaczone jaką książkę zaadaptowano, kto jest jej autorem, a kto nie jest, ale kto dzisiaj ogląda napisy końcowe. Więc może lepiej byłoby jakby przy tytule odcinków na początku pisało, że to adaptacja powieści Matta Ruffa, więc fani Lovecrafta nie byliby rozczarowani, bo wiedzieli by co to za dzieło. Choć pewnie fani Lovecrafta to góra po 3 odcinkach zrezygnowali z serialu.
Problem w Krainie L mam z bohaterami,którzy czym dalej to coraz mniej mnie obchodzili na czele z Atticusem Freemanem, który jest nudny. Choć w jednym z odcinków, gdy pokazano przeszłość Atticusa, jego służbę w wojsku, to scenarzyści próbowali dodać mu trochę odcieni szarości, ale to nic nie pomogło, bo do końca miałem gdzieś bohatera granego przez Jonathana Majorsa, który, i w tym elemencie zgadzam się z Michałem, że aktorsko słabo wypadł. To juz wolałem jego ojca i wszystkie kobiece postacie, zresztą wątek relacji syna z ojcem to jeden z niewielu, który wywołał we mnie emocje.
Problem mam też taki, że te świetne sceny z efektami specjalnymi, o których wspomniałem w innym komentarzu, to jest kilka minut odcinków, a przez większość czasu historia nie interesowała mnie, zwłaszcza główny wątek nie był wciągający. No i też przez nadmiar atrakcji jakie dostawałem co odcinek ginie trochę główna historia w całym serialu.
Główny wątek jest tak nijako prowadzony, że nie czułem żadnych emocji w czasie finałowej walki z Christiną. Szkoda też Abbey Lee, bo w finale sprowadzono ją do roli banalnego czarnego charakteru, a wcześniej twórcy próbowali coś więcej zrobić z tą postacią. To była ciekawa antagonistka, ale nie w finale.
Kraina Lovecrafta to kolejny z seriali HBO poświęconym rasizmowi w ostatnim czasie, a jednocześnie próbujący połączyć poważny temat z rozrywką i wyszło to zmiksowanie niezbyt dobrze. Moim zdaniem HBO o wiele lepiej połączyło temat rasizmu z rozrywką w Watchmen i Perry Masonie (choć tutaj był raczej na drugim planie), a w nowych serialach innych stacji, to w Good Lord Bird z genialną rolą Ethana Hawke’a, który ogląda się trochę jak Django Tarantino.
Wspomnieliście o wątkach historycznych i dla mnie zaskoczeniem był wątek związany z Emmetem Tilly, chłopcem, który padł ofiarą linczu, o którym też wspomnieliście, czyli o wystawieniu trumny na widok publiczny. Przyznam szczerze, że nie miałem pojęcia o tej historii, tak jak o tragedii w Tulsie nie słyszałem dopóki nie obejrzałem Watchmen.
Pewnie w USA te tragedie są wszystkim amerykanom doskonale znane, a przynajmniej czarnoskórym obywatelom, więc coś mi z tej średniej produkcji zostanie w głowie, zostałem uświadomiony, czyli jakiś plus jest z obejrzenia Krainy Lovecrafta.
Super się słuchało, zleciały szybko te ponad dwie godziny. Jest to to jeden z najlepszych Waszych podcastów, choć moja opinia jest odmienna od Waszej, mimo tego, że w wielu kwestiach z Wami się zgadzam, np. co do strony audiowizualnej, efektów specjalnych, muzyki, że zachwycają.
Ja spotkałem się też z narzekaniem niektórych widzów, że błędem było dawać nazwisko pisarza w tytule, skoro ma bardzo mało wspólnego z twórczością Lovecrafta, bo wiele osób oczekiwało serialu takiego jakim był np. Castle Rock dla twórczości Kinga, czyli osadzonym w uniwersum stworzonym przez tego pisarza. Więc to trochę tak jakby np. Castle Rock nie miał nic wspólnego z uniwersum Kinga.
No i stąd zawód wielu widzów też, choć na napisach końcowych każdego odcinka jest zaznaczone jaką książkę zaadaptowano, kto jest jej autorem, a kto nie jest, ale kto dzisiaj ogląda napisy końcowe. Więc może lepiej byłoby jakby przy tytule odcinków na początku pisało, że to adaptacja powieści Matta Ruffa, więc fani Lovecrafta nie byliby rozczarowani, bo wiedzieli by co to za dzieło. Choć pewnie fani Lovecrafta to góra po 3 odcinkach zrezygnowali z serialu.
Dla mnie to jeden z najsłabszych seriali HBO jakie widziałem, choć nie miałem żadnych oczekiwań. Ja zasiadając do każdego serialu zasiadam z otwartą głową, tylko oczekiwałem dobrej produkcji, a dostałem średniaka z fajnymi momentami. Choć akurat drugi odcinek, który Michał
uważa za najsłabszy to mnie kupił w całości.
Dla mnie to jeden z lepszych odcinków, obok tych co wymieniliście, czyli koreańskiego, tego z body horrorem i kosmicznego, który ogląda się jak bardziej pojechaną wersję Doktora Who (scena z afro przypomniała mi żart z którejś części Nagiej Broni, gdy jeden z bohaterów wchodzi do baru i nie mieści się w drzwiach z powodu swojej fryzury). Pozostałe odcinki były dla mnie na średnim poziomie, też przez wspomniane przez Was tempo, które mocno siadało. Odcinki mogłyby być sporo krótsze.
W każdym z odcinków Krainy Lovecrafta były pomysłowe i odjechane sceny przemocy, gore, krwawe i brutalne. Niektóre pomysły jak ze zmianą skóry czy potwór, który zabija w czasie seksu może wydają się same w sobie niezbyt oryginalne, ale pomysłowość twórców, jak te sceny stworzono, robi duże wrażenie.
No i dla tych scen gore, horrorowych skończyłem serial. No i byłem też ciekaw co jeszcze bardziej szalonego wymyślą twórcy. Bo jest to jedna z tego typu produkcji, przy której nie wiem czy jest możliwe przeskoczenie rekina, biorąc pod uwagę to jakie twórcy mieli szalone pomysły.
Więc jestem zaskoczony moim rozczarowaniem Krainą, bo ja lubię, gdy w serialach twórcy bawią się gatunkami, co odcinek dostaję inny klimat, inną historie i odjechane produkcje sobie bardzo cenię, różne eksperymenty, a w tym przypadku dostałem troche klimaty jak z Dr Who połączone z Supernatural czy XFiles i oglądałem ze znudzeniem, czym dłużej serial trwal, poza krótkimi momentami, głównie te sceny jak z kina grozy, SF czy innego kina gatunkowego.