Magia powraca! Nocna premiera Harry’ego Pottera
Specjalne okoliczności wymagają specjalnego podcastu, zatem z okazji nocnej premiery najnowszej odsłony cyklu o Harrym Potterze – „Harry Potter i przeklęte dziecko”, pojawia się na Konglomeracie nowy głos. Nasza stała słuchaczka Bogusia Szewczyk, jak wielu przed nią, postanowiła przejść na Ciemną Stronę i coś nagrać, zamiast tylko biernie chłonąć podcasty. Możecie więc podziwiać jej pierwsze w życiu nagranie (zrealizowane na gorąco, w środku nocy, bezpośrednio po premierze książki), w którym omawia jak wyglądała premiera u niej w księgarni, opowiada jakie emocje towarzyszyły jej kiedy sięgnęła pierwszy raz po „Przeklęte dziecko” oraz wpada w dziurę czasoprzestrzenną.
A jako, że Mando czekał na tę książkę tylko trochę mniej niż na nowe Gwiezdne wojny, to postanowił dorzucić trzy grosze od siebie. Opowie więc o tym co widział na nocnych premierach relacjonowanych w internetach, o tym co można znaleźć w Biedronce i w końcu zdradzi też pierwsze wrażenia z lektury. Zapraszamy!
Podcast: Play in new window | Download


Jeszcze raz dzięki! Ogólnie nie rozumiem aż takiej kontroli imprez. Wydaje mi się, że to w jaki sposób dana księgarnia zachęca do zakupu książki to już jej sprawa także ten motyw z akceptacja plakatu jest dziwny. Kurde Disney tak nie kontrolował premiery epizodu VII 🙂 Chociaż też tam była kontrola tego jak nazwana jest impreza urządzana w kinie i nazewnictwo zależało od tego czy był tam ktoś z oficjalnych grup kostiumowych czy nie. Co się tyczy atrakcji zorganizowanych przez wydawcę to opowiadałem Szymasowi ostatnio anegdotę (wypadła z podcastu bo to było przy nagraniu HP6 a tam i tak było mnóstwo bloopersów). Jak byłem na premierze HP7 to był konkurs dla dzieci i jedno z pytań brzmiało „Ile horcrucsów stworzył Voldemort według Dumbledora?”. Dziecko odpowiedziało, że 7 i dostało punkt a ja stary dziad podszedłem do pani prowadzącej i mówię, że mają błąd, że nie 7 tylko 6. Ona się upiera to wziąłem „Księcia” z półki, przekartkowałem i jej przeczytałem cytat. Ona mi na to, że to są pytania i odpowiedzi od wydawcy, oni w nie nie ingerują i skoro tak jest to jest to prawidłowa odpowiedź. Oczywiście zdaję sobie sprawę z dziwności sytuacji kiedy dzieci się bawią a jakiś stary dziad sie wtrąca dlatego rozmawiałem z panią na boku i raczej szeptem, tak na luzie, na spokojnie 🙂
Dobrze, że miałem niespodziewaną wizytę kuzyna i Nekro na głowie, bo inaczej nagralibyśmy 30 minut wstępu 😀
Dzięęęęęęęęęęęęki! 🙂
Kurczę, nie rozumiem, dlaczego wydawca wspiera sieciówki, które przecież już na starcie mają przewagę i raczej nie będą miały problemów ze sprzedażą, a ignoruje mniejsze księgarnie. Wszyscy wiemy, jak wydawcy narzekają na warunki współpracy z Empikiem, a potem sami tworzą taką patologię… Meh.
Pomysł na przeprowadzenie lekcji z konkursami brzmi super 🙂 Sam bym chętnie wziął w nich udział lub też jakieś poprowadził 😀
Książkę jedynie rozpakowałem i przekartkowałem, więc nie wypowiem się na temat jej treści, ale mam nadzieję, że gdy trochę odeśpię, to szybko nadrobię zaległości 🙂
PS Szacun za jakość nagrania, tempo mówienia, płynność, głos i w ogóle za całokształt 🙂 Oczywiście dołączam się do życzeń Mando i Jerry’ego, byś częściej chwytała za dyktafon / mikrofon, mam jedynie małą prośbę: nie nagrywaj dla konkurencji, bo nam statystyki spadną!!! 🙂
PPS Lepiej mieć kilkoro takich fanów jak Ty, niż kilka tysięcy lajków na FP 🙂
Jak Mando, też jestem raczej na nie.
[SPOILERY]
Co prawda, jeszcze nie dokończyłem książki (jestem w połowie trzeciego aktu), ale czuję się zawiedziony. Początek rozpoczął się świetnie, miałem wrażenie, że opowieść będzie w jakimś sensie głębsza. To właśnie te 50 stron, tyyyle się działo. Dalej, niestety, gorzej. Historia robi pewnie niesamowite wrażenie na scenie, w końcu sceny magii czy choćby w jeziorze wymagają rozmachu i niesamowitej iluzji. Tymczasem sama historia trzyma poziom kiepskiego fanfika. Jest naiwna – Snape za szybko uwierzył Scorpiusowi jak na ruch oporu, Jęcząca Marta pyta wprost, czy bohaterowie chcą cofnąć się w czasie, gdy tylko wspominają o Turnieju Trójmagicznym. Pomysł ze zmieniaczem czasu wykorzystywanym na taką skalę jest zwyczajnie bzdurny. Gdyby to było dopuszczalne w siedmioksięgu, zapewne już dawno zostałoby wykorzystane, by namieszać w głównej linii czasowej. Bitwa z regałem Hermiony jest nielogiczna. Walka Malfoya z Harrym Potterem wygląda jak farsa. Pani z wózkiem ze szpikulcami – proszę…
„Przeklęte dziecko” to źle pojmowana ambicja, żeby cofać się jak najczęściej do znanych elementów z powieści i wywoływać w nich zamieszanie. Ciągota, żeby na siłę przedstawić alternatywne wersje wydarzeń, bez ich rozwijania. I, co uderza, najbardziej: całkowita nieumiejętność pogodzenia powagi z humorem, przez co chyba trudno będzie się odnaleźć w niej dorosłemu czytelnikowi. Zdecydowanie mniej dojrzała niż ostatnie powieści cyklu i gorzej pomyślana niż pierwsze. A w dodatku charakterologicznie mało wiarygodna. Mamy wrażenie, że nie znamy tych postaci. Snape to przyjazny, żartobliwy misio, Ron dostał chyba demencji i zachowuje się jak na drugim roku. Et cetera.
Jest kilka dobrych elementów – 50 pierwszych stron mnie zachwyciło. Podobało mi się kilka pomysłów z trzeciego aktu – przede wszystkim spotkanie Malfoya ze Scorpiusem w Ministerstwie Magii, nastolatki wycierające krew z butów. „Za Voldemorta i wolę walki” wejdzie chyba do mojego słownika.
Własnie skończyłem czytać i naprawdę jestem cholernie rozczarowany. Postaram się wyłożyć wszystko w podcaście. Poczekamy jeszcze aż Szymas zacznie i skończy czytać choć w tej chwili nie mam serca poganiać go bo najchętniej zabrałbym mu tę książkę by nie psuł sobie dobrego wrażenia będąc bezpośrednio po lekturze siedmioksięgu. Naprawdę nie polecam nikomu jak rzadko. Bardzo zła książka.
O nie.….….… 🙁
Czytam powoli, wczoraj za dużo się działo, żebym mogła się skupić.… 😀
Tutaj chyba chodzi też w dużej mierze o podejście. To, co wygląda dobrze na deskach teatru, nie zawsze w formie słowa pisanego ma podobną wartość. Na razie nie mam zdania. Pewnie wieczorem, jak skończę czytać to już będę mogła coś konkretniej napisać.…
Oj, tak. Niby mam problemy, żeby ją potępić w czambuł, bo jednak [SPOILER, chyba] sceny w Dolinie Godryka są na trochę wyższym poziomie niż reszta, to jednak całość napisana jest fatalnie, co chwila coś budzi poczucie absurdu, np. [SPOILER] „Upokorzyliśmy Cedrika, więc się wściekł i został śmierciożercą”. „Absurd” to tak naprawdę słowo, które najlepiej opisuje tę książkę. I chociaż naciągany pomysł z tożsamością głównego czarnego charakteru mógłby się sprawdzić, to na pewno nie sprawdza się w tej historii. Mój egzemplarz pewnie wyląduje na półce z książkami „gorszego sortu”, zamiast obok cyklu Rowling, bo chcę je w świadomości oddzielić. Czekam na podcast.
Dla mnie sceny z DG nie są lepsze. Przeokrutnie złe to dla mnie było i wiele nie zbrakło bym podczas tego finału przestał czytać w cholerę. [SPOILER] Harry transmutujący się w Voldemorta?!?! Bohaterowie sprzeczający się w kluczowej chwili kto ma się w niego transmutować?!? Sama świadomość tego, że tak wyrzygano się na tę scenę. Jedną z najbardziej dramatycznych scen. I teraz co? Jak będę czytał o śmierci rodziców Harry’ego to mam se wyobrażać, że za oknem Harry/Voldemort i ekipa walczy z sekretnym dzieckiem Voldemorta? Sam motyw pokazania jak Harry musi odpuścic i pozwolić na śmierć rodziców byłby super ale cała otoczka mi to cholernie popsuła. A już sam fakt, że cała ekipa się tam znalazła… arcyplan z kocykiem…
Wiesz, ja po opublikowaniu swojego wcześniejszego komentarza i wypaleniu papierosa, żeby odreagować, zacząłem się zastanawiać, czy naprawdę miałem podstawy, by sądzić, że te sceny są lepsze – i doszedłem do wniosku, że nie, bo najwidoczniej w najważniejszym momencie historii zacząłem wypierać z umysłu to, co czytam. I że wpływ na to, że udało mi się znaleźć coś, co by „Przeklęte dziecko” broniło w choć najmniejszym stopniu, miał fakt, że absurdy utrzymywano wtedy na stałym poziomie – ale tylko dlatego, że nie można już było popaść w większe, chyba że pojawiłby się tęczowy jednorożec mówiący ludzkim głosem: „Kochajcie się”. Zresztą niedaleko od [SPOILER] „Jestem najbardziej wyluzowany”, „Chciałam tylko zobaczyć ojca, chlip!”. O transmutacji i kocyku nie chcę się wypowiadać. To boli. Podczas lektury tej książki zdołano mi tak uszkodzić mózg, że prześlizgnąłem się po tym wzrokiem, na mojej twarzy pojawił się nieokreślony grymas – i czytałem dalej, by jak najszybciej to skończyć i już do tego nie wracać. Dlatego powinienem odwołać swoje wcześniejsze słowa, bo od kilku godzin wiem, że można znaleźć jednak inną zaletę „Przeklętego dziecka”, która nie jest iluzją. To zdolność znieczulania na największe dziejące ci się zło. Przed użyciem skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą.
Jeszcze kilka słów już bardziej na chłodno 😀
Żaby nie było, że tylko narzekam napiszę też trochę w ogóle o Media Rodzinie. Dobrze, że coś robią i przygotowują propozycje dla księgarzy. W przypadku innych wydawnictw najczęściej jest tak, że głośne premiery po prostu się pojawiają, najczęściej bez odpowiedniej oprawy. Mando coś na ten temat wie, bo śledzi to na przykładzie książek Kinga, ale też i innych. Najczęściej są to jakieś plakaty, zakładki, książeczki z fragmentami utworu, przy głośniejszych tytułach bilbordy i filmiki reklamowe. Harry Potter to fenomen i wydawnictwo od lat wie, jak popularna to seria. Dobrze, że dbają o promocję 😀
Z tym plakatem to bardziej jest tak, że wszystko co ma związek z Harrym to problem marki i globalnej polityki zastrzeżonych znaków towarowych. Nie wspominam o tym w nagraniu, ale Media Rodzina na pewno jest też kontrolowana przez brytyjskiego wydawcę i pewnych zasad muszą przestrzegać. Plakaty to w sumie też podobno opracowali Brytyjczycy i analogicznie polski dystrybutor musi dbać, żeby np nie zdradzono na nich nic z fabuły, bo to mogłoby wpłynąć na sprzedaż.
Jednak odnośnie sprzedaży w marketach to ja mam swoje zdanie! Wiem, że markety na pewno nie miały tego wcześniej w sprzedaży, bo jestem pewna, że wydawnictwo zastrzegło to w umowie z nimi. Jeśli od północy – to obowiązuje to wszystkich bez wyjątku. My książki dostaliśmy w dzień premiery, więc niemożliwością było, żeby wcześniej coś zmajstrować.
Markety mnie bardzo denerwują. Tutaj nie chodzi o dostępność, bo tutaj nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Im większa szansa na to, że ktoś kupi książkę tym lepiej. W przypadku Pottera on od zawsze kojarzy mi się z księgarniami, z nocnymi premierami. I to tak bardzo razi, kiedy księgarnie się starają, robią imprezę, promocję, a potem się okazuje, że pod względem ceny nie jesteśmy konkurencyjni. To bardziej chodzi o to, jak jesteśmy traktowani – marginalnie, a to nie do końca uczciwe.
Eeeeeeeee, ale sobie ustawiłam wysoko poprzeczkę. Tyle miłych słów. Mam nadzieję, że przy następnych nagraniach okaże się, że to nie było tylko szczęście debiutantki… 😀
No własnie potem o tym plakacie se pomyślałem, że tak może to wyglądać. Przykładowo kiedyś Jacek Drewnowski wielokrotnie mówił, że każdy złożony magazyn Star Wars Komiks musi być wysłany do zatwierdzenia, każdy układ, rozkład logo itd wszystko musi być akceptowane. I tutaj pewnie tez tak jest co rozumiem choć to z kolei sprawia, że pierwszy akapit z pochwałami możemy sobie darować bo to jak Media Rodzina traktuje premiery książek też pewnie jest jakoś z góry na nich narzucone. Poza tym tak ludzie zostali przyzwyczajeni, tego ludzie oczekują i to jest w stanie ich skłonić by pójść na premierę i kupić po cenie okładkowej a nie zamawiać przez internet po cenie ‑35%. To że nie można było sprzedawać wcześniej to ja rozumiem ale wiele księgarni nie raz robiło błąd (świadomie lub nie). Taki Empik wielokrotnie sprzedał gdzieś książkę przed czasem. Również chyba poprzednie Pottery ale też często Kingi puszczali za szybko. Wiem bo nocny się zawsze wkurza jak taka informacja gdzieś w necie wypływa i nigdy nam nie pozwala pisać na fanpage’u SK.pl 🙂 A co się tyczy dostępności w marketach to jest faktycznie lipa. Dla mnie w przypadku tej książki o zakupie w dzień premiery decydują dwa czynniki – impreza i czas (a tym razem był to tylko czas bo imprezy odpuściłem). Jestem w stanie zapłacić cenę okładkową by mieć książkę w sobotę a nie w poniedziałek czy wtorek z internetu. Drożej ale szybciej. Gdyby nie to, że bardzo chciałem mieć wydanie w twardej oprawie to serio nic by mnie nie skłoniło by iść do księgarni skoro za pół darmo wala się po Biedronkach.
Na marginesie, z Empiku dostałem maila już w czwartek, że paczka wysłana i po cichu liczyłem, że nie oznaczyli jakoś specjalnie tych paczek i, że przyjdzie w piątek (bo zwykle następnego dnia przychodzi) i że sobie już po pracy odbiorę. O dziwo do teraz nie przyszedł mail, że paczka doszła czyli w sobotę też bym nie odebrał zamówienia przez neta.
A to dziwne…
Mnie zastanowiło także to, co mówił Marcin – o tym, że były zapisy na książki i że w niektórych księgarniach nie było wiadomo czy książka będzie w sobotę… W hurtowniach już od ponad miesiąca istniała możliwość przedsprzedaży, z określonym przez dostawcę terminem realizacji. Zatem to nie powinien być problem, dokonać zakupu w sobotę… Zapisy jeszcze rozumiem, rezerwacje też często proponuję, jeśli komuś bardzo zależy. Ale jeśli, o ile dobrze zrozumiałam, księgarnie NIE ZAMÓWIŁY TAKIEJ PREMIERY wcześniej lub robią zapisy, żeby mieć orientacje ile mniej więcej książek muszą zamówić to nie jest dobrze.… Bo to oznacza, że kryzys i trudna sytuacja małych księgarni są odczuwalne nawet przy takich okazjach jak kolejny Potter. Niepokojące!! 🙁