Wnuczka milionera, czyli o kobiecych marzeniach i pragnieniach
Grecki milioner Aleksius Stavroulakis na prośbę innego greckiego milionera i zarazem swojego przybranego ojca chrzestnego Sokratesa Seferisa wyrusza do Londynu, by przeprowadzić prywatne śledztwo dotyczące wnuczki Sokratesa, Rosie Gray. Zadaniem Aleksiusa jest ustalenie, czy Szara Różyczka jest na tyle uczciwa i godna zaufania, by bogaty dziadek mógł uczynić ją swoją jedyną spadkobierczynią. Sytuacja komplikuje się, gdy Aleksius i Rosie lądują razem w łóżku, a na USG pojawia się pewien Bąbelek…
Jak naprawdę wygląda światowe życie? Czym jest Harlequin Enterprises? Czy Szara Różyczka wyjdzie za Greka o dziwnym nazwisku? Czy tego typu literatura spełnia funkcję terapeutyczną? O czym marzą dzisiejsze kobiety? Odpowiedzi na te pytania i wiele, wiele więcej znajdziecie w dzisiejszej odsłonie Konglomeratu!
Podcast: Play in new window | Download


Ty to czytasz, ja to tłumaczę i próbuję zrozumieć te dziwne, niegramotne zdania. Właśnie skończyłam niedawno scenę seksu analnego, która miała taki oto sens: Laska dowiedziała się, że jest w drugim trymestrze ciąży, ale ojcem może być albo jej narzeczony albo facet, z którym sypiała wcześniej. Ponieważ wywołuje to u niej mały kryzys emocjonalny, postanawia podkreślić swoje oddanie narzeczonemu, dając mu coś, czego nie miał ten poprzedni, czyli swoją dupę.
W ogóle taki fragment mam. Rozmowa dwojga trzydziestoparolatków, on to poważny inwestor, ona menadżer dużego klubu. Niedługo zostaną rodzicami.
“Oh.” He peered at me tentatively. “It says they may do the ultrasound transvaginally.”
“Uh, what does that mean?” I wasn’t sure I wanted to know.
“I’m pretty sure it means that they’ll stick something up your vagina.”
And I was back to wishing he’d stayed home. “Stop saying vagina. It’s weird.” “Your pussy then. Is that better?”
Tutaj też przydałoby się ba dum tss 😀
Ciekawe, co myśli sobie autor takiej książki w trakcie procesu „tworzenia” :>
Zabrakło po kropce… https://www.youtube.com/watch?v=6zXDo4dL7SU
I ja rozumiem, że to są książki pisane przez kobiety dla kobiet? Ech…
Przez bardzo niedojrzałe emocjonalnie kobiety dla bardzo niedojrzałych emocjonalnie kobiet 😀
Skoro tak to jakim cudem Szymas dobrał się do tej książki? 3:) Tzn wnioskuję, że chodzi o te zajęcia z kulturoznawstwa, ale kurde… xD Dlaczego akurat to?
Tzn od jakiegoś czasu chodzi za mną przeczytanie czegoś, dokładniej od momentu, gdy trafiłem na fanpage „Typowy Harlequin”. Zacząłem to czytać i jest w tym coś fascynującego. Chociaż do tej pory nie wiem co takiego „wstydliwego” w tych tekstach było. Z 10 lat temu koleżanki często wspominały jak to się rumieniły czytając. WTF
Odpowiedź jest prosta 😛 W ramach badania literatury popularnej. Wprawdzie piszę o horrorze, ale muszę mieć blade pojęcie także o innych konwencjach, a że w Polsce w latach 90-tych ogromną większość rynku stanowiły właśnie harlequiny, to i tanie romansidła trzeba było nadrobić.
Fascynujący jest odbiór tej literatury. Same teksty szczególnie szałowe nie są. A co do tych koleżanek, to ile miały lat te 10 lat temu? 😛 Zakładam, że wiek (a więc ilość doświadczeń życiowych oraz znajomość innej literatury) może być ważnym czynnikiem przy ocenie takich „dzieł”.
Hmmm… tzn z 10 lat mogłem przesadzić, tzn wiem od około 7, ale czytały ciut wcześniej, pewnie własnie 8–9 lat temu. Czyli pewnie miały 16–17 lat. Więc twoja teoria może mieć słuszność, przy czym dla mnie to nadal ciut za mało. Musiałbym dopytać, ale może kobieca wyobraźnia w jakiś sposób uwydatnia treść takiej książki, dodaje od siebie… Albo po prostu inne spojrzenie na pewne sprawy. Nie wiem.
Niedługo będę czytał książkę „Dziewica z lasu mgieł”, która była ulubioną książką mojej przyjaciółki w okresie jej dojrzewania. I nie jest to co prawda Harlequinn (chyba nie jest, nie wiem zresztą), ale chyba uderza w dość zbliżone tony. Dam pewnie znać.
I my tak śmieszkujemy, a może wśród tych romansideł literatury groszowej jest jakiś współczesny Lovecraft (z naciskiem na Love) literatury romantycznej? xD Niedoceniony za życia, wielbiony po śmierci.
Też planuję przeczytać młodzieżowe romansidło z tamtych czasów – „Zielony maj Robina”. Ale to inna seria z takimi dwoma sercami w logo. Nie wiem na ile to faktycznie romans ale jest to książka o młodym Robin Hoodzie i młodej Marion i z tego co widziałem fani chwalą.
Będzie recenzja na Konglo? 😀
Jak przeczytam to pewnie będzie. Na razie ściągnąłem pdfa. Niby można kupić za 2 zł + przesyłka ze 4 zł ale siostra to ma w papierze a u niej leży „nasza” kolekcja Robinów i nie chce mi się dublować.
W takim razie czekamy 😀
Wiesz, co… teraz dochodzę do wniosku, że to wynika przede wszystkim z bezkrytycznej lektury. Młody czytelnik z ubogimi doświadczeniami życiowymi, względnie osoba o ograniczonych perspektywach czy ktoś, kto ma niewielki kontakt z literaturą, nie zwróci uwagi na rzucanie kobietą, jak workiem z ziemniakami. Zauważy za to piękną wyspę, jachty i przyjęcia. Kulawe opisy seksu nie będą problemem, bo sama idea seksu z atrakcyjnym, bogatym partnerem przyćmi braki językowe i rozbudzi wyobraźnię. To trochę, jak ze słabymi powieściami sensacyjnymi czytanymi przez chłopców czy mężczyzn, którzy mają nikły kontakt z literaturą. Jeżeli czytasz je świadomie, to pukasz się palcem w czoło, płaczesz nad prostym językiem i tępymi przeciwnikami naszego bohatera. Jeżeli czytasz je bezrefleksyjnie, skupiasz się na tym, jak cudnie by było być takim sprawnym, bystrym agentem, który poradzi sobie w każdej sytuacji…
Tutaj niby krytyczny, nie podobało się, kto to czyta i w ogóle, a widziałem skubańca jak ostatnio jechał tramwajem i czytał po kryjomu kolejnego harlequina :>
„To było tylko do celów naukowych”!
Jerry, jakby Ci Isc napisał, że sam wydaję Harlequiny, to też byś uwierzył? 😛
I co? Nawet nie podszedłeś się przywitać? 😛
nie chciałem Ciebie odrywać od lektury 😀
Oj, jakiś Ty troskliwy 😀 Prawie, jak ten milioner z „Wnuczki milionera” 😀