Suicide Squad
DC uraczyło nas w tym roku kolejnym, po „Batman vs Superman”, filmem ze swojego uniwersum. „Suicide Squad”, czy jak postanowił skrzywić tytuł polski dystrybutor „Legion Samobójców”, miał być pewnym powiewem świeżości pośród komiksowych ekranizacji. W końcu nie zdarzyło się jeszcze, aby to nominalni „źli” występowali w rolach głównych. Po zniszczeniu przez widzów i krytyków wcześniejszego filmu, miał to też być dowód na to, że DC potrafi zaserwować dobry film.
Co z tego wyszło? Czy jest tak źle jak chcą niektórzy? Czy producenci zniszczyli film? Czy kolejne wcielenie Jokera dorównuje swoim wielkim poprzednikom? Czy Harley Quinn naprawdę ukradła cały film? I kim jest Amanda Waller? O tym i wielu innych kwestiach dowiecie się z dzisiejszego odcinka, w którym Jerry opowie także o swoim podejściu do komiksowych ekranizacji, dubbingu w filmach komiksowych i Davidzie Ayerze.
Sekcja spojlerowa została wydzielona i rozpoczyna się w 34:00 minucie nagrania.
Podcast: Play in new window | Download


Przesłuchałem część bez spoilerów. Wcześniej postanowiłem nie oglądać tego filmu w kinie. Nie dlatego, że hejcę DC bo strasznie wku#wia mnie ta dziwna wojenka DC vs Marvel i jak zaczynasz krytykować takiego BvS bo to po prostu słaby film to ludzie nie wchodzą w dyskusję tylko próbują mi udowodnić, że Civil War jest gorsze. Nie idę do kina dlatego, że póki co mnie jeszcze niczym nie kupili, po drugie póki co w ogóle mnie ten film nie jara, nie znam komiksów i obejrzałbym tylko by zobaczyć fragment większego filmowego uniwersum a to jak już zaznaczyłem na razie mnie nie zachwyca na tyle by wydać kupę kasy na kino. I własnie po trzecie nie mam kasy. Rok temu z tego samego powodu musiałem odpuścić Ant-Mana. Jak pojawi się w wypożyczalniach video to wrócę tu, dosłucham do końca i się wypowiem szerzej ale że ostatnio tak wyczerpujesz temat w podcastach, że nie mam jak skomentować to tutaj zaznaczam, że przesłuchałem i słuchało się dobrze. Na marginesie przypomniałeś mi, że nie widziałem cały czas „Sabotażu”.
„Sabotaż” jest godzien uwagi tylko dla fanów Arnolda, który nie dość, że gra tu rolę dość nietypową dla siebie, to jeszcze gra świetnie. Z jego „nowych” filmów, tu paradoksalnie wypadł najlepiej. A Ty mi przypomniałeś, że nie widziałem „Ant-Mana”…
A co do wojenki DC vs Marvel to ja mam wrażenie, że to jest coś co obecnie nakręcają głownie marketingowcy. Sorry, ale choć filmy DC mają sporo wad, to jak zaczniesz analizować na chłodno, to i w Marvelu to wielu rzeczy można się przyczepić (źli!!!). DC nie skreślam i chętnie zobaczę co zrobię z „Wonder Woman”.
W temacie dubbingu. Ty możesz sobie mówić, że to nie jest film dla dzieci ale to świadczy tylko o tym, że jesteś starym człowiekiem. Sam w wieku 12 czy 15 lat też byś na ten film poszedł o ile nikt by ci nie zabronił a nikt by ci nie zabronił bo rodzice, o ile w ogóle by ich to interesowało, wiedzieli by tyle ze to ekranizacja komiksu więc dla dzieci albo wiedzieliby co to a to znaczyłoby, że lubią komiksy więc tym chętniej zabraliby tam swoje dzieci. Ja byłem z ojcem w wieku 11 lat na „Cobrze”, który jest dość brutalnym filmem z ciężkim klimatem absolutnie nie dla dzieci. Pytanie czy takim dzieciom faktycznie potrzebny jest dubbing bo skoro idą na taki film to można chyba zakładać, że potrafią czytać (osobiście uważam, że dubbing to tak maksymalnie do 10 lat faktycznie się przydaje). I to już temat na dłuższą dyskusję. Kiedyś nawet chciałem o tym zrobić podcast „dubbing, lektor, napisy”. Niestety takie czasy. Wielokrotnie w szkole rozmawiam z dzieciakami o filmach. Nawet chcę z nimi iść do kina ale zawsze rozbija się o dubbing. Nie ważne ile mają lat, nie chcą iść na napisy. I to nie tylko 11–12 lat (podstawówka) ale też 13–15 (gimnazjum). I to nie tylko uczniowie dwójkowi ale też prymusy. Nie i tyle. Nie chce im się czytać na filmie koniec i kropka. I nie dociera, że jak oglądają film, na który ktoś nałożył inny dźwięk to tak naprawdę nie widzą tego filmu więc nie mogą się na jego temat wypowiadać, nie mogą go oceniać itd. Niestety dorośli też bardzo często wybierają dubbing czego już w ogóle nie pojmuję. I ok często jest to spowodowane wypadem do kina z dzieckiem ale tak naprawdę to jest margines. Gdzieś mi się obiły statystyki podczas wyświetlania siódmych Wojen i były naprawdę zaskakujące. Sam gdy szedłem na doczepkę ze szwagrem i jego znajomymi to oni tylko dubbing brali pod uwagę. Nie mam pojęcia dlaczego. Dorośli ludzie, którzy szli na wieczorny seans. A ostatecznie poszliśmy na napisy tylko dlatego, że na dubbing nie było już wolnych biletów. Jak w moim małym mieści grali SW przez 2 tygodnie to w połowie zmienili harmonogram i wywalili połowę seansów z napisami zastępując dubbingiem bo na napisy nikt nie chodził a ludzie pytali ich o więcej dubbingu. Gdy u mnie w mieści grali BvS to już nawet nie uwzględnili wersji z napisami. Same seanse z dubbingiem. Także ja bym tak nie do końca zwracał się do dystrybutorów by nie szli tą drogą. Oni idą taką drogą na której najlepiej zarobią w Polsce najlepiej zarobią na dubbingu. Jestem przekonany, że mnóstwo dorosłych ludzi wybrało zdubbingowaną wersje SS.
O samym filmie jeszcze się wypowiem, ale na razie tak wstępnie o komentarzu, bo zadziwiło mnie stwierdzenie „Sam w wieku 12 czy 15 lat też byś na ten film poszedł o ile nikt by ci nie zabronił a nikt by ci nie zabronił bo rodzice”. Bo jak to ma się do dubbingu? Czyli co? Mamy „zakazać” ludziom wstępu na film, by później zachęcać tych ludzi do przyjścia do kina? To już nawet nie jest „milczące przyzwolenie”.
No niestety… mam znajomą, która z chłopakiem i rodziną wybrała się na Przebudzenie Mocy, niestety ten chłopak kupował bilety i reakcja była taka, że spi***ł wszystkim seans, po czym nie do końca wiedział o co innym chodzi. Ja na szczęście dubbing epizodu 7 słyszałem tylko na zwiastunach, wcześniej miałem przyjemność jedynie ze zdubbingowaną wersją Zemsty Sithów. I wszystko rozchodzi się o to jaki to film, Gwiezdne Wojny mają pewne familijne tradycje, więc spoko. Dubbing BvS czy SS to tylko i wyłącznie konkurencja dla filmów Marvela, przy czym pokazuje to jak Ziomy Warnera krzywdzą swoje filmy. Nawet Legion Samobójców, moim zdaniem najlepszy film DC od lat, odstaje od filmów konkurencji, tak klimatem, jak i poziomem realizacyjnym. Deadpool (moim zdaniem film gorszy od Legionu) wiedział czym jest i poradził sobie bez dubbingu. Ludzie idą na niego jak to bydło, bo albo pasują im godziny, albo jest im wygodniej
Dwa lata temu postanowiłem dać szansę dubbingowi i zacząłem chodzić na filmy z polską wersją językową. I generalnie nie żałuję tej decyzji. Powody dla których polubiłem dubbing to temat na dłuższą dyskusję, na którą nie mam teraz za bardzo czasu, ale powalę sobie wymienić jeden z nich (przy czym od razu podkreślę: traktuję dubbing jako alternatywę dla lektora a nie dla napisów). Chodzi mianowicie o to, że inaczej reaguję emocjonalnie na język angielski, który znam na tyle by móc dość swobodnie oglądać filmy rozrywkowe bez napisów – ale który jednak jest dla mnie jedynie językiem wyuczonym, a inaczej na polski w którym to przecież wychowałem się od dziecka. To trochę tak jak z angielską piosenką zasłyszaną w radiu, która mi się spodobała, ale po dokładnym zaznajomieniu się z tłumaczeniem jej słów odkrywam, że tak naprawdę jej treść jest płytka i mało odkrywcza. Bo przy pierwszym jej przesłuchaniu wrażenie zrobiła na mnie muzyka, głos i energia piosenkarza, nie treść piosenki. Stąd też inaczej reaguję na przekleństwa: zupełnie inaczej działają na mnie słówka typu „bitch”, „shit” czy „fuck”, a inaczej: „suka”, „skurwiel”, „gówno”, „kutas” „cipa”, „pieprzyć”, „przesrane” czy wreszcie „kurwa”. I tak, wszystkie wymienione przeze mnie przed chwilą wulgaryzmy można usłyszeć w dubbingu do „Suicide Squad”.
I wbrew pozorom nie chodzi mi teraz tylko o przekleństwa (swoją drogą, skoro dystrybutor zatwierdził takie tłumaczenie to widać nie podchodzi on do dubbingu jako formy tłumaczenia wyłącznie „dla dzieci”). Pamiętam jak przy oglądaniu „Civil war” wgniótł mnie w fotel prosty dialog: „Pamiętasz moich rodziców?” „Pamiętam ich wszystkich”. Gdy potem czytałem rożne recenzje, opinie i analizy tego filmu, pisane przez ludzi którzy widzieli wersję oryginalną, pamiętam, że tylko raz natknąłem się na przypadek gdy pewien recenzent wspomniał o tym dialogu i jakie wrażenie na nim zrobił. I był to człowiek, który zawodowo zajmuje się tłumaczeniem komiksów – siłą rzeczy więc musi znać język angielski dużo lepiej niż przeciętny widz.
Zmierzając do konkluzji: uważam że dobry dubbing nie jest zły. Jedną z rzeczy których szukam w kinie są emocje a inaczej będę odbierał film oglądając go po polsku, inaczej po angielsku (który to język jestem w stanie zrozumieć), a inaczej po francusku, hiszpańsku, niemiecku czy w jakimkolwiek innym języku którego nie znam i nie rozumiem i którego treść poznać mogę jedynie przez czytanie napisów.
Problem jest taki że przy napisach czy lektorze możesz korygować fantazje tłumacza. Przy dubbingu kupujesz to w ciemno. Oglądałem raz nowe Star Wars z dubbingiem i był to mój piaty wypad na ten film do kina więc znałem go już dość dobrze. Część dialogów zmieniono, zrobiono inne żarty, część dodano, a część całkowicie usunięto. Przykładowo, bo to w tej chwili dobrze pamiętam, w polskiej wersji nie ma rozmowy dwóch szturmowców o nowym modelu statku/droida, którą prowadzą gdy Rey ukrywa się na Starkiller Base. Nie wiem dlaczego jej nie ma. Ktoś w Polsce uznał, że jest zbędna podczas gdy było to silne nawiązanie do analogicznej sceny w epizodzie 4. Do tego dochodzą takie smaczki jak występy audio. A w takim SW było tego od cholery: Ewan McGregor, Alec Guiness (pośmiertnie), Frank Oz, Kevin Smith, Daniel Craig… I to tylko kilka rzuconych z głowy. W polskiej wersji zamiast tego zestawu posłuchamy jakichś nonejmów albo w ogóle nic nie posłuchamy bo wytną dialog jako zbędny.
Jasne, że moje utyskiwania na to, że to nie film dla dzieciaków, to efekt tego, że jestem stary. Ale też widzę po sobie, że 1) niektóre filmy obejrzałem realnie za wcześnie 2) Jednak to co wspominasz, kiedyś oglądało się takie filmy z rodzicami. Ja z Ojcem za szczyla oglądałem „Rambo”, „Szklaną pułapkę”, dużo kina kopanego i kina akcji. To były często dość mocne rzeczy, ale jednak inaczej się to w takim gronie ogląda. No i cholera, tu naprawdę jest parę momentów (spojlery, więc jak obejrzysz), które dla 12–13 latka się po prostu nie nadają.
Co do dubbingu to odpowiadając też @skoczny:disqusemu i @marcinkwany:disqus, mnie zmroziła wizja tego, że dorośli mogą świadomie wybierać tę formę. Po pierwsze dlatego, że dubbing (to co pisze też Mando) jednak mocno zmienia/interpretuje film. I co ważniejsze, ja kojarzę głos Willa Smitha, Jareda Leto, czy Margot Robbie. Ja nie chcę to w miejsce Borysa Szyca. Nawet jak się postara. Nawiązują do emocjonalnej reakcji na język polski, o której pisze Marcin, mnie to TOTALNIE wybija. Od razu czuję się jakbym oglądał parodię, a nie film. Dlatego też w animacjach nie mam takiego dysonansu.
Jak miałem 10 lat kupiliśmy wideo i świat filmu stanął przede mną otworem. Wtedy obejrzałem „Rambo” 1 i 2 i od cholery kina akcja z tamtego okresu. „Zaginionego w akcji”, który tez nie jest dla dzieci. Rok później zacząłem kolekcjonować horrory. Przy czym faktycznie to co napisał Skoczny to jest racja. Nie bronie dzieciom niczego oglądać ale skoro jest jakieś tam ograniczenie wiekowe to trochę absurdem jest nakładanie ograniczenia wiekowego a potem robienie dubbingu bo przecież i tak dzieci przyjdą. Strona Cinema City podaje ograniczenie przy SS 13+ a osobiście uważam, że 13+ już potrafi skupić się na tyle by ogarniać obraz razem z tekstem.
„Nawiązują do emocjonalnej reakcji na język polski, o której pisze Marcin, mnie to TOTALNIE wybija. Od razu czuję się jakbym oglądał parodię, a nie film.” – ciebie wybija, mnie pozwala się bawić filmem. Kwestia zupełnie indywidualna. Chciałem jedynie podać jeden z powodów dla którego osobiście (i być może wielu innych dorosłych widzów) świadomie chodzę na seanse z dubbingiem, nie zaś „nawracać” kogokolwiek na oglądanie filmów wyłącznie w polskiej wersji językowej. Bo nie jest tak, że jak lubię dubbing to z automatu chcę aby z kin poznikały seanse z napisami. Nie. Jeśli film nie ma dubbingu, lub ten leci o niedogodnej dla mnie porze, a bardzo chcę go obejrzeć, bez żalu wybieram seans z napisami. Jedyną moją nadzieją jest to, że dubbing wyprze wreszcie lektora z wydań DVD, bluray i serwisów VOD ( i może jeszcze z telewizji, choć odkąd nie mam telewizora jest mi to raczej obojętne). Oraz, że przestanie się obecnie w Polsce traktować dubbing jako formę lokalizacji dla dzieci. Bo, ciekawostka: nie zawsze tak było.
Jeden z powodów dla których nie żałuję swojej decyzji o zainteresowaniu się dubbingiem, jest taki że postanowiłem wejść głębiej w jego historię w Polsce. W efekcie odkryłem masę znakomitych, ale zapomnianych polskich aktorów, jak Edmund Fetting, Tadeusz Bartosik, Wieńczysław Gliński, Irena Laskowska, Zofia Mrozowska i wielu innych; oraz kilka świetnych starych filmów, o których pewnie w innych okolicznościach bym nie usłyszał. Takie jak włoskie „Wyzwanie” („La Sfida”) z 1958 – film o mafii kontrolującej rynek warzywny w Neapolu (brzmi jak komedia, ale film jak najbardziej poważny, inspirowany życiem Pasquale Simonettiego), czy francuskie „Bez wyraźnych motywów” – miejski western w stylu Brudnego Harrego, który nie nadaje się dla dzieci jeszcze bardziej niż „Suicide Squad” choćby ze względu na obecne w nim sceny seksu. W latach 60-tych i na początku 70-tych w PRL dubbingowano nawet 50 filmów rocznie. Dubbingi opracowano też do takich filmów jak: „12 gniewnych ludzi”, „Kto się boi Virginii Woolf” czy seriali jak „Hotel Zacisze”, „Pogoda dla bogaczy” o „Ja Klaudiusz” nie wspominając. Niestety od lat 80-tych dubbing był wypierany przez lektora. Z prostego powodu: bo lektor był tańszy i szybszy w realizacji. Co okazało się nie bez znaczenia, gdy nastał w Polsce boom na VHSy,
Dla mnie problemem Batman v Superman wcale nie był mrok, wydaje mi się, że Man of Steel miał go więcej. Ten film był tak zły, ponieważ mrok był wrzucony do bezsensownej historii, która nijak go nie potrzebowała. Bohaterowie wzięli się znikąd, działania głównego złoczyńcy były niezrozumiałe, a konflikt bohaterów sztucznie rozdmuchany.
O Paczce Ananasów aka Legionie Samobójców nie mam zbyt wiele do powiedzenia, tzn większość została powiedziana w podcaście. O ile pewne postacie wypadają fajnie, o tyle wrażenie blednie, gdy pomyślimy o nich jak o grupie. Część z postaci była rozpisanych, część nie. Ci z otoczką wnosili coś do rozgrywającej historii, reszta nie. Nie tak powinno to wyglądać.
Mam nadzieję, że film doczeka się wersji reżyserskiej/producenckiej z prawdziwego zdarzenia, której najważniejszym elementem będzie wycięcie wszystkich scen z Jokerem. Tak zbędnej postaci nie widziałem. Jej istnienie uzasadnia tylko wprowadzenie 2–3 minutowej zmiany sytuacji, związanej z odbiciem Harley. Czyli coś z czym film mógłby się obejść. No i sorry, Quinn jeszcze wykorzystuje go jako pretekst w finałowej walce, co mogłoby się odbyć bez jego pokazywania. Jokera dość dobrze opisała Amanda Waller, która mówiąc o Harley, twierdzi, że jest nawet bardziej szalona niż Joker. Tylko zapomina dodać, że ten Joker nie jest w ogóle szalony, więc… co to za Joker?
Soundtrack akurat dla mnie spoko. Dla producentów tym bardziej, bo dobrze maskował niedoskonałości. Jednak przemyślany on na pewno nie był, bo jego losowość mnie zadziwia.
Największym błędem filmu jest jednak historia, pierwsze 40 minut filmu jest przedstawieniem postaci, wprowadzeniem do stworzenia grupy, która zaraz zostaje wysłana na misję, by przyczyny tej misji poznać później w retrospekcji. Sorry, nie kupuję tego. Do tego wszystko wiąże się z Amandą Waller i zakładaną przez nią grupą, więc… tym bardziej tego nie kupuję. To co robi Warner z DC wypaliłoby, ale pod warunkiem odpowiedniego przygotowania i otoczki, ale nie… Mamy fajny pomysł, po co z nim czekać, pokażmy go światu już teraz.
Ogólnie film tragiczny nie jest, na FW dałem nawet 6/10 (troszkę na wyrost, ale jednak bawiłem się dość dobrze), ale z takimi filmami DC długo nie zbliży się do filmów z MCU. Przy czym Suicide Squad 2 może być już całkiem dobrym filmem. Nie trzeba będzie przedstawiać postaci, więc wystarczy dać im jedynie ciekawą historię. Może się to udać… może… chociaż i tak pewnie to sp***ą
I jeszcze dwie rzeczy:
– Superman nie mógł zająć się tą sprawą. Batman pewnie tak, ale Superman nie, nie będę wchodził w spoilery, chociaż w samym Legionie było to pokazane wprost.
– Batman: Atak na Arkham oceniam gorzej niż tegoroczny Batman: The Killing Joke (mimo pierwszej fali śmiechów związanych z gifem obrazującym seks na dachu, muszę powiedzieć, że warstwa odnosząca się doseksu i ogólnie relacji damsko-męskiej była ciekawym pomysłem). Doprawdy nie rozumiem jak coś tak słabego może mieć tak dobre opinie.
Z tego co słychać to wersji reżyserskiej nie będzie, bo Ayer broni filmu w takiej wersji. I ja jestem zdania, że potencjalny film z Harley/SS2 ma szansę być fajnym filmem. I ja bym absolutnie tonacji (mroczniejszej) nie zmieniał, bo w tym przypadku to grało. Tylko te filmy (jeżeli się pojawią) potrzebują lepszego scenarzysty/reżysera.
Co do rzeczy z końca
1) Z Supermanem chyba wiem co masz na myśli, bo SS pokazał to dość jednoznacznie, ale nadal nie mogę uwierzyć w takie rozwiązanie. Z wielu różnych powodów. Z jednej strony mnie film zaczął mocniej kusić, a z drugiej w ogóle mi się taki obrót sprawy nie podoba.
2) Z Batman: Atak na Arkham się zgadzamy. Ja tylko powiem jedno – tam była dobra skala. Takie właśnie misje (infiltracja, partyzantka) powinien realizować nasz oddział. A „Zabójczego żartu” nie widziałem i na razie nie planuję.
Tylko czy SS miało tą mroczniejszą tonację. Tzn może bez przez tegoroczne BvS i dokrętki wydaje mi się, że nie. Jakieś tam przesłanki są, że mogło być inaczej, choćby historia El Diablo, jednak w natłoku licznych żartów i szybkiej akcji to się gubi. Póki co lepszego reżysera i scenarzysty potrzebuje każdy film z obecnie raczkującego uniwersum DC 😉 Tzn Snyder nie jest zły, po prostu w kinie superbohaterskim mu nie wychodzi. A może… Oglądałeś Sucker Punch? Może w filmie o Harley Quinn by się sprawdził? Z tym, ze póki co zapowiedziane zostało SS2, więc nie sądzę, by do tego doszło.
1) Ty jako widz nie masz w to uwierzyć (a jeśli takie było zamierzanie, nawet jeśli na chwilę miało sprawić to w tobie jakieś emocje, pozostaje mi współczuć autorom, bo nie wyszło totalnie), ale dla świata przedstawionego tak wygląda obecnie rzeczywistość. Zapewne do czasu Man of Steel 2, które podobno już w zapowiedziach. 2 sequel Supermana (bo BtS jednak traktuję jako kontynuację, a nie oddzielny film w uniwersum), nie wiem jak ja to przeżyję.
2) Poziom niewiele wyższy, przynajmniej dla mnie. Ale naprawdę jestem zaintrygowany samym pomysłem na film, naprawdę go kupuje. To mogło być naprawdę coś, ale oczywiście spie…yli. Inne zakończenie, dodać parę scen, by reszta miała odpowiedni wydźwięk, a byłbym naprawdę ukontentowany.