Harry Potter i przeklęte dziecko
Zapraszamy na dziesiąty podcast w cyklu „Dwa tygodnie z Harrym Potterem”, czyli na recenzję książki Harry Potter i przeklęte dziecko.
Harry Potter i przeklęte dziecko, nowa opowieść autorstwa J.K. Rowling, Jacka Thorne’a i Johna Tiffany’ego i nowa sztuka Jacka Thorne’a, to ósma historia w serii i pierwszy autoryzowany spektakl teatralny ze świata Harry’ego Pottera. Światowa premiera spektaklu odbyła się na londyńskim West Endzie 30 lipca 2016.
Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej nie ma go teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym. Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, którego nigdy nie chciał przyjąć. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.
Spis treści:
- 0:00:01 – 0:55:36 – omówienie książki
- 0:55:45 – 1:27:35 – strefa spoilerowa
Podcast: Play in new window | Download


Podcast nagrywany bardzo na gorąco. Gdybyśmy wcześniej obgadali to prywatnie to mógłby wyglądać trochę inaczej ale cieszę się, że tego nie zrobiliśmy bo prezentujemy dwa typy odbiorców – szymas – bardziej racjonalny, zdający sobie sprawę z ograniczeń jakie narzuca teatr – i ja – w gorącej wodzie kąpany, po 9 latach przerwy oczekujący Bóg wie czego. I żeby było jasne, ja nadal uważam, że to można było zrobić inaczej. Rozpisać historię głębszą, bardziej dramatyczną, opartą na relacjach ojca i syna a nie na fajerwerkach ale gdy montowałem nasza rozmowę to próbowałem sobie te sceny wyobrazić tak jak wyglądałyby w teatrze (chyba pierwszy raz bo podczas lektury wyobrażałem sobie książkowy świat i tam umiejscowiłem te wydarzenia) i przyznaję rację, że uwzględniając formę to można na wiele rzeczy przymknąć oko. Nadal uważam, że w przypadku zmian w czasie Szymas pieprzy takie głupoty, że głowa boli ale spróbowałem sobie to wyobrazić na scenie. Scenie podzielonej na dwie części, gdzie równolegle rozgrywają się dwa czasy i gdzie takie uproszczenia się sprawdzą i w takim wypadku to nie jest aż tak głupie bo na scenie to by się po prostu w takiej formie sprawdziło 🙂 Kwestia tytułowego przeklętego dziecka nadal dla mnie jest zbyt idiotyczna. Moim zdaniem największym błędem było nazywanie tego oficjalną kontynuacją i 8. tomem bo w momencie wydania tego w formie książki, czytelnicy będą oczekiwać czegoś co będzie na równi z 1–7 a to się w takiej konfrontacji nie broni. Gdyby to zostało wydane po prostu jako dodatek/ciekawostka to i podejście byłoby inne a tutaj cała kampania reklamowa opierała się na tym, że jest no 8. część Harry’ego Pottera. Ja na początku mówię, że fajnie, że to się tak różni wizualnie i można to na półce odłączyć od cyklu ale o odłączeniu pomyślałem dopiero po lekturze gdy byłem już wkurzony. Wcześniej zestawiałem to na równi z cyklem.
Tak czy inaczej, po przesłuchaniu tego na spokojnie i bez emocji podczas montowania, mogę przyznać, że tak ogólnie Szymas ma tutaj dużo więcej racji niż ja. I też trochę bez sensu się czepiam tego fanfika bo sam przywołuję tu rozszerzone uniwersum Star Wars, które też tak na dobrą sprawę jest zbiorem oficjalnych fanfików i w którym też często wałkuje się te same elementy, wspomina tych samych bohaterów, te same miejsca i wydarzenia a całość rozgrywa się na skalę galaktyczną więc to jeszcze bardziej razi. Może jak HP doczeka się 200 książek rozszerzających ten świat to też inaczej będzie się na to patrzeć niż w przypadku wielkiego powrotu po tylu latach.
Doceniam 🙂
To jest dramat 😉
Ej, akurat ja się zgadzam z fanfikiem i wrażenia po lekturze mam bardzo podobne co do Twoich. I tak, wiem że to sztuka teatralna, ilość miejsc, bohaterów jest ograniczona, nie ma miejsca na opisy, dialogi są jakie być muszą.. I dlatego też, ta książka nigdy nie będzie pełnoprawnym Harry Potterem. Z jednej strony dziwi mnie decyzja wydawcy i samej Rowling… moja pierwsza myśl to napisać nowelizację (jak nie Rowling, to jakiś ghostwriter), wydać całą sagę na nowo z graficznym redesignem albo w jakiejś droższej niech już będzie pozłacanej wersji exclusive i hajs sam się nabija 😛
Ale teraz, myślę że to by nie przeszło głównie przez to odwoływanie się do konkretnych miejsc, scen, wydarzeń z poprzednich części… ta książka to fanservice w najczystszej postaci. Tak jak Mando wolałbym kolejną dorosłą powieść z nowymi wątkami, nowym złem, zagrożeniem.
Również uważam, że bohaterowie zachowują się idiotycznie. Absurdalne pomysły młodych i ich fochy mogę zrozumieć, zrzucić to na ich wiek i domy, w których się wychowali… ale nie pojmuję, jak przez 19 lat, żadne z trójki podstawowych bohaterów nie dorosło i zachowuje się jak nastolatkowie, z Harrym Potterem na czele, który nadal jak ma problem to płacze i biegnie do Dumbledore’a… a Ci ludzie (pomijając Rona, którego IQ w tej książce wchodzi w liczby ujemne) piastują najważniejsze stanowiska w świecie magii… Jak?
Jedyna osoba, która zachowuje się jak dorosły i patrzy na wszystko racjonalnie to Draco i z automatu stał się moją ulubioną postacią, jak wygarnął Potterowi, że jest debilem i jego sukces polega na tym, że przez ostatnie 7 książek miał niesamowitego farta i że go skrzywdzi jak coś złego stanie się jego dziecku. Brawo dla tego pana.
[SPOILERY]
@szymas:disqus z paradoksami czasowymi jest tak, że zmieniając jedną głupią rzecz tworzysz całą odmienną linię czasową. Różnice mogą być małe i teoretycznie taka wiadomość na kocyku mogłaby zostać wysłana, ale tutaj mamy sytuację, że oni tworzą całą nową linię czasową dla osoby, której chcą to wysłać. Jest nieskończona liczba możliwości od tego momentu jak życie małego Harry’ego się potoczy. Albus może się nie urodzić, oni mogli teoretycznie wymazać siebie samych z czasoprzestrzeni. Książka niestety jest mocno niekonsekwentna pod tym względem. Sama najpierw dowodzi, że malutka zmiana może doprowadzić do świata opanowanego przez Voldemorta, a później bawi się wysyłanie kocyków i ściąganie z przyszłości osoby, która powinna być już zupełnie inną osobą. No ale to magia więc można założyć, że działa tak jak autorom wygodnie.
Tylko ja się domyśliłem kim jest Delphi, jak tylko się pojawiła?
Tomek, OK ale:
a) To wiadomość, która powinna się pojawić dopiero w momencie wylania eliksiru od Rona, więc raczej nie powinna mieć wpływu na nic innego.
b) Przy równoległym prowadzeniu akcji „tu i teraz” oraz „kilkadziesiąt lat wcześniej” nie da się tego inaczej rozegrać.
c) Jak zauważył Mando, na scenie to mogło wyglądać bardzo efektownie, a dla tego medium był pisany ten tekst.
Ja za nic nie powiązałbym jej z SWK.
Isc z tym czasem to Szymasowi serio nie wytlumaczysz. Probowalem. Jerry probowal. Chlopak ma jakas indywidualna wizje funkcjonowania czasu 🙂
Komentarz pozostawił Mando z alternatywnej linii czasowej, w której nie ma konta na Disqusie 😛
[kilka spoilerów]
Przesłuchałam wczoraj i nawet napisałam komentarz, ale z jakiegoś powodu się nie zapisał. Może mój komputer uznał, że powinnam się zastanowić zanim.… Przemyślałam i nie zmieniłam zdania. Ta książka jest zła!
W większości zgadzam się z tym, co na jej temat mówił Mando. Jestem pewna, że będzie mi bardzo trudno zapomnieć o tak wielkim rozczarowaniu. Z przyswajaniem treści w formie dramatu nie mam problemu, nawet jak zaczęłam czytać to pomyślałam, że spoko, że tak inaczej będzie ciekawie, bo czegoś takiego w tym świecie nie było. W trakcie lektury, na którą poświęciłam tym razem dość dużo czasu (im bliżej końca tym gorzej mi się czytało) zdarzyło mi się nie tylko wyobrażać sobie, jak mogło to wyglądać na scenie, ale także przeglądałam zdjęcia ze spektaklu starając się rozpoznać, która to scena. Powiecie – zbyteczne wariactwo, ale na serio miałam problem, żeby niektóre rzeczy sobie wyobrazić, a fotki trochę mi to ułatwiały.
Przede wszystkim bardzo boli mnie to, jak mało Rowling czuję w tej historii. Może ona tylko napisała jakiś ogólny skrypt, a reszta to już praca Thorne«a i Tiffany«ego? Może przesłała im 5 stron z dopiskiem „Tak to widzę, wy zróbcie resztę…”? Podobno nadzorowała pracę nad scenariuszem, ale totalnie tego nie widać.
Dialogi są bardzo niedobre! A przy dramacie także one są ważne, bo obraz i to, co się dzieje na scenie to jedno, ale wypowiadane przez bohaterów kwestie decydują o tym, na ile stają się oni dla mnie ważni i wiarygodni. Szczególnie kiedy oddziela się tekst od obrazu, właśnie słowa powinny wybronić całą opowieść – tu tak nie jest! Niektóre teksty są tak drętwe, że aż bolą. A najgorsze jest to, jak wiele tematów jest tutaj przetwarzanych i omawianych przez każdego z bohaterów. Zdarzały mi się takie momenty, że czytałam i łapałam się na tym, że o tym czytałam już kilka stron wcześniej i jeszcze kilka wcześniej i jeszcze. Jak pojawia się myśl, że Scorius może być synem Voldemorta to wspomina o tym kilka osób, bo a nuż czytelni/widz przysnął na chwilę i akurat tę informację przegapił… No litości!!! Kiepskie żarty jeszcze zniosę, ale nie to, ze traktuje mnie się jak kogoś kto jest nieuważny – w momencie, gdy grupa odbiorców jest określona i są to fani Pottera.
Owszem jest tu kilka elementów, które mi się podobały – Scorpius, zawiązanie fabuły (przyjaźń Pottera i Malfoy«a! to dla mnie coś tak nieprawdopodobnego, że aż piszczałam z zachwytu), mroczna wizja świata czarodziejów (która nawet tak delikatnie zarysowana zaparła mi dech! To coś fascynującego i żałuję, że nie odważyli się bardziej tego rozbudować) i oczywiście fakt, że tak bardzo chciałam się dowiedzieć co było dalej! Tak ekscytowałam się bardzo, a potem dostałam scenę w której Harry zmienia się w Voldemorta i ręce mi opadły! Pewnych rzeczy się po prostu nie robi!
Voldemort ojcem dziecka Bellatrix Lestrange?? Co to za absurd!? Skoro Czarny Pan był tak potężnym czarodziejem i znał się tak bardzo na czarnej magii to na prawdę nie można było tego rozwiązać inaczej?? Mógł zrobić cokolwiek i to byłoby lepsze rozwiązanie od tego, które nam zaserwowano.
Cały wątek z podróżami w czasie i zmieniaczem… Cóż, plan Scorpiusa i Albusa jest tak bezsensowny, że aż brak mi słów. Oni sobie umyślili, że uratują Cedrica – ale dlaczego akurat to jest takie ważne? Ja rozumiem, że chcieli pocieszyć Amosa, ale równie dobrze mogli zrobić coś innego skutek byłby może taki sam? Albo mamy taką scenę ze Snapem gdzie bohaterowie pojawiają się znikąd i gadają, a Severus im wierzy! Serio?? Przez siedem tomów nie ufał nikomu, a tu?? Ok, niby mówią mu jakieś rzeczy, które mogą świadczyć o tym, że mają dobre intencje, ale i tak wygląda to podejrzanie.
Dużo rozmawiam z klientami, o ich odczuciach, szczególnie z tymi, którzy kupili w noc premiery. I w większości są zadowoleni. Moze traktują to na większym luzie niż ja? A może nie mieli aż tak wygórowanych oczekiwań? Pewnie to z powodu tego, że ubzdurałam sobie, że to będzie coś świetnego, coś na co warto było czekać tyle czasu. Im większe oczekiwania tym boleśniejsze rozczarowanie.
Nie rozczarował mnie natomiast wasz podcast! Podobnie jak poprzednie nagrania – super! Fajnie się słucha jak się nawzajem zbijacie z tropu 😉
Ps. Stwierdzenie „To jest dramat!” oficjalnie dołączam do mojego słownika 😉
[SPOILER] Zgadzam się z większością tego, co w podcaście mówi Mando (może poza tym, że Bellatriks w ciąży niespecjalnie będzie psuła odbiór siedmioksiągu). Chciałbym się natomiast wypowiedzieć na temat koncepcji czasu Szymasa i Mando, bo o ile resztę można podciągnąć z grubsza pod opinię, to tu chodzi o logikę – i rację ma Mando.
Po pierwsze, autorzy, w tym Rowling, nie zachowują konsekwencji – do ostatniej części wykorzystują koncepcję czasu według Mando, w ostatnim akcie koncepcję czasu według Szymasa, a one są ze sobą całkowicie sprzeczne. Drugi błąd, logiczny, można by wytłumaczyć na prostym przykładzie. Załóżmy, że jednak Albusowi udaje się uratować Cedrika. Według koncepcji Szymasa nie mogłoby to w ogóle zmienić faktu, że Cedrik był przez 20 lat martwy – po prostu w pewnym momencie zmaterializowałby się z powietrza. Nadal byłby martwy przez dwie dekady w świadomości bohaterów i stanowiłby przykład człowieka bez przeszłości.
Przy podobnej wędrówce w czasie, gdy jakieś wydarzenie w przeszłości wpływa na bohaterów w teraźniejszości, zmuszając ich do tego, by w czasie się cofnęli i to wydarzenie zmienili, musi zajść paradoks czasowy (bo przecież gdyby Cedrik żył, jego śmierć, której nie było, nie mogłaby skłonić Albusa do cofnięcia się w czasie – a w konsekwencji o żadnym ratunku nie mogłoby być mowy). Ten paradoks MUSI wystąpić. Natomiast w koncepcji czasu według Szymasa nie będzie nigdy paradoksu czasowego, bo przyszłość i przeszłość nie zachowują ciągłości, ale dzieją się równolegle „gdzieś obok”. Szymas miałby rację, gdyby Albus ze Scorpiusem z Doliny Godryka po prostu przenieśli się do przyszłości, by przekazać wiadomość – wtedy nie byłoby błędu w tej ósmej historii – ale tego nie robią.
To o czym mówicie, i gadane recenzje z YT raczej przestrzegają przed tą książką. I dobrze. Szkoda czasu na kiepskie lektury. Nie czekałem na to (mimo że z sympatią myśle o cyklu HP), i prawde mówiąc myślałem że polska premiera miała już dawno miejsce.
Jeśli ktoś czytał np. „Władców marionetek” albo „Czarnoksiężnika z Archipelagu” to wydaje mi się że nie chce powtarzać podobnego przeżycia. Ja nie chce.