Jedz, módl się, kochaj, czyli o poszukiwaniu wszystkiego w poradnikach
Co tu się zadziało? Nie wiecie? Szymas też nie wie, ale zaprasza Was na utrzymane w niewiarygodnie szybkim tempie i pełne emocji sprawozdanie z lektury powieści Elizabeth Gilbert Jedz, módl się, kochaj, czyli jak pewna kobieta wybrała się do bla bla bla i bla bla bla…
Co dostaniemy po połączeniu kiepskiego coachingu, ciekawostek spisanych z przewodników turystycznych, filozoficznych przemyśleń na miarę Paulo Coelho oraz fragmentów pamiętnika kobiety w depresji? Co pani Gilbert odpowiada na pytanie „jak żyć?”? Co to znaczy być entuzjastką wszystkiego? Jak przeżywa się kryzys egzystencjalny w wieku 8 lat? Na co pomaga noszenie pomarańczowych majtek? Czy Szymas zamierza przez resztę życia jeść, modlić się i kochać? Odpowiedzi poznacie tradycyjnie już, jak sami dobrze wiecie, poprzez odsłuchanie poniższego nagrania.
Podcast: Play in new window | Download


Naprawdę nie mam pojęcia co Cię skłoniło do lektury. Choć zaczytywałem się „Alchemikiem” w pierwszej klasie liceum, to bardzo szybko dotarło do mnie jak miałka i denna jest to literatura. Wiem, że źle się wypowiadać o książkach, których się nie czyta, ale nie wiem jak ktoś na poważnie może wierzyć w to, że parę złotych rad pokroju „korzystaj z życia”, „żyj w zgodzie z sobą i naturą” itp. może komukolwiek pomóc. Mało jest rzeczy, które tak mnie wkurzają jak współczesna nowomowa coachów i trenerów rozwoju osobistego. Mam drgawki na samą myśl… I mega mnie zaskoczyłeś tym, że Murphy odpowiada za ekranizację.
Ot kolejna konwencja, z którą wypadało się zapoznać. A gdy już zacząłem, to chciałem skończyć.
Miałem w swoim życiu roczny epizod z coachingiem. Sporo o nim czytałem, byłem na kilku eventach tematycznych, miałem prywatnego coacha itd. Powiem Ci, że IMHO niektóre metody coachingowe mają sens. Pomagają ustalić pewne priorytety, lepiej zarządzać czasem czy zorientować się na cel. Problem polega na tym, że wymagają one zaangażowania od drugiej strony, a ludzie chcieliby, by wszystko robiło się samo. By coach / trener / psycholog / terapeuta etc. podał im sposób na wszystkie problemy, lekarstwo na wszystkie dolegliwości etc. I przez to powstaje masa publikacji, które udają, że taką właśnie rolę pełnią. Że podają na tacy sposób na cudowne życie, wielką fortunę, wspaniały związek, piękne ciało itd., itd. A ludzie to łykają. I chcą więcej. Więc powstaje tego więcej. I tak w koło… A przez ten przesyt nic nie wartego pitolenia sam od kilku lat mam dosyć tego zjawiska.