Droga do Avengers Endgame: Faza trzecia
Już za kilka godzin będzie można obejrzeć w kinach „Avengers Koniec gry” – zwieńczenie jedenastu lat uniwersum tworzonego na dotąd niespotykaną skalę. Hubert „Mando” Spandowski i Rafał „Sick” Siciński postanowili odpowiednio przygotować słuchaczy Konglomeratu na to wydarzenie i ruszyli w drogę ku „Endgame”, omawiając 21 filmów spod szyldu Marvela. Dziś przyglądamy się fanowskim okiem trzeciej fazie tego fenomenu, wspominamy nasze pierwsze spotkania z Doctorem Strangem, Czarną Panterą czy Captain Marvel oraz – unikając formuły typowej recenzji – próbujemy nakreślić obraz naszych wspomnień, emocji i oczekiwań.
Podcast: Play in new window | Download


Dla mnie faza III jest najlepsza, mamy najwięcej najrówniejszych filmów na bardzo dobrym poziomie. Zaczyna się od CW, który dla mnie jest filmem co powinien kończyć fazę drugą, to takie jakby Avengers 2.5. Nie uważam za słabszy od Zimowego Żołnierza, potwierdzili bracia Russo, że sukces ZW to nie był przypadek. Cała trylogia o Kapitanie Ameryce to najrówniejsze filmy z całej serii filmów poświęconych pojedyńczym bohaterom. W tym filmie podobało mi się też to, że obie strony konfliktu pokazane są w ciekawy i logiczny sposób, można stanąć po stronie Iron Mana i ma to sens, tak samo można stanąć po stronie Ameryki. Obie strony konfliktu się rozumie i to jest super.
Doktor Strange to niby typowa schematyczna geneza, ale podoba mi się że to taki film trochę jak Incepcja, przez te zabawy z różnymi wymiarami, a raczej magią. Nie uważam go za słabą produkcję, tylko dobrą. Rafał co do Cumberbatcha to nie zgadzam się, bo to był idealny casting, i nie ważne czy aktora się lubi czy nie. On idealnie pasuje do ról dupków, akurat wybór tego jednego z najlepszych angielskich aktorów do roli Strange’a to żadne zaskoczenie. Nie wiem kto inny mógłby zagrać lepiej dupka jak on, a z takich ról znany jest jeden z najlepszych brytyjskich aktorów, np. Sherlock Holmes w hitowym serialu, bohater serialu Patrick Melrose, czy smok w Hobbicie Jacksona;-)Downey jr też mógłby tą rolę zagrać, ale on już miał rolę Iron Mana.
Co do Strażników 2 to miłe zaskoczenie przeżyłem, bo film podobał mi się bardziej jak część pierwsza. Gunn dostał pełną swobodę twórczą, odpłynął czasami i przeginał mocno, ale ja tą zabawę kupuję w stylu kiczowatych SF z lat 80 takich jak np. Flash Gordon z całym dobrodziejstwem inwentarza. Co prawda najsłabiej wypada bitwa końcowa, która po prostu musi być, ale część 2 opiera się na drużynie głównych bohaterów. Ważniejszy od akcji w części drugiej jest wątek poświęcony rodzinie (kolejna franczyza po Szybkich i Wściekłych Diesela gdzie istotna jest RODZINA).
Homecoming to dla mnie taki mniejszy film, trochę jak Antman, które czasami w MCU są potrzebne do wytchnienia między jednym a drugim blockbusterem gdzie losy świata się ważą. A co do Parkera to w sumie tak naprawdę mamy historię Moralesa, tylko nazwisko zmienili. No i świetny Keaton oraz aktorkę którą uwielbiam od wielu, wielu lat czyli Marisa Tomei w roli cioci.
Co do Czarnej Pantery to moim zdaniem zaszkodził sukces z jakim film się spotkał w USA. Bo po tych zachwytach wszelkich, nominacji do Oscarów to nie wiadomo z jakim filmem mamy do czynienia, a dla mnie to produkcja słabsza od średniej większości słabszych filmów MCU, ale też to nie jest chała nad chałami. Film wyróżnia się przede wszystkim przedstawieniem ojczyzny Czarnej Pantery czyli Wakandy, ale przyznam, że bardziej podszedł mi świat Aquamana u konkurencji (widocznie kocham campowe sf/fantasy klasy B). Nie przypominam sobie filmu Marvela (może poza pierwszym Thorem) gdzie tak bardzo skupiano by się na przedstawieniu fikcyjnego państwa z pokazaniem mitologii, wierzeń, rytuałów, wynalazków. Kolejnym plusem jest kapitalna muzyka oraz aktorzy. Dla mnie Bosman jest idealnym księciem co pokazał już w “Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów”.
Dobry jest też Michael B. Jordan jako antagonista, ale trochę go za mało było. Ale najlepsze są panie. Mam na myśli miłość księcia czyli Nakie, a przede wszystkim Okoye i siostrę głównego bohatera czyli przeuroczą Shuri. Kapitalny jest też Andy Serkis w roli drugoplanowej, który bawi się rolą złego charakteru. Pokazał, że nie jest specjalistą tylko od ról motion capture jak Gollum w “Hobbicie” i “Władcy Pierścieni”, Cezar w nowej trylogii Planety Małp albo Kong w “King Kongu” Petera Jacksona. Ciekawy jest też jego występ i Freemana na poziomie meta, bo Hobbit przesłuchuje Golluma w jednej scenie.
Sporym zaskoczeniem było dla mnie to jak istotną rolę ma agent CIA Ross grany przez Martina Freemana. Do tej pory gdy pojawiał się w filmach MCU to był jeden z wielu aktorów znanych, który gra epizodyczną rolę. Więc pewnie dlatego, że mało go było we wcześniejszych filmach to nie wywoływała ta postać żadnych emocji. A tutaj udało mu się stworzyć fajną i ciekawą postać, którą widz od razu polubi. Ogólnie “Czarna Pantera” to średnia, miejscami porządna produkcja, trochę przypominająca mi “Króla Lwa”, ale były lepsze filmy rozrywkowe zasługujące na Oscary, w tym też produkcje w samym MCU. Ale też rozumiem doskonale czemu ta akurat produkcja rozbiła bank w USA i pobiła wszelkie rekordy – afroamerykanie potrzebują bohaterów z którymi mogą się identyfikować.
A co do Antmana i Osy to dla mnie poziom pierwszej części, wcale nie gorsze, czyli sympatyczna popierdółka. A jedyny efekt wow to miałem na początku w scenie z odmłodzonymi Douglasem i Pfeiffer, bo tak się technologia posunęła do przodu, że w ogóle nie czuć efektów specjalnych w tej scenie. Kapitana Marvela nie widziałem.
Ragnarok to dla mnie najlepsza część Thora i ogólnie czołówka filmów MCU od pierwszego seansu. Wystarczyło że Marvel ściągnął nowozelandzkiego reżysera Taiki Waititi znanego ze świetnych komedii jak np. Hunt for the Wilderpeople, a przede wszystkim bardzo dobrej komedii What We do in the Shadows o wampirach (a teraz leci w USA spinoff w wersji serialowej za który odpowiada też Waititi), który przeniósł przygody Thora w świat kina science fiction klasy B z lat 80 czyli w stylu np. Flasha Gordona, a uwielbiam takie campowe produkcje. I dlatego film się tak podoba, a poza tym uwielbiam twórczość Waititiego. Nie ważne co zrobi, to robi dobrze, ale trzeba akceptować jego poczucie humoru, które jest specyficzne i nie są tylko takie żarty o jakich wspomniał Hubert 🙂
W sumie to dziwię Ci się Hubert, że nie podoba Ci się, bo filmowi jest najbliżej do drugich Strażników Galaktyki, podobnie campowa space opera ze sporą dawką humoru. Zresztą o Waititi mówiło się przecież że zastąpi Gunna w Strażnikach, co nie jest dziwne, bo obaj panowie mają podobne poczucie humoru, podobny styl i estetykę filmów. Jeśli o Ragnaroku mówisz, że jest za bardzo inny, to samo można powiedzieć o Strażnikach, które różnią się od innych filmów.
Nie zgadzam się też z Rafałem że nie wyrobiony reżyser, bo to taki typ reżysera jak np. Gunn, który zaczynał od kina niszowego, ale z bardzo z mocno odciśniętym autorskim stylem, jego filmy odnosiły sukcesy w wąskim gronie, i wzięli go do blockbusterów, czyli jak w przypadku większości filmów MCU, ściągano reżyserów z filmów za o wiele mniejszą kasę. Gdy pojawił się news że Ragnarok będzie Waititiego to byłem od razu kupiony, bo wiedziałem w jakim stylu to będzie produkcja.
A poza tym mamy praktyczne efekty specjalne połączone z CGI, scenografia i kostiumy jak z campowych filmów plus muzyka z syntezatora. Dobrze zagrane przez Hemswortha, Hiddlestona, Marka Ruffalo, ale też Blanchett (co prawda nie ma nic do grania, ale u niej wystarczy sama charyzma i świetna stylówa), Tessa Thompson czy Karl Urban. Chociaż wszystkich kasuje w epizodzie Jeff Goldblum, który jest po prostu Goldblumem, czyli jakby przypadkiem trafił na plan filmu i dobrze się bawił. Udane połączenie komedii (świetne dialogi), przygody i science fiction. I nie mam problemu z tym filmem, że jak są sceny dramatyczne to nie wybrzmiewają przez humor, bo dla mnie wybrzmiewają. Więc dla mnie to czołówka całego uniwersum MCU.