To
Za kilka dni do ogólnodostępnej dystrybucji wejdzie film dokumentalny „Pennywise: The Story of It”. Z tej okazji postanowiliśmy zapełnić kolejną białą plamę i zmierzyć się z pierwszą ekranizacją książki „To”. W 507. odcinku podcastu Radio SK, w wirtualnym studiu Klubu frajerów spotkali się Hubert „Mando” Spandowski, Michał „Jerry” Rakowicz i Rafał „Sick” Siciński by porozmawiać o dwuodcinkowym miniserialu telewizji ABC z 1990 roku. Zapraszamy!
Jeżeli podoba ci się to co robię to możesz mnie wesprzeć na
https://patronite.pl/radiosk
Podcast: Play in new window | Download


Też lubię Trzech Muszkieterów ze Sheeenem i Sutherlandem. Wolę nawet od najpopularniejszej wersji, czyli serii filmów z Michaelem Yorkiem. Jest to, obok Człowieka w żelaznej masce z Di Caprio, jedyny muszkieterowy film do którego wracam co jakiś czas.
Doceniam rolę w „To”, ale dla mnie Tim Curry to przede wszystkim „Rocky Horror Picture Show”. A na drugim i trzecim miejscu stawiam dwa filmy trochę zapomniane i niedoceniane, czyli „Legenda” Ridleya Scotta i „Oscar” ze Stallone. Pierwszy z nich to była klapa finansowa, a dla mnie to jeden z najlepszych filmów Scotta, który wizualnie wymiata, podobnie jak muzyka Goldsmitha (choć niektórzy wolą muzyke Tangerine Dream z europejskiej wersji). Curry jest doskonały jako diabeł z WIELKIMI ROGAMI. Ma na sobie aktor chyba jeszcze więcej charakteryzacji jak w „To”, dosłownie kilogramy, a robi wspaniałe wrażenie swoja grą.
„Oscar” jest uważany za nieudaną komedię z Sylvestrem Stallone. Aktor próbował robić to co Arnold, czyli pójście w luźniejsze filmy co spotkało się z ciepłym przyjęciem u Arnolda, ale komedie ze Stallone nie były tak dobrze przyjmowane jak ze Schwarzeneggerem. Ale ja lubię ten remake filmu z De Funesem (oryginał też sobie cenię). Jest to dobra komedia pomyłek, wiadomo że Stallone to nie De Funes, ale podołał w głównej roli. No i świetny Curry w roli doktora jak dobrze pamiętam i genialny epizod Kirka Douglasa. Jeden z ostatnich dobrych filmów Johna Landisa.
Tak na marginesie i nie na temat, Stallone miał pecha do komedii, każdy luźniejszy film z nim był jechany i zbierał Maliny. Choć można zapytać, który film Stallone, nieważne czy dobry czy słaby nie zebrał przynajmniej nominacji do Złotych Malin? Sylwester to ulubieniec Złotych Malin. Komedie ze Stallone podobają mi się tak samo jak z Arnoldem.
Mam na myśli nie tylko Oscara, ale też Stój bo mamuśka strzela i świetnego Tango i Casha, który uważam za jeden z najlepszych filmów ze Stallonne. Są to równie dobre luźniejsze filmy, jak podobne produkcje z Arnoldem, czyli Bliżniacy, Gliniarz w przedszkolu, Junior, Prawdziwe kłamstwa (choć też bardzo lubię Świąteczną gorączkę, a tego filmu z Arnoldem, to nikt nie lubi).
Chyba tylko Bohater ostatniej akcji McTiernana poniósł klapę finansową, a to świetne kino akcji, wyśmiewanie się Arnolda ze swojego wizerunku, jeszcze mocniej, jak w innych filmach i film meta. Last Action Hero jest tym samym dla kina akcji, czym był Krzyk dla horrorów i to jeden z najbardziej niedocenianych filmów lat 90, który powstał chwilę po Terminatorze 2.
Z luźniejszych filmów z Sylvestrem to chyba tylko Demolition Man był jakimś tam sukcesem. Może dlatego, bo nie jest typową komedią, tylko ma elementy humoru. Jest to też produkcja, która przez wielu widzów uważana jest za proroczy film, jak wiele z elementów wizji przyszłości w Demolition Man przypomina nasze czasy. Filmu dawno nie widziałem, więc nie mogę potwierdzić, ale co jakiś czas widzę film ze Stallone i Bullock na różnych listach najlepiej pokazanych wizji przyszłości i jak wiele się zgadza z tej wizji z naszymi czasami. Sorki za dygresję:)