Mirror’s Edge
Jerry powraca do grania, powraca zatem Alchemia Gier. Po kolejnej długiej przerwie, spotykamy się w stałym składzie aby porozmawiać o „Mirror’s Edge”, czyli nietypowej zręcznościówce i cichym hicie sprzed już ładnych paru lat. Czy nadal trzyma poziom? Czy to cyberpunk, czy antyutopia? Jak wypadają przerywniki filmowe? O tym i wielu kwestiach dowiecie się z najnowszego odcinka!
Podcast: Play in new window | Download


Już myślałem że skończyliście przygodę z graniem na dobre a na bloga wchodziłem raczej z przyzwyczajenia, niż z nadziei że jeszcze nagracie jakiś odcinek. Ale na szczęście się zdziwiłem.
Miałem w planach zagrać jeszcze raz w Mirror’s Edge zanim zabiorę się za pisania komentarza, ale nie mogę się zmusić a chcę już coś z siebie wypocić więc odniosę się do niej tak jak ją zapamiętałem. A zapamiętałem ją raczej dobrze, coś jak produkcje filmowe klasy B ale z fajnym pomysłem, klimatem i które lekko się ogląda, taka gra „do kolacji”. Oprócz parkourowej rozgrywki w oczy rzucała się sterylna kolorystyka, bo nawet teraz pierwsze skojarzenie jakie mam z ME to idealnie biała ściana. Nie przeszkadzały mi cut-scenki pod postacią kreskówek , miały fajną kreskę która pasowała do antyutopijnego świata (ale nie wiem przez jaką animację konkretnie miałem to skojarzenie) i jako sposób przedstawiania fabuły były najciekawszym jej elementem bo gdyby to były zwykłe animacje zrobione na silniku gry to pewnie nic bym nie zapamiętał z historii a tak przynajmniej wiem że gra miała jakąś a nie była tylko zbiorem tras. Może trochę przesadzam bo sam scenariusz nie wywoływał we mnie żadnych negatywnych odczuć w czasie grania, po prostu było to taki „przejść-zapomnieć”. Nie mam nawet o to pretensji, po prostu czułem że taki był zamysł twórców, prosta historia która nie nudzi ale ma służyć tylko do tego by gracz miał powód do przebiegnięcia z punktu A do B. Gra jako całość pozostawiała wrażenie wewnętrznie spójnej.
Nie rozumiem po co robić z tego serię czy remake, ale to raczej zarzut do całej branży gier która chcę robić cały czas kolejne części swoich gier. Nie ma tam nic dlaczego chciałbym zagrać w drugą część, bo tą mechanikę można wykorzystać przecież w nowych markach a sam świat przedstawiony nie dawał się odczuć jako stworzony dla kontynuacji.
Kończę. Dzięki za wasz czas który poświęciliście na nagrywanie i mam nadzieje że nie staniecie się moim ulubionym co 2‑letnim podcastem.
Dzięki za komentarz i przepraszamy, że dopiero po tak długim czasie! Plany na nagrania mamy, ale tak jak mówiłem w odcinku. Z braku czasu, który trzeba optymalizować coś niestety trzeba przyciąć i w moim przypadku to były gry. Niemniej nie powiedzieliśmy mam nadzieję ostatniego słowa w temacie. A póki co możemy polecić podcasty z innych tematów, których trochę jest 😉
A co do Mirror’s Edge to ciekawe co wspomniałeś, że nie czułeś, że świat jest stworzony do kontynuacji. Nie pamiętam, czy to wybrzmiało w odcinku, ale ja momentami (patrząc głównie na zręb fabuły i konstrukcję świata, a nie mechanikę) to miałem wrażenie, że to bardziej takie tech-demo, które ma nam pokazać świetne możliwości niż pełnoprawny tytuł. Mi to bardzo pachniało chęcią kontynuacji (jak się sprzeda). Ale robienie prequelo/sequla po tylu latach wydaje mi się dziwnym pomysłem. Jeżeli oryginał się nie przebił (szkoda) to czemu miałby się przebić sequel?
Jeszcze raz dzięki za odzew. Dobrze wiedzieć, że ktokolwiek Alchemii Gier słucha(ł) 🙂