Złe wychowanie Cameron Post
Stany Zjednoczone, rok 1993. Cameron Post zostaje wysłana przez religijną ciotkę na obóz leczący z homoseksualizmu.
Czym film zasłużył na Główną Nagrodę Jury w ramach tegorocznego Sundance? Jak sprawdza się tutaj Chloë Grace Moretz? Dlaczego jest to film „bezpieczny”? Jak wygląda kinowy obraz ośrodków leczących z homoseksualizmu? Posłuchajcie.
Podcast: Play in new window | Download


Mam takie offtopowe pytanie. Dlaczego wy czyli Konglomerat nie macie jeszcze swojej grupy na FB? Jestem członkiem kilku grup i to tam jest energia, wymiana doświadczeń itp. To coś zupełnie innego niż fanpage czy komentowanie pod podcastami na stronie. Fanpage to taka tablica ogłoszeniowa pod którą od biedy ktoś coś skomentuje, natomiast na grupie toczą się dyskusje. Nie powiem nic odkrywczego, ale dyskusji nie wzbudza opublikowanie nowego podcastu, ale konkretne pytanie, konkretny problem. Nie da się tego robić na fanpage’u. Na grupie ludzie sami tworzą tematy do dyskusji.
Cześć. Odpowiem za siebie. Po pierwsze jesteśmy trochę dupy w temacie social mediów, reklamy, marketingu itd. i do wszystkiego się zawsze bardzo długo zabieramy. Temat grupy wałkowaliśmy już od bardzo dawna. Po drugie trochę nam na wszystko brakuje czasu. Ja przyznam, że bardzo ograniczyłem swój udział w życiu okołopodcastowym. Kilka miesięcy temu przestałem nawet czytać wiadomości od ludzi i zostawiłem to chłopakom. Po trzecie (i to już konkretnie mój stosunek) ja nie znoszę grup 🙂 Wypisałem się chyba ze wszystkich, nawet jeśli temat przewodni był dla mnie bardzo ważny. Wielu ludzi ma dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia ale wielu nie ma, a niestety ci drudzy częściej korzystają z prawa głosu 🙂 Nie znoszę jak tablice zalewają mi treści z grup. Oczywiście jak ktoś to sensownie moderuje to problem znika ale tu wracamy do wcześniejszego punktu – ja nie mam czasu i chęci by to moderować. Ostatnio staram się wyszarpać jak najwięcej wolnego czasu dla rodziny. Ale jeśli chłopacy będą chcieli to super. Może nawet się zapisze. I może nawet się nie wypisze po kilku dniach 🙂
Rzeczywiście trudno oczekiwać byś zakładał grupę, jeżeli nie znosisz samej idei. Nie przemawia do mnie natomiast argument braku czasu, bo podejrzewam, że suma godzin jaką wasz zespół poświęca Konglomeratowi jest bardzo duża i wystarczyłoby po prostu nie nagrać kilku podcastów i zamiast tego zająć się grupą. Może warto zastanowić się jakie korzyści mogłaby taka grupa dać? Pierwsza myśl, to możliwość dopływu świeżej krwi, czyli znalezienia kolejnych twórców, którzy chcieliby przyłączyć się do waszej inicjatywy i trochę was odciążyć. Kilka razy narzekaliście w podcastach, że słuchacze nie komentują, nie piszą i to też pewnie uległoby poprawie. I na koniec czasy się zmieniają i coś co nie działało 10 lat temu teraz może być zupełnie naturalne dla działu marketingu danego wydawnictwa. Może w obecnych czasach silna, liczna grupa to ważny partner dla wydawnictw?
Mando pisząc o naszym nieogarnięciu i braku czasu dotknął sedna problemu. Co do nieogarnięcia to my wszyscy mamy do współczesnego marketingu słomiany zapał. Stąd tematy grup, aktywizacji słuchaczy, czy choćby patronite’a u nas się pojawiają, są dyskutowane i ostatecznie zostają w sferze planów. I tak, brak czasu jest problemem. Masz rację, że my poświęcamy bardzo dużo czasu na Konglo. Ale poświęcamy czas na to co nas bawi, czyli na gadanie o kulturze. Takie ogarnianie grupy to teoretycznie niewielki nakład pracy, ale to teoria. I jasne, możnaby go wykroić ograniczając nowe nagrania, ale patrz punkt wyżej. Nagrywanie nas bawi 😉 Nie mówimy nie. Przez długi okres czasu odpuściliśmy youtube’a, a teraz systematycznie ten temat staramy się podbudowywać. Pewnie do grupy też dojrzejemy 🙂
Nie pamiętam tytułu, ale kiedyś czytałem książkę opracowanie naukowców, którzy przebadali prawdziwych milionerów (nie tych co tylko udają będąc zadłużeni po uszy) i wyszło im, że mieli jedną wspólną cechę: potrafili się zmobilizować do robienia rzeczy, których nie lubią robić, ale wiedzą, że w dłuższej perspektywie będzie to dla nich korzystne. Pewnie ta zasada działa nie tylko w gromadzeniu pieniędzy 🙂
Dlatego biedni jesteśmy 😀
Powiem Ci jeszcze, że teraz grup jest tyle, że sam nie śledzę żadnej. Jeżeli akurat jestem przy komputerze, to sprawdzam powiadomienia, dam czasem lajka, zdarza mi się coś skomentować czy nawet wrzucić gdzieś jakiś post, ale to wszystko. Moim zdaniem przez zbyt dużą liczbę grup, ich potencjał maleje. Michał Ziaja sam pisze, że wkleja podobne czy te same komentarze w kilku miejscach. Na grupach bardziej ogólnych większość postów to autoreklama. Często bardzo nachalna. I grupy w tej formie w ogóle do mnie nie przemawiają.
Są momenty, gdy mam więcej czasu i wtedy korci mnie, by pójść w coś takiego, ale potem przychodzą tygodnie czy miesiące, jak ostatni, gdy zapał totalnie zanika.
To zróbcie hermetyczną, elitarną grupę do której bardzo ciężko się dostać i łatwo wylecieć. Będzie prawie nic roboty, a i może ludzie będą się bardziej starać. 🙂
Nie wiem, czy pisałeś to na poważnie, czy nie, ale to jest jakiś pomysł ;D
Szymas! Szymas! Szymas! Szymas! Szymas! Szymas! Szymas! 🙂
Prawdopodobnie uda nam się dociągnąć do tego 1000 podcastów w 1000 dni, ale już był taki moment, że prawie zwolniliśmy, bo nagle wszystkich nas coś pochłonęło/zblokowało. Niby mam jeszcze sporo zapasowych szkiców, ale od dwóch tygodni nie nagrywam solówek, bo zwyczajnie nie mam teraz czasu. Zaraz KFASON, potem mam konferencję. Do końca miesiąca pewnie za wiele nie nagram. Gdybym miał jeszcze ograniczyć ten czas, by moderować grupę… no nie wyobrażam sobie tego. A oddanie nagrań komuś to też nie rozwiązanie, bo nadal trzeba ogarniać wpisy (tagi itp.), fanpage, robić grafiki, film na YT. Niby nic takiego, a zajmuje to w skali miesiąca wiele godzin. Plus – jak zauważył Jerry – akurat nagrywanie to na ogół największa frajda, więc żaden z nas nie chce z tego rezygnować. Ponadto brak komentarzy to w dużej mierze wina FB. Dopóki twardo trzymaliśmy się blogów, ktoś zawsze coś tam skomentował. Po przejściu na FB trochę się to rozmyło, bo i posty szybko znikają z głównej. Niby liczba aktywności jest podobna lub większa (bo i fanów powoli przybywa), ale są bardziej ulotne. Grupa raczej tego nie zmieni. Tj. pojawią się po prostu inne aktywności dot. newsów czy przekrojowych postów. To też byłoby fajne, ale grup dot. popkultury jest teraz tyle, że mój zapał w tym kontekście szybko maleje.
Przyglądam się aktywności grupy Rozgrywka stworzonej wokół podcastu growego i jej twórcy mówią, że ludzie, społeczność jaka powstała to jedna z najfajniejszych efektów ich działalności. Z tego co piszecie to patrzycie na to zupełnie inaczej. Ciekawe skąd te różnice.
Ja patrzę na grupy ze swojego doświadczenia, a te niestety w większości przypadków mam słabe. Albo dyskusji nie ma, albo rodzą się tylko przy okazji jakiejś aferki. Rozgrywka jest moim zdaniem specyficzna właśnie ze względu na medium jakim są gry, bo w tym, a nie w tym, że to grupa przy podcaście upatrywałbym sukcesu.
A co do bycia milionerem – znów trafiłeś w sedno. My to robimy hobbystycznie, za darmo, w wolnym czasie. Jeżeli chcielibyśmy na tym zarabiać to 1) wracamy do czasu 2) wymagałoby to od nas przemyślenia wielu kwestii i zmian, na które chyba w tym momencie nie jesteśmy (mentalnie) gotowi.
To teraz zabrzmi super poważnie 🙂 Przez naście lat mówiłem to samo prowadząc serwis StephenKing.pl i forum dyskusyjne. Organizowaliśmy wiele spotkań na żywo, ściągaliśmy jak najwięcej nowych ludzi. Społeczność była najważniejsza. Pewna epoka minęła, fora dyskusyjne odeszły do lamusa, społeczność umarła śmiercią naturalną… i ja też chyba straciłem już zapał do czegoś takiego. Do tego mam teraz tyle problemów w życiu prywatnym, że ja już okroiłem swoje nagrywanie o ponad połowę by mieć czas na inne sprawy. Ale ogólnie niech się chłopaki bawią. Niech se grupa żyje. Do dzieła! Beze mnie 🙂
Z drugiej strony: do Konglo też musieliśmy dojrzeć. Tak samo do YouTube’a. Może i grupę w końcu założymy. Kto wie…
Książka Emily M. Danforth jest świetna. Film wypada słabiej, bo pokazuje tylko ostatnią część tej historii, czyli sam pobyt Cameron w ośrodku, a tak naprawdę bardzo mało o niej wiemy. Tymczasem książka nie jest (a przynajmniej nie tylko) opowieścią o terapii konwersyjnej, a o dorastaniu nastolatki w latach 90. w małym miasteczku w USA. Nastolatki, która pewnego dnia traci rodziców, a jednocześnie orientuje się, że jest lesbijką. Świetnie napisana powieść, naprawdę warto przeczytać. Film poprawny, ale jeśli ktoś chociaż trochę siedzi w branżówce, to już widział parę podobnych…
Ooo! Dobrze wiedzieć! Dzięki za informacje. A z jakiej perspektywy napisana jest książka? Cameron? Czy mamy innego narratora?
Narracja pierwszoosobowa, dowcipna, ale też poruszająca, bardzo ciekawa językowo.