O tym, jak Mando został superbohaterem

Poznaj gene­zę jed­ne­go z naj­więk­szych super­bo­ha­te­rów uni­wer­sum Zie­mia 1979. W jaki spo­sób doszło do jego prze­mia­ny? Jaki wpływ na nią mia­ła rodzi­na? Jaki wpływ ona mia­ła na rodzi­nę? Czy rato­wa­nie życia wpły­wa na nasze zdro­wie? Jakie uzy­sku­je­my z tego pro­fi­ty? Czy super­bo­ha­ter może zaja­dać w nocy kre­mów­ki, a dzień zacząć od buł­ki z serem i szklan­ki mle­ka? Na te i inne pyta­nie znaj­dzie­cie odpo­wiedź w dzi­siej­szym, wyjąt­ko­wym, podcaście.

Hubert Spandowski

http://radio-sk.blogspot.com/

Fanatyk Stephena Kinga. Współautor polskiego serwisu Kinga. Miłośnik filmu (głównie fantastyki i B-klasowych horrorów), nałogowy pochłaniacz seriali, książek i komiksów. Nieuleczalny kolekcjoner. Bywalec konwentów lubiący integrację miedzyfandomową. Wielki fan Star Wars w każdej postaci.

  • Man­do­us

    W ewen­tu­al­nych zyskach zapo­mnia­łem jesz­cze o tym, że krew moż­na sobie odli­czyć od podat­ku. To nie są jakieś wiel­kie kwo­ty ale zawsze tro­chę grosza.

    • Szy­mas

      Słu­chaj, ja mam prak­tycz­nie przez cały rok cho­re zato­ki. Czy myślisz, że to wyklu­cza mnie jako poten­cjal­ne­go dawcę?

      • Cho­ro­ba wyklu­cza, ale jeśli aku­rat przez – nie wiem – dwa tygo­dnie jesteś czy­sty, to możesz się wybrać. Możesz wcze­śniej zadzwo­nić do cen­trum i dopy­tać, czy jest sens, żebyś przy­cho­dził, albo po pro­stu powie­dzieć co i jak leka­rzo­wi przed odda­wa­niem, naj­wy­żej Cię ode­śle do domu. Mnie chy­ba dwa razy ode­sła­no bez odda­wa­nia. Raz mia­łem za niską hemo­glo­bi­nę a raz tak wyso­kie ciśnie­nie, że się dzi­wi­li, że w ogó­le przy­sze­dłem (a czu­łem się spoko).

      • Man­do­us

        Sory, że nie odpo­wie­dzia­łem. Nie zauwa­ży­łem komen­ta­rza. Ale tak napraw­dę to nie mam pojęcia 🙂

  • Szy­mas

    Świet­ny pod­cast! Chcę dru­gą część! Wię­cej aneg­do­tek! Wię­cej deta­li! Więcej!

  • Adrian Burz

    Super pod­cast. Tak­że liczę że powsta­nie jesz­cze jeden pod­cast o tej tema­ty­ce, tym razem już bar­dziej dla ludzi obe­zna­nych, gdzie zna­la­zły­by się opo­wie­ści z cen­trum krwio­daw­stwa i te wesel­sze i te mniej 🙂 

    Sam odda­ję krew od 3 lat. Śred­nio trzy razy do roku. Na począt­ku to była tyl­ko i wyłącz­nie chęć nie­sie­nia pomo­cy 🙂 Teraz już doszedł do tego przy­wi­lej zwol­nień z robo­ty, więc odda­ję krew gdy pra­ca koli­du­je mi z jakimś waż­nym poka­zem fil­mo­wym (a pra­cu­je też noca­mi, toteż mara­to­ny albo poka­zy w DKFach cza­sa­mi mi ucie­ka­ją). Nawet gdy­bym jed­nak prze­szedł na dzien­ną zmia­nę to jestem pewien że krwio­daw­stwo mnie nie straci 😉

    Co cie­ka­we do teraz jakoś nie uwa­żam by same wizy­ty w cen­trum były przy­jem­ne. Raz że cho­ler­nie nie lubię wido­ku wbi­ja­nia igły. Krew to tam spo­ko, mogę ją oglą­dać litra­mi, ale mia­łem ostat­nio taką sytu­ację że apa­ra­tu­ra prze­sta­ła pom­po­wać. Wte­dy pani pode­szła do mnie i zaczę­ła grze­bać tą igłą w żyle, aż się bla­dy zro­bi­łem i pobra­nie skoń­czy­ło się na 350 ml bo się bali że zemdle­ję. Jeśli jesz­cze się z tym nie oswo­iłem to chy­ba nigdy do tego nie doj­dzie… Nie mam poję­cia jak ja wytrzy­ma­łem w szpi­ta­lu gdy mia­łem w sobie wenflon 😀 Dru­ga spra­wa że u mnie to per­so­nel w więk­szo­ści (nie mówię że wszy­scy, zda­rza­ły się prze­mi­łe oso­by) jest jakiś taki oschły. Nie mówię że nie­mi­ły, ale strasz­nie mecha­nicz­nie pod­cho­dzą do pacjen­ta. A zda­rzy­ło się że opie­przy­li kogoś za pomi­nię­cie jakiejś czyn­no­ści, miast wytłumaczyć. 

    Nie piszę powyż­sze­go by jakąś złą rekla­mę, co to, to nie. Raczej w ramach wymia­ny doświad­czeń 🙂 Mówię tyl­ko iż mimo że jakoś nigdy nie lubi­łem samej pro­ce­du­ry, cie­szę się że jestem krwio­daw­cą. I ma to oczy­wi­ście spo­ro zalet, prócz natu­ral­nie nie­sie­nia pomo­cy, i zwol­nień o któ­rych wspo­mi­na­łem. No choć­by ludzie któ­rych spo­ty­kam w kolej­ce. Jeśli mam jakieś ale do per­so­ne­lu to do samych krwio­daw­ców nigdy. Zawsze mili, pomoc­ni, sko­rzy do roz­mo­wy. Ostat­nio nawet zaga­da­łem się tam o książ­kach. Do tego, po powro­cie czu­ję się boha­te­rem w swo­im domu: wszy­scy rzu­ca­ją się na cze­ko­la­dy. Dla­te­go naj­lep­szą, koko­so­wą, zja­dam już w autobusie 😛 

    Gene­ral­nie spo­ko spra­wa. Za dwa tygo­dnie mam naj­bliż­szą wizy­tę. A może popeł­nię mały eks­pe­ry­ment i wybio­rę się na odda­nie krwi w innym mie­ście, bo będę na wyjeź­dzie. Chęt­nie zoba­czę jak to wyglą­da w innych pla­ców­kach. Jeśli już mowa o eks­pe­ry­men­tach to nigdy nie odda­wa­łem pły­tek ani oso­cza, to rów­nież przede mną. Kie­dyś na pew­no spróbuję.

    • Szy­mas

      Jeże­li cho­dzi o igły, to dosko­na­le Cię rozu­miem. Nie boję się pobie­rań krwi czy zastrzy­ków, ale sam widok igły/igieł/strzykawek zawsze wzbu­dza we mnie nega­tyw­ne emocje 😀

      • Man­do­us

        nigdy nie patrzę na wbi­ja­ną igłę. Odda­wa­łem 78 razy i zawsze odwra­cam gło­wę. A co do grze­ba­nia igła, skrze­pów itd. to te aneg­dot­ki wła­snie wola­łem omi­nąć ale fakt zda­rza­ją się sytu­acje bar­dzo nieprzyjemne.

        • Też nigdy nie patrzę. Raz tyl­ko tro­chę zer­k­ną­łem i nie mam zamia­ru tego powta­rzać. Zawsze jak już się szy­ku­ję do wbi­cia, to szu­kam jakie­goś tek­stu w busie do czy­ta­nia albo sobie liczę potę­gi dwój­ki, faj­nie to odwra­ca uwagę 😀

          Mam na licz­ni­ku 27 oddań przez jakieś 10 lat. Tro­chę mało na rok tego wycho­dzi, ale sta­ram się utrzy­my­wać jakąś regu­lar­ność, jeśli aku­rat jestem w formie.

          Też lubię odda­wać w „spe­cjal­nych okre­sach”, czy­li głów­nie przed Świę­ta­mi, ale naj­bar­dziej to na Wood­stoc­ku – ludzie pod­cho­dzą tam do tego rów­nie poważ­nie, jak wszę­dzie indziej, ale wia­do­mo, że atmos­fe­ra jest luź­na, jest sym­pa­tycz­nie i zawsze mam wra­że­nie, że dobrze zaczą­łem impre­zę. I co cie­ka­we, nie mia­łem jesz­cze tak, żeby się tam sła­bo po tym czuć, choć to kil­ka inten­syw­nych dni i kiep­sko prze­spa­nych nocy. A cza­sem po pro­stu coś w dobrych warun­kach nie pyk­nie i po odda­wa­niu w zasa­dzie nic tyl­ko się poło­żyć do łóż­ka, bo nie jestem w sta­nie nor­mal­nie funkcjonować.

          • Man­do­us

            3 rocz­nie wycho­dzi mniej wię­cej. Dość dłu­go trzy­ma­łem taką śred­nią, Dopie­ro przez ostat­nie lata znów mi tak odwa­li­ło, że cho­dzi­łem zaraz jak był ter­min i dla­te­go raz mnie ode­sła­li z kwit­kiem. Mówię o tym na począt­ku i potem mia­łem wyja­śnić ale zapo­mnia­łem. Jak się odda­je dokład­nie do 8 tygo­dni to po 6 odda­niach trze­ba zro­bić jakieś 4 tygo­dnie dodat­ko­wej prze­rwy bo 8 tygo­dni x 6 wycho­dzi 48 tygo­dni a w roku jest 52. A męż­czyź­ni nie mogą wię­cej niż 6 razy w cią­gu minio­nych 12 mie­się­cy. Tak­że jak ktoś trzy­ma regu­lar­ność to zawsze trze­ba spraw­dzać szó­ste odda­nie wstecz czy minął już rok.

            Nie wyobra­żam sobie oddać na Wood­sto­ku. Nie wyobra­żam sobie oddać na Pyr­ko­nie. Za sta­ry jestem na takie akcje 🙂

Fatal error: Allowed memory size of 134217728 bytes exhausted (tried to allocate 6598353 bytes) in /home/pmateja2/domains/konglomeratpodcastowy.pl/public_html/wp-includes/wp-db.php on line 1996