Super Mario Bros.

Cho­ciaż pró­by zaim­ple­men­to­wa­nia gier wideo w fabu­ły fil­mów oraz ani­mo­wa­ne ekra­ni­za­cje gier mia­ły miej­sce już w latach 80tych, to na pierw­szy aktor­ski film widzo­wie musie­li cze­kać aż do 1993 roku, kie­dy to w maju od kin weszło nie­sław­ne „Super Mario Bros.”. Rychu i Sick skon­fron­to­wa­li się z tym tra­il bla­ze­rem – dzie­łem, któ­re nie tyl­ko było pierw­szą aktor­ską, peł­no­me­tra­żo­wą, kino­wą ekra­ni­za­cją gry wideo, ale też roz­po­czę­ło cią­gle trwa­ją­cą serię bar­dzo złych fil­mów opar­tych na grach. Tego jest tyle, że widła­mi moż­na prze­rzu­cać, ale Mario i Luigi od Light­mo­ti­ve byli pierw­si. I zła sła­wa tego fil­mu nie jest prze­sa­dzo­na. To był cięż­ki seans. Nie tyl­ko dla nas, ale też dla widow­ni w latach 90tych. To obraz odbi­ja­ją­cy swo­je pięt­no tak moc­no, że Nin­ten­do dopie­ro teraz, po 27 latach po pre­mie­rze, zaczę­ło coś robić w spra­wie prze­no­sze­nia swo­ich marek na wiel­ki ekran. Ale ten film to też tro­chę cie­ka­wych histo­rii i aneg­dot, zapra­sza­my do wysłu­cha­nia audy­cji i pozna­nia czę­ści z nich.

Rafał Siciński

http://brzuchwieloryba.blogspot.com

Urodziłem się w połowie lat 80tych i tamta dekada jest najbliższa mojemu sercu. Lubię popkulturę w prawie wszystkich jej przejawach (poza tańcem w telewizji i programami reality show). Jestem miłośnikiem dobrej fantastyki: przede wszystkim horroru i science fiction.

Marek Wyszyński

Typowy dzieciak urodzony w latach '80. Kocha gry komputerowe, horror, nie pogardzi dobrym fantasy, czy science fiction. Uwielbia seanse złych filmów, ale tylko w dobrym towarzystwie.