Elvis
Baz Luhrmann powraca i robi wszystko, aby po raz kolejny wprawić widzów w zachwyt. Australijski reżyser przyzwyczaił swoich fanów nie tylko do zabawy materią filmową. Tutaj ważny jest rozmach, przepych i ogrom błyskotek! „Elvis”, filmowa opowieść o życiu Elvisa Presleya. Scenariusz przedstawia ponad dwadzieścia lat z życia króla rock«n«rolla, widzianych z perspektywy pułkownika Toma Parkera – menadżera artysty. Bogusia i Sev wybrali się na seans i zasiedli przy mikrofonach, aby przybliżyć Wam tę wyjątkową produkcję. Czy Austin Butler powinien dostać Oskara? Czy Tom Hanks powinien grać złoli? Co jest ważniejsze – treść czy forma? Kto chciał krzyczeć w kinie, a kto się nudził? Typowy biopic czy kino autorskie? Posłuchajcie
Śpiewajcie! Tańczcie! Niech żyje Król!
Podcast: Play in new window | Download


Bogusia i Sev, ale że nie wymieniliście Moulin Rouge, najlepszego i najważniejszego filmu Australijczyka to się dziwię. Bardzo się jaram Elvisem, bo słyszałem że to najlepszy film Luhrmanna od czasu MR i też najbliższy estetyce tego filmu, a MR to najbardziej szalony film reżysera, dla mnie MR to arcydzieło. Ale rozumiem jeśli komuś nie podchodzi styl tego reżysera. Jak uwielbiam twórczość Baza, to nawet w najlepszym jego filmie są momenty, które mogą irytować, nie podejść, są kiczowate, przesadzone i głowa może rozboleć. W sumie te elementy wyróżniają styl tego reżysera, który jest rozbuchany i kiczowaty, rozwoju psychologicznego bohaterów za wiele nie ma, a forma bywa ważniejsza od treści, ale mi to nie przeszkadza. Choć nie polecam filmów Baza Luhrmanna oglądać osobom z migreną, kacem, trzeba być wypoczętym:)
Bogusia i Sev, a może obsadzenie Toma Hanksa to taki żart meta? Bo przecież Hanks grał Forresta Gumpa, a wiadomo od kogo swoich ruchów nauczył się Presley:)
Sev, jeśli Elvis Ci się spodobał to w Moulin Rouge się zakochasz, bo w filmie z Kidman i McGregorem reżyser do końca nie zwalnia.