Moje seriale cz. 03: Sezon 2015/2016. Superhero/Marvel
Kontynuuję długoterminową serię podcastów, w których całkowicie na żywca, bez przygotowania, pobieżnie i bez głębszej analizy omawiam seriale, które oglądam. Co polecam, czego nie polecam, a co definitywnie odradzam? Z założenia krótko i przekrojowo.
W dzisiejszej audycji omawiam drugi zestaw seriali, które oglądałem w zakończonym sezonie i skupiam się na telewizyjnym uniwersum Marvela.
- Agents of S.H.I.E.L.D., sezon 3
- Agent Carter, sezon 2
- Jessica Jones, sezon 1
- Daredevil, sezon 2
Podcast: Play in new window | Download


Mam wrażenie, że to nagranie wyszło mi jakoś wyjątkowo chaotycznie. Jak za bardzo bredzę to przepraszam 🙂 Muszę się szybko zabrać za resztę tych serialowych nagrań póki coś jeszcze pamiętam.
Ja chaosu nie czułem. Co do samych seriali. Choć wiem, że to wstyd to ja Netflixowego MCU nie widziałem – czekają na lepsze czasy. „Agentki Carter” moim zdaniem szkoda. To nie był jakiś super genialny serial, ale był bardzo przyjemny. Słyszałem mnóstwo narzekania na drugi sezon. Że o niczym, że postaci kręcą się w kółko, że od czapy romanse itp. Niby mógłbym się z tym zgodzić ale samo trio Peggy/Jarvis i jego żona, zapewniało mi mnóstwo zabawy. Świetnie udał się ten casting, ekipa była przesympatyczna i dobrze się to wszystko oglądało. I co ważne, bez znudzenia. Te 8 odcinków bardzo fajnie tu grało. I to jest odwrotność „Agentów Tarczy”. Ja chyba naprawdę w końcu odpuszczę ten serial. Wszyscy narzekali po pierwszym sezonie, a on mi się wtedy dość podobał. Był oldschoolowy, był wtórny, ale jakoś mi to grało. Drugim się wszyscy zachwycali i choć pewne rozwiązania były fajne (Inhumans, rozdział Tarczy itp) to równie wiele było dennych (Ward to jest absolutnie najbardziej beznadziejny zły jakiego widziałem w telewizji w ostatnim czasie, a rodzinne wątki Daisy były rozwleczone). No i przyszedł trzeci sezon. Już się zastanawiałem czy oglądać, ale finał poprzedniego był fajny i dawał ciekawy punkt wyjścia. I początek trzeciego sezonu jest całkiem niezły. Ale też w tym sezonie wyszło najdobitniej dlaczego mnie ten serial tak męczy. Bohaterowie przestali mnie obchodzić, a całość powinna się zamknąć w 13 odcinkach. Co do postaci. Ekipa jest niby fajna, ale tych najfajniejszych w trzecim sezonie zmarginalizowano, wysunięto na pierwszy plan beznadziejną i nudną Daisy oraz Maca, wywalili mi super duet Hunter/Bobbi i tego się pomału pod tym kątem nie daje oglądać. A ja mam tak, że mogę oglądać nawet słaby serial dopóki lubię bohaterów. Do tego wszystkie główne wątki z trzeciego sezonu powinny się zmieścić w 10 odcinkach. Tu się niby coś dzieje, ale przez większość czasu stoimy w miejscu. I choć po pierwszej połowie sezonu byłem nawet optymistycznie nastawiony, to druga zabiła w mych oczach ten serial. Hive/Ward jest straszny (w sensie beznadziejny), wątek konfliktu wewnętrznego w Tarczy, który tak ładnie był prowadzony wywalili do kosza, Daisy mnie irytuje na każdym kroku, a kierunek, który obrali twórcy nie zapowiada nic dobrego w przyszłości. Także chyba będę miał w końcu czas obejrzeć DD i JJ.