Droga do Avengers Endgame: Faza trzecia

Już za kil­ka godzin będzie moż­na obej­rzeć w kinach „Aven­gers Koniec gry” – zwień­cze­nie jede­na­stu lat uni­wer­sum two­rzo­ne­go na dotąd nie­spo­ty­ka­ną ska­lę. Hubert „Man­do” Span­dow­ski i Rafał „Sick” Siciń­ski posta­no­wi­li odpo­wied­nio przy­go­to­wać słu­cha­czy Kon­glo­me­ra­tu na to wyda­rze­nie i ruszy­li w dro­gę ku „End­ga­me”, oma­wia­jąc 21 fil­mów spod szyl­du Marve­la. Dziś przy­glą­da­my się fanow­skim okiem trze­ciej fazie tego feno­me­nu, wspo­mi­na­my nasze pierw­sze spo­tka­nia z Docto­rem Stran­gem, Czar­ną Pan­te­rą czy Cap­ta­in Marvel oraz – uni­ka­jąc for­mu­ły typo­wej recen­zji – pró­bu­je­my nakre­ślić obraz naszych wspo­mnień, emo­cji i oczekiwań.

Hubert Spandowski

http://radio-sk.blogspot.com/

Fanatyk Stephena Kinga. Współautor polskiego serwisu Kinga. Miłośnik filmu (głównie fantastyki i B-klasowych horrorów), nałogowy pochłaniacz seriali, książek i komiksów. Nieuleczalny kolekcjoner. Bywalec konwentów lubiący integrację miedzyfandomową. Wielki fan Star Wars w każdej postaci.

Rafał Siciński

http://brzuchwieloryba.blogspot.com

Urodziłem się w połowie lat 80tych i tamta dekada jest najbliższa mojemu sercu. Lubię popkulturę w prawie wszystkich jej przejawach (poza tańcem w telewizji i programami reality show). Jestem miłośnikiem dobrej fantastyki: przede wszystkim horroru i science fiction.

4 thoughts on “Droga do Avengers Endgame: Faza trzecia

  • 30 kwietnia 2019 at 22:25
    Permalink

    Dla mnie faza III jest naj­lep­sza, mamy naj­wię­cej naj­rów­niej­szych fil­mów na bar­dzo dobrym pozio­mie. Zaczy­na się od CW, któ­ry dla mnie jest fil­mem co powi­nien koń­czyć fazę dru­gą, to takie jak­by Aven­gers 2.5. Nie uwa­żam za słab­szy od Zimo­we­go Żoł­nie­rza, potwier­dzi­li bra­cia Rus­so, że suk­ces ZW to nie był przy­pa­dek. Cała try­lo­gia o Kapi­ta­nie Ame­ry­ce to naj­rów­niej­sze fil­my z całej serii fil­mów poświę­co­nych poje­dyń­czym boha­te­rom. W tym fil­mie podo­ba­ło mi się też to, że obie stro­ny kon­flik­tu poka­za­ne są w cie­ka­wy i logicz­ny spo­sób, moż­na sta­nąć po stro­nie Iron Mana i ma to sens, tak samo moż­na sta­nąć po stro­nie Ame­ry­ki. Obie stro­ny kon­flik­tu się rozu­mie i to jest super.

    Dok­tor Stran­ge to niby typo­wa sche­ma­tycz­na gene­za, ale podo­ba mi się że to taki film tro­chę jak Incep­cja, przez te zaba­wy z róż­ny­mi wymia­ra­mi, a raczej magią. Nie uwa­żam go za sła­bą pro­duk­cję, tyl­ko dobrą. Rafał co do Cum­ber­bat­cha to nie zga­dzam się, bo to był ide­al­ny casting, i nie waż­ne czy akto­ra się lubi czy nie. On ide­al­nie pasu­je do ról dup­ków, aku­rat wybór tego jed­ne­go z naj­lep­szych angiel­skich akto­rów do roli Stran­ge­’a to żad­ne zasko­cze­nie. Nie wiem kto inny mógł­by zagrać lepiej dup­ka jak on, a z takich ról zna­ny jest jeden z naj­lep­szych bry­tyj­skich akto­rów, np. Sher­lock Hol­mes w hito­wym seria­lu, boha­ter seria­lu Patrick Mel­ro­se, czy smok w Hob­bi­cie Jacksona;-)Downey jr też mógł­by tą rolę zagrać, ale on już miał rolę Iron Mana.

    Co do Straż­ni­ków 2 to miłe zasko­cze­nie prze­ży­łem, bo film podo­bał mi się bar­dziej jak część pierw­sza. Gunn dostał peł­ną swo­bo­dę twór­czą, odpły­nął cza­sa­mi i prze­gi­nał moc­no, ale ja tą zaba­wę kupu­ję w sty­lu kiczo­wa­tych SF z lat 80 takich jak np. Flash Gor­don z całym dobro­dziej­stwem inwen­ta­rza. Co praw­da naj­sła­biej wypa­da bitwa koń­co­wa, któ­ra po pro­stu musi być, ale część 2 opie­ra się na dru­ży­nie głów­nych boha­te­rów. Waż­niej­szy od akcji w czę­ści dru­giej jest wątek poświę­co­ny rodzi­nie (kolej­na fran­czy­za po Szyb­kich i Wście­kłych Die­se­la gdzie istot­na jest RODZINA). 

    Home­co­ming to dla mnie taki mniej­szy film, tro­chę jak Ant­man, któ­re cza­sa­mi w MCU są potrzeb­ne do wytchnie­nia mię­dzy jed­nym a dru­gim block­bu­ste­rem gdzie losy świa­ta się ważą. A co do Par­ke­ra to w sumie tak napraw­dę mamy histo­rię Mora­le­sa, tyl­ko nazwi­sko zmie­ni­li. No i świet­ny Keaton oraz aktor­kę któ­rą uwiel­biam od wie­lu, wie­lu lat czy­li Mari­sa Tomei w roli cioci.

  • 30 kwietnia 2019 at 22:25
    Permalink

    Co do Czar­nej Pan­te­ry to moim zda­niem zaszko­dził suk­ces z jakim film się spo­tkał w USA. Bo po tych zachwy­tach wszel­kich, nomi­na­cji do Osca­rów to nie wia­do­mo z jakim fil­mem mamy do czy­nie­nia, a dla mnie to pro­duk­cja słab­sza od śred­niej więk­szo­ści słab­szych fil­mów MCU, ale też to nie jest cha­ła nad cha­ła­mi. Film wyróż­nia się przede wszyst­kim przed­sta­wie­niem ojczy­zny Czar­nej Pan­te­ry czy­li Wakan­dy, ale przy­znam, że bar­dziej pod­szedł mi świat Aqu­ama­na u kon­ku­ren­cji (widocz­nie kocham cam­po­we sf/fantasy kla­sy B). Nie przy­po­mi­nam sobie fil­mu Marve­la (może poza pierw­szym Tho­rem) gdzie tak bar­dzo sku­pia­no by się na przed­sta­wie­niu fik­cyj­ne­go pań­stwa z poka­za­niem mito­lo­gii, wie­rzeń, rytu­ałów, wyna­laz­ków. Kolej­nym plu­sem jest kapi­tal­na muzy­ka oraz akto­rzy. Dla mnie Bos­man jest ide­al­nym księ­ciem co poka­zał już w “Kapi­ta­nie Ame­ry­ce: Woj­nie bohaterów”.

    Dobry jest też Micha­el B. Jor­dan jako anta­go­ni­sta, ale tro­chę go za mało było. Ale naj­lep­sze są panie. Mam na myśli miłość księ­cia czy­li Nakie, a przede wszyst­kim Okoye i sio­strę głów­ne­go boha­te­ra czy­li prze­uro­czą Shu­ri. Kapi­tal­ny jest też Andy Ser­kis w roli dru­go­pla­no­wej, któ­ry bawi się rolą złe­go cha­rak­te­ru. Poka­zał, że nie jest spe­cja­li­stą tyl­ko od ról motion cap­tu­re jak Gol­lum w “Hob­bi­cie” i “Wład­cy Pier­ście­ni”, Cezar w nowej try­lo­gii Pla­ne­ty Małp albo Kong w “King Kon­gu” Pete­ra Jack­so­na. Cie­ka­wy jest też jego występ i Fre­ema­na na pozio­mie meta, bo Hob­bit prze­słu­chu­je Gol­lu­ma w jed­nej scenie.

    Spo­rym zasko­cze­niem było dla mnie to jak istot­ną rolę ma agent CIA Ross gra­ny przez Mar­ti­na Fre­ema­na. Do tej pory gdy poja­wiał się w fil­mach MCU to był jeden z wie­lu akto­rów zna­nych, któ­ry gra epi­zo­dycz­ną rolę. Więc pew­nie dla­te­go, że mało go było we wcze­śniej­szych fil­mach to nie wywo­ły­wa­ła ta postać żad­nych emo­cji. A tutaj uda­ło mu się stwo­rzyć faj­ną i cie­ka­wą postać, któ­rą widz od razu polu­bi. Ogól­nie “Czar­na Pan­te­ra” to śred­nia, miej­sca­mi porząd­na pro­duk­cja, tro­chę przy­po­mi­na­ją­ca mi “Kró­la Lwa”, ale były lep­sze fil­my roz­ryw­ko­we zasłu­gu­ją­ce na Osca­ry, w tym też pro­duk­cje w samym MCU. Ale też rozu­miem dosko­na­le cze­mu ta aku­rat pro­duk­cja roz­bi­ła bank w USA i pobi­ła wszel­kie rekor­dy – afro­ame­ry­ka­nie potrze­bu­ją boha­te­rów z któ­ry­mi mogą się identyfikować.

  • 30 kwietnia 2019 at 22:25
    Permalink

    A co do Ant­ma­na i Osy to dla mnie poziom pierw­szej czę­ści, wca­le nie gor­sze, czy­li sym­pa­tycz­na popier­dół­ka. A jedy­ny efekt wow to mia­łem na począt­ku w sce­nie z odmło­dzo­ny­mi Dougla­sem i Pfe­if­fer, bo tak się tech­no­lo­gia posu­nę­ła do przo­du, że w ogó­le nie czuć efek­tów spe­cjal­nych w tej sce­nie. Kapi­ta­na Marve­la nie widziałem.

  • 30 kwietnia 2019 at 22:25
    Permalink

    Ragna­rok to dla mnie naj­lep­sza część Tho­ra i ogól­nie czo­łów­ka fil­mów MCU od pierw­sze­go sean­su. Wystar­czy­ło że Marvel ścią­gnął nowo­ze­landz­kie­go reży­se­ra Taiki Waiti­ti zna­ne­go ze świet­nych kome­dii jak np. Hunt for the Wil­der­pe­ople, a przede wszyst­kim bar­dzo dobrej kome­dii What We do in the Sha­dows o wam­pi­rach (a teraz leci w USA spi­noff w wer­sji seria­lo­wej za któ­ry odpo­wia­da też Waiti­ti), któ­ry prze­niósł przy­go­dy Tho­ra w świat kina scien­ce fic­tion kla­sy B z lat 80 czy­li w sty­lu np. Fla­sha Gor­do­na, a uwiel­biam takie cam­po­we pro­duk­cje. I dla­te­go film się tak podo­ba, a poza tym uwiel­biam twór­czość Waiti­tie­go. Nie waż­ne co zro­bi, to robi dobrze, ale trze­ba akcep­to­wać jego poczu­cie humo­ru, któ­re jest spe­cy­ficz­ne i nie są tyl­ko takie żar­ty o jakich wspo­mniał Hubert 🙂 

    W sumie to dzi­wię Ci się Hubert, że nie podo­ba Ci się, bo fil­mo­wi jest naj­bli­żej do dru­gich Straż­ni­ków Galak­ty­ki, podob­nie cam­po­wa spa­ce ope­ra ze spo­rą daw­ką humo­ru. Zresz­tą o Waiti­ti mówi­ło się prze­cież że zastą­pi Gun­na w Straż­ni­kach, co nie jest dziw­ne, bo obaj pano­wie mają podob­ne poczu­cie humo­ru, podob­ny styl i este­ty­kę fil­mów. Jeśli o Ragna­ro­ku mówisz, że jest za bar­dzo inny, to samo moż­na powie­dzieć o Straż­ni­kach, któ­re róż­nią się od innych filmów. 

    Nie zga­dzam się też z Rafa­łem że nie wyro­bio­ny reży­ser, bo to taki typ reży­se­ra jak np. Gunn, któ­ry zaczy­nał od kina niszo­we­go, ale z bar­dzo z moc­no odci­śnię­tym autor­skim sty­lem, jego fil­my odno­si­ły suk­ce­sy w wąskim gro­nie, i wzię­li go do block­bu­ste­rów, czy­li jak w przy­pad­ku więk­szo­ści fil­mów MCU, ścią­ga­no reży­se­rów z fil­mów za o wie­le mniej­szą kasę. Gdy poja­wił się news że Ragna­rok będzie Waiti­tie­go to byłem od razu kupio­ny, bo wie­dzia­łem w jakim sty­lu to będzie produkcja.

    A poza tym mamy prak­tycz­ne efek­ty spe­cjal­ne połą­czo­ne z CGI, sce­no­gra­fia i kostiu­my jak z cam­po­wych fil­mów plus muzy­ka z syn­te­za­to­ra. Dobrze zagra­ne przez Hem­swor­tha, Hid­dle­sto­na, Mar­ka Ruf­fa­lo, ale też Blan­chett (co praw­da nie ma nic do gra­nia, ale u niej wystar­czy sama cha­ry­zma i świet­na sty­ló­wa), Tes­sa Thomp­son czy Karl Urban. Cho­ciaż wszyst­kich kasu­je w epi­zo­dzie Jeff Gold­blum, któ­ry jest po pro­stu Gold­blu­mem, czy­li jak­by przy­pad­kiem tra­fił na plan fil­mu i dobrze się bawił. Uda­ne połą­cze­nie kome­dii (świet­ne dia­lo­gi), przy­go­dy i scien­ce fic­tion. I nie mam pro­ble­mu z tym fil­mem, że jak są sce­ny dra­ma­tycz­ne to nie wybrzmie­wa­ją przez humor, bo dla mnie wybrzmie­wa­ją. Więc dla mnie to czo­łów­ka całe­go uni­wer­sum MCU.

Comments are closed.