Co komu wolno, czyli o recenzjach i żelaznym kanonie popkultury

Komu w tym kra­ju wol­no wypo­wia­dać się na temat twór­czo­ści Ste­phe­na Kin­ga, publi­ka­cji Fabry­ki Słów czy ogól­nie fan­ta­sty­ki? Jak wyglą­da kanon lite­rac­kie­go hor­ro­ru? Cze­mu słu­ży kate­go­ry­za­cja tek­stów kul­tu­ry? Czym róż­nią się arte­fak­ty z wydaw­nic­twa MAG od koszul­ki z Zary? Czy Tokar­czuk jest lep­sza od Orbi­tow­skie­go? Odpo­wie­dzi na te i inne pyta­nia znaj­dzie­cie w naj­now­szej solów­ce Szy­ma­sa, dostęp­nej wyłącz­nie w Kon­glo­me­ra­cie Podcastowym.

Szymon Cieśliński

Szymon Cieśliński

http://nekropolitan.blogspot.com/

Cierpiący na wieczny brak czasu literaturoznawca, germanista, dziennikarz, podcaster. Czyta horrory, kształci nowe pokolenia studentów, ogląda horrory, tłumaczy techniczne teksty, gra w horrory, pracuje z dziećmi, bada horrory, uprawia urban exploration i geocoaching. Dodatkowo udziela się wszędzie, gdzie tylko go zaproszą, a co sobotę na swoim blogu publikuje nowy Nawiedzony Podcast. O horrorze oczywiście.

  • Man­do­us

    Na razie odnio­sę się do wstę­pu (SPOILERY). Dałem się zła­pać. Zasta­na­wia­łem się co ty pie­przysz. Naj­pierw myśla­łem, że cho­dzi o jakiś hor­ro­ro­wy pod­cast, któ­re­go nie słu­cham. Jak powie­dzia­łeś, że nagry­wa­li o Kin­gu to nawet zaczą­łem googlo­wać. Jak dosze­dłeś do tego, że ja wyla­łem na nich wia­dro pomyj to zgłu­pia­łem do resz­ty ale nadal nie zała­pa­łem, że to pro­wo­ka­cja. Ja jestem sta­ry mam skle­ro­zę i zasta­na­wia­łem, że czy była jakaś publicz­na burza ostat­nio czy może w pry­wat­nej roz­mo­wie na kogoś się wku­rza­li­śmy 🙂 Odno­sząc się nadal tyl­ko do wstę­pu to ja uwa­żam, że każ­dy ma ma pra­wo gło­su ale lubię gdy na star­cie zazna­cza jakim typem recen­zen­ta jest. Dla­te­go przy­kła­do­wo jak oma­wia­my ekra­ni­za­cję lubię mieć roz­mów­cę, któ­ry nie czy­tał książ­ki bo to daje dwa róż­ne spoj­rze­nia na film. Dla­te­go cza­sa­mi lubię prze­czy­tać recen­zję oso­by, któ­rej jest to pierw­szy kon­takt z danym utworem/autorem. Jeśli sam chcę spró­bo­wać coś pierw­szy raz to bar­dziej inte­re­su­je mnie opi­nia inne­go debiu­tan­ta a nie kogoś kto całą twórczość/uniwersum/serię/gatunek/itd zna na wskroś. Tyl­ko istot­ne jest żeby to zazna­czyć na począt­ku bo nie lubię też jak ktoś prze­czy­ta dwa komik­sy a uda­je znawce.

    • Szy­mas

      Jasne. W sumie RADIO SK jest świet­nym przy­kła­dem tego, o czym mówię. Pra­wie zawsze pod­kre­śla­my, kto z jakiej per­spek­ty­wy będzie coś recen­zo­wał. Kto czy­tał książ­kę, kto widział film, kto sequ­el. Kto jest na świe­żo po lek­tu­rze / sean­sie, kto opo­wia­da z per­spek­ty­wy cza­su. Kto zetknął się z danym dzie­łem po raz drugi…
      To wszyst­ko to niby takie deta­le, na któ­re sam w cza­sie nagra­nia nie zwra­cam uwa­gi, ale z punk­tu widze­nia odbior­cy jest to bar­dzo ważne.

  • Adrian Burz

    Faj­ne zagad­nie­nie, bo wszyst­ko co mówisz to temat powra­ca­ją­cy do mnie co jakiś czas i z roku na rok ina­czej na nie­go patrzę. Być może dla­te­go iż coraz bar­dziej zda­ję sobie spra­wę i z mojej wie­dzy w danych dzie­dzi­nach, i z nie­wie­dzy w innych. Rzu­cę kil­ko­ma spo­strze­że­nia­mi, wzglę­dem tego co powiedziałeś:

    Słu­cha­jąc wstęp­nia­ka zgo­dzi­łem się z tą małą pro­wo­ka­cją w 95%. Te 5% to jedy­nie kwe­stia zakoń­cze­nia, gdyż sza­nu­ję na tyle wol­ność sło­wa iż uwa­żam że „idź i nie nagry­waj wię­cej” jest zbyt dosad­nym zwro­tem i to prze­sła­nie war­to umiesz­czać w kon­tek­ście wypo­wie­dzi, a nie „na wierz­chu” 😀 Mniej­sza jed­nak o to. Chcia­łem tyl­ko powie­dzieć iż podej­ście do mówie­nia o róż­nych spra­wach jest zależ­ne od naszej wie­dzy tema­tycz­nej. Klu­czo­wa jest jed­nak świa­do­mość posia­da­nia, bądź nie­po­sia­da­nia tej wie­dzy. Moż­na sobie w wyobraź­ni licz­bo­wo przy­po­rząd­ko­wać level zna­jo­mo­ści danej dzie­dzi­ny, jak w grach RPG i trze­ba być świa­do­mym iż jeśli jest on niski, nie może­my for­mu­ło­wać dale­ko idą­cych wnio­sków oraz w swych tek­stach pod­kre­ślać intu­icyj­ny odbiór zna­cze­nia opi­sy­wa­nych frag­men­tów. Ja Ci szcze­rze powiem iż mam niski level jeśli cho­dzi o lite­ra­tu­rę fan­ta­sy, toteż jestem świa­do­my jak wie­le ucie­ka mi z kon­tek­stu. Jeśli więc oce­niam utwór nawią­zu­ją­cy do dane­go dzie­ła (gdy tako­we­go nie znam) mogę oso­bi­ście ode­brać jakąś zawi­łość dość chłod­no, ale rów­nież wyra­zić reflek­sję suge­ru­ją­cą iż nie jestem pewien czy mój odbiór wyni­ka z nie­wie­dzy. Jestem też świa­do­my dzie­dzin na któ­rych się znam, toteż boli bez­kry­tycz­ność odbior­ców wobec samych sie­bie, gdy myślą iż mogą napi­sać cokol­wiek chcą. Zwłasz­cza mówiąc tu o oso­bach któ­re nie się­ga­jąc po argu­men­ty wygła­sza­ją gło­śno swo­ją opi­nię i ona może rzu­to­wać na zda­nie innych. 

    Pew­nie że nie od razu Rzym zbu­do­wa­no, wszyst­ko przy­szło z cza­sem, ale myślę iż gdy już jeste­śmy doro­sły­mi, poważ­ny­mi ludź­mi każ­dy powi­nien sobie zdać pyta­nie: „czy ja się znam na tym o czym mówię”? A co mia­ło­by być mier­ni­kiem wie­dzy. A no „kanon” wła­śnie. Przy czym nie odbie­ra­ny jako „top­ka” któ­rą trze­ba zali­czyć, a raczej jako ogół dzieł któ­re zawsze cenio­no, bądź uwa­ża­no za powszech­nie waż­ne i któ­ry powo­li dostar­cza nam świa­do­mo­ści o opi­sy­wa­nym zagad­nie­niu. Pew­nia­kiem jest że nikt nigdy nie dobrnie do 100 leve­lu, bo sam kanon się roz­sze­rza gdy róż­ni czytelnicy/widzowie itd. ana­li­zu­ją kolej­ne utwo­ry, pod­kre­śla­jąc coraz to nowe ich war­to­ści. Jestem nie­mal pewien że żaden recen­zent kina gro­zy nie będzie na tyle świa­do­my o tym co pisze/mówi bez obej­rze­nia choć­by jed­ne­go hor­ro­ru Uni­ver­sa­lu, bądź dzie­ła z nie­miec­kie­go eks­pre­sjo­ni­zmu… Sztu­ka jest inter­tek­stu­al­na i to czy ktoś tra­we­stu­je, czy też pod­kra­da to strasz­nie istot­na spra­wa w kwe­stii odbio­ru. A i dają­ca olbrzy­mią fraj­dę, gdy już zauwa­ża­my pod­sta­wy oma­wia­nych dzieł. 

    Nie jestem też pewien czy zgo­dzę się z tobą w kwe­stii podzia­łu. Natu­ral­nie że bez­re­flek­syj­ne dzie­le­nie ludzi na pod­sta­wie dane­go czyn­ni­ka jest złe. Gdy jed­nak spoj­rzeć na to sze­rzej, pew­ne two­ry jed­nak ogłu­pia­ją. Odbior­cy disco polo, „Ukry­tej praw­dy” oraz roman­si­deł cza­sa­mi odbie­ra­ją tego typu „dzie­ła” jako praw­dę obja­wio­ną, a ta rzu­tu­je na ich life­sty­le. Powyż­sze rze­czy nie są groź­ne jeśli ode­brać je jako guil­ty ple­asu­re, ale tutaj rów­nież odgry­wa rolę świa­do­mość odbior­cy. Jeśli wiesz że coś jest gor­sze, bądź zamie­rze­nie złe, nie wpły­nie to nega­tyw­nie na two­ją oso­bo­wość. Jeśli nato­miast zado­wa­lasz się tym co naj­prost­sze, czę­sto zatrzy­mu­jesz się w miej­scu. I dla­te­go tro­chę jest praw­dy w sen­ten­cjach „powiedz mi co czy­tasz, a powiem Ci kim jesteś”. Oczy­wi­ście nie mówię że ist­nie­ją tu regu­ły, bo wie­dzę moż­na też przedaw­ko­wać i stać się mega-oczy­ta­ną oso­bą, któ­ra oce­nia wszyst­kich jako debi­li, nie­god­nych roz­mo­wy z nią. Faj­nie jed­nak wie­dzieć iż pew­na lite­ra­tu­ra moż­ne dostar­czyć jedy­nie roz­ryw­kę, a inna słu­ży reflek­sji nad samym sobą. Ogra­ni­cza­jąc się do pierw­szej coś jed­nak tra­ci­my: war­to sobie od cza­su do cza­su zafun­do­wać wysi­łek intelektualny. 

    Nie będę ukry­wał, nie­któ­re książ­ki mnie moc­no prze­ra­sta­ją, tym więk­szy mam podziw dla tych któ­rzy czy­ta­ją je na co dzień. I nie czu­ję się źle uwa­ża­jąc tych czy­tel­ni­ków jako moje auto­ry­te­ty, kogoś kim chciał­bym się tro­chę stać. Sta­wiam ich jakoś mimo­wol­nie wyżej, a sie­bie niżej. Podzia­ły mogą być jed­nak świet­nym moty­wa­to­rem, a co naj­lep­sze wyzna­cza­ją też linię moich moż­li­wo­ści. Naj­faj­niej­sze że tą linię mogę prze­su­wać (zwięk­sza­jąc moż­li­wo­ści), zosta­wić tam gdzie była (bo z wie­dzą któ­rą mam jest mi dobrze) albo zacząć się cofać w sto­sun­ku do niej (gdy dana dzie­dzi­na prze­sta­nie mnie inte­re­so­wać). Pew­nie zabrzmi to okrop­nie, ale war­to znać swo­je miej­sce w sze­re­gu. Nie żeby się wywyż­szać lub czuć się gor­szym, ale raczej widzieć wła­sne możliwości. 

    To taki mój stru­mień myśli, luź­ny, moc­no dys­ku­syj­ny… No i co naj­cie­kaw­sze zmien­ny, więc może za 5 lat ni cho­le­ry nie zgo­dzę się z tym co tu naskrobałem 😀

    • Szy­mas

      Zda­jesz sobie spra­wę, że takie zawo­alo­wa­ne kamu­flo­wa­nie komu­ni­ka­tu to była­by pew­ne­go rodza­ju hipo­kry­zja? :>

      Słu­chaj, wła­snie w przy­pad­ku roz­mów o popkul­tu­rze nie da się przy­po­rząd­ko­wać leve­lu jak w grach RPG, bo nikt nie będzie w sta­nie zde­fi­nio­wać kry­te­riów przy­na­leż­no­ści do dane­go leve­lu. Może­my tyl­ko uogól­niać „znam się sła­bo, prze­czy­ta­łem kil­ka­na­ście ksią­żek i kil­ka arty­ku­łów prze­kro­jo­wów” czy „to mój konik, sie­dzę w tym tema­cie od 10 lat”.

      Mhm, z tym się zgo­dzę. Recen­zent / komen­ta­tor powi­nien zazna­czać kon­tekst swo­jej oce­ny. Jeże­li np. sła­bo znam sci fi, to nie mogę tego ukry­wać i jed­no­cze­śnie krzy­czeć w pod­ca­ście, że dana pozy­cja z tej pół­ki jest nie­zwy­kle ory­gi­nal­na. Tyl­ko nie może­my też popa­dać w para­no­ję i np. prze­pra­szać za kry­ty­kę, bo „może za sła­bo zna­my się na danym temacie”.

      Słu­chaj, nie ist­nie­je ogół dzieł, któ­re zawsze cenio­no. Znam kry­ty­ków i histo­ry­ków lite­ra­tu­ry z wie­lo­let­nim sta­żem, któ­rzy uwa­ża­ją, że Tol­kien / Sien­kie­wicz / Roman­tyzm pol­ski to dno. Poza tym wewnątrz kano­nu regu­lar­nie zmie­nia się sta­tus nie­któ­rych autorów/utworów (Poe, Ste­ven­son, „Opę­ta­ni” Gom­bro itd.). Pójdź­my dalej: kanon lite­ra­tu­ry popu­lar­nej czy wyso­ko­ar­ty­stycz­nej w Pol­sce, Niem­czech i Bra­zy­lii to trzy róż­ne kanony.

      Sam pro­ces czy­ta­nia Tokar­czuk nie uczy­ni niko­go lep­szym. A mnie lek­tu­ra har­le­ki­na nie uczy­ni­ła gor­szym. Istot­ne jest to, czy odbiór jest bezrefleksyjny.

      Myślę, że ide­ali­zu­jesz w tym przed­ostat­nim akapicie 😛

      Spo­ko 🙂 Pew­nie każ­dy z nas za 5 lat będzie miał tro­chę inne spoj­rze­nie na ten temat.

      • Adrian Burz

        Kamu­flo­wa­nie prze­ka­zu trosz­kę jest „nie w porząd­ku”, ale wszyst­ko wyni­ka z potrze­by utrzy­ma­nia odpo­wied­nie­go tonu roz­mo­wy. Gdy nie będzie­my się hamo­wać, dys­ku­sja szyb­ko prze­ro­dzi się w kłót­nie i zmie­ni w pry­wat­ne prze­py­chan­ki. Dyplo­ma­cja to koniecz­ność gdy chce­my zro­zu­mieć rację dru­giej stro­ny. Gdy nie chce­my, wte­dy krzy­czy­my „nie praw­da, nie znasz się”, szyb­ko koń­cząc roz­mo­wę obu­stron­ną urazą.

        Chy­ba wszyst­ko da się „zle­we­lo­wać”, choć pamię­ta­jąc że w nie­któ­rych kate­go­riach da się osią­gnąć naj­wyż­szy poziom, a inne są tak roz­le­głe iż nie osią­gnie­my nawet 20tego. No i „sta­ty” się róż­nie roz­kła­da­ją, w zależ­no­ści od jakiej stro­ny zaczę­li­śmy pozna­wać dany rejon wie­dzy. Zakła­dam jed­nak iż taki hor­ror lite­rac­ki moż­na poznać w olbrzy­mim stop­niu, jeśli tyl­ko poświę­ci­my mu dużo cza­su. Zaś pozna­jąc coś jeste­śmy coraz bar­dziej świa­do­mi budo­wy utwo­ru, jeste­śmy w sta­nie spo­ro powie­dzieć o kre­atyw­no­ści twór­cy i tym samym jeste­śmy więk­szym auto­ry­te­tem w dzie­dzi­nie. Mamy wyż­szy level. Bez­re­flek­syj­nie coś czy­ta­jąc, dobie­ra­jąc lek­tu­ry na chy­bił tra­fił, chcąc jedy­nie zapchać nimi czas jeste­śmy level niżej. Pew­nie że mój podział nie ma jakie­goś sys­te­mu, ale zasad­ni­czo kino­man któ­ry widział 2000 fil­mów, z róż­nych dekad, posia­da­jąc spo­rą wie­dze rów­nież o kon­kret­nych nur­tach, będzie miał wię­cej do prze­ka­za­nia niż oso­ba któ­ra widzia­ła 500 fil­mów, z ostat­nich 10 lat i jedy­nie pro­duk­cji Ame­ry­kań­skiej. Przy czym jak mówię, nie ma sys­te­mu: moż­na kolek­cjo­no­wać obej­rza­ne rze­czy i obej­rzeć 5000, nie mając poję­cia o co w nich cho­dzi­ło. Gene­ral­nie jed­nak wie­dza rośnie wraz z praktyką. 

        Nie wiem czy recen­zo­wa­nie cze­goś, na czym ktoś bar­dzo się sła­bo zna nie mija się z celem. Po co więc od razu recen­zo­wać, miast po pro­stu opo­wie­dzieć o pierw­szych swo­ich wra­że­niach gdy zetknę­li­śmy się z „…” (wstaw dowol­ną dzie­dzi­nę). Może nasz błąd pole­ga na tym iż mając milion por­ta­li pozwa­la­ją­cych oce­niać fil­my, książ­ki, jedze­nie, piwo, usłu­gi, a nie­dłu­go nawet zna­jo­mych, czu­je­my się zobo­wią­za­ni by wszyst­kie­mu przy­po­rząd­ko­wać nega­tyw­ną, bądź pozy­tyw­ną notę. A prze­cież tak wie­le rze­czy budzi mie­sza­ne uczu­cie, bądź nie­pew­ność. Cza­sa­mi wyra­bia­nie zda­nia trwa, war­to więc stre­ścić swo­je wra­że­nia, pró­bu­jąc skon­fron­to­wać je z być może bar­dziej oby­tym odbiorcą. 

        Lite­ra­tu­ra nie mój konik, ale już kino tak, więc na jego pod­sta­wie się odnio­sę. Moż­na powie­dzieć Cha­plin nam się nie podo­ba, ale jego wkład w X muzę jest olbrzy­mi. Toteż jego dzie­ła znać wypa­da. Moż­na też lubić oglą­dać fil­my Uwe Bol­la, ale na roz­wój sztu­ki nie wpły­nął, więc samo­zwań­cze gło­sy jako­by był geniu­szem nie uczy­nią z nie­go „posta­ci kano­nicz­nej”. Są twór­cy któ­rych wymie­nia­ją kro­ni­ki, a są tacy któ­rych pomi­ja­ją ze świa­do­mo­ścią iż nie mają więk­szej war­to­ści. Pozna­wa­nie jed­nych daje nam więk­sze „sta­ty”, innych mniej­sze, albo nawet żadne 😉

        • Szy­mas

          Rozu­miem. Po pro­stu w tym kon­tek­ście, gdy­by spra­wa doty­czy­ła mnie, wolał­bym, gdy­by ktoś mi napi­sał wprost „sta­ry, nie gadaj bzdur, nie znasz się, nie nagry­waj takich rze­czy” i podał kil­ka argu­men­tów, niż gdy­by owi­jał w baweł­nę. Zwłasz­cza że nad­mier­ne kamu­flo­wa­nie prze­ka­zu moż­na ode­brać za pró­bę iro­ni­zo­wa­nia i wywyż­sza­nia się nadaw­cy. A wów­czas mery­to­rycz­na dys­ku­sja ad rem zamie­nia się wła­śnie w reto­rycz­ny spór ad personam.

          No wła­śnie nie zga­dzam się z takim uję­ciem. Bo jak zde­fi­niu­jesz, gdzie koń­czy się poziom 1, a zaczy­na 2? Gdzie koń­czy się 3, a zaczy­na 4? Jaki jest poziom mak­sy­mal­ny? Któ­ry poziom pozwa­la na uogól­nia­nie? Kry­te­rium ilo­ścio­we odpa­da, bo prze­czy­ta­nie jed­ne­go ese­ju Love­cra­fta da Ci wię­cej wie­dzy o gatun­ku, niż lek­tu­ra 50 ksią­żek Smi­tha i Master­to­na. Kry­te­rium jako­ścio­we zawsze będzie moż­na pod­wa­żyć. Tego zagad­nie­nia nie da się spro­wa­dzić do pro­stej hie­rar­chii, mate­ma­tycz­nych wzo­rów, leveli.

          Przy­kład kino­ma­na raczej pasu­je do zapro­po­no­wa­ne­go przez Mar­ci­na „ogól­ne­go roze­zna­nia”, niż do teo­rii leveli.

          Mhm, bez­re­flek­syj­ne obco­wa­nie z tek­stem kul­tu­ry nijak nie rozwija.

          No dobrze, ale wyobraź sobie nasto­lat­ka, któ­ry chce zre­cen­zo­wać pierw­sze sci fi, któ­re czy­tał. Czy Two­im zda­niem nie ma to sen­su? Albo pani w śred­nim wie­ku, któ­ra komen­tu­je pierw­szą w jej życiu powieść Kin­ga – czy to nie ma sen­su? Moim zda­niem ma. Wystar­czy zazna­czyć, że pierw­szy czy­tel­nik jest mło­dy i dopie­ro sty­ka się z gatun­kiem oraz że wspo­mnia­na pani nie zna resz­ty twór­czo­ści Kinga.
          Poza tym zna­jo­mość Car­rie nijak ma się do recen­zo­wa­nia Dal­las 63. Jeże­li ktoś chce recen­zo­wać „Grę o tron” od Tel­l­ta­le Games nie musi wca­le znać „Tales from the Bor­der­lands” czy „The Wal­king Dead”. Może prze­cież recen­zo­wać grę jako fan seria­lu, fan książ­ki lub po pro­stu gracz, któ­ry pierw­szy raz sty­ka się ze stu­diem i z fran­czy­zą. Tak samo moż­na recen­zo­wać „Godzil­lę” Edward­sa, nie zna­jąc fil­mów Toho czy ekra­ni­za­cję Kin­ga, nie prze­czy­taw­szy wcze­śniej powieści.

          Mhm, wyra­bia­nie sobie zda­nia cza­sem trwa dość dłu­go, a ludzie coraz czę­ściej opi­niu­ją coś bez­myśl­nie, na szyb­ko, pod wpły­wem impul­su. Takie czasy…

          O tym mówię w pod­ca­ście. Są dzie­ła waż­ne i są kul­tu­ro­we śmie­ci. Ale nie ma jed­no­li­te­go kano­nu, któ­ry dało­by się obronić.

          W przy­pad­ku popkul­tu­ry nie może­my mówić o pod­sta­wie. Popkul­tu­ra wyra­sta na bazie kul­tu­ry wyso­kiej i sama w sobie jest prze­two­rze­niem pew­nych star­szych od sie­bie moty­wów. I prze­twa­rza je wciąż i wciąż po dziś dzień.

          • Adrian Burz

            Wie­dza jest oce­nial­na. Wie­my to już od cza­su pod­sta­wów­ki gdy spraw­dza­no nasze postę­py w nauce. Jeśli zor­ga­ni­zo­wać wiel­ki kon­kurs wie­dzy o hor­ro­rze, wystar­czy­ło­by kil­ka­dzie­siąt pytań by wyce­nić w jakich pod­ka­te­go­riach kto jest moc­ny, a tak­że wyło­nić tego kto ma ten level naj­wyż­szy. Pew­nie że jed­ni wie­dzie­li by lepiej jed­no, dru­dzy co inne­go, ale naj­bar­dziej kom­pe­tent­ną oso­bę w tema­cie spo­koj­nie moż­na by wyło­nić, bo wła­śnie tak to dzia­ła: jak ktoś ma łeb na kar­ku to ma naj­wyż­sze oce­ny… Kon­kurs to oczy­wi­ście przy­kład. Gene­ral­nie jed­nak już sama roz­mo­wa daje prze­cież świa­do­mość że ktoś się „zna na rze­czy bar­dziej lub mniej ode mnie”. I w mia­rę obco­wa­nia z inny­mi łatwo jest usta­lić kto jest „naszym guru”, a kto mógł­by się od nas cze­goś nauczyć… I tak, to kwe­stia względ­na, ale czy trze­ba się jakoś gło­wić nad tym by powie­dzieć że jeden gość nie ma poję­cia o tema­cie, a dru­gi widać iż jest bystry. I według tego moż­na sobie usze­re­go­wać ludzi. Indy­wi­du­al­nie. Czy­li „teo­ria leve­li” jest „z dupy”, bo nauko­wo­ści nie ma żad­nej. Ale jeśli jako kino­man roz­ma­wiasz z oso­bą któ­ra ma w domu olbrzy­mią kolek­cję DVD, oce­ni­ła na film­we­bie 10000 fil­mów, skoń­czy­ła fil­mo­znaw­stwo i z pasją opi­su­je Ci zale­ty kubań­skiej kine­ma­to­gra­fii któ­rej nie zna­łeś, to nie ma wąt­pli­wo­ści że roz­ma­wiasz z kimś lep­szym. Lep­szym w swo­jej dzie­dzi­nie ma się rozu­mieć. I tro­chę szko­da iż dla wie­lu takie podej­ście jest rów­no­znacz­ne z decy­do­wa­niem kto jest lep­szym czło­wie­kiem, bo nie o to mi się rozchodzi. 

            W sumie zgo­dzę się z tobą, że dobrze cza­sa­mi recen­zo­wać coś o czym nie ma poję­cia. I może wyjść z tego coś pozy­tyw­ne­go. Masz rację. Oso­bi­ście jed­nak sro­dze bym się zawiódł gdy­bym kupił mono­gra­fię Stan­leya Kubric­ka i oka­za­ło­by się że autor nie zna dzieł jakie adap­tu­je reży­ser. Uznał­bym to za brak kom­pe­ten­cji, a samą pra­cę za nie­kom­plet­ną. Czę­sto publi­ka­cja tek­stów może być kształ­cą­ca dla nas samych, nawo­łu­ją­ca do dys­ku­sji itd. Lecz już zna­jo­mość tema­tu decy­du­je o jako­ści tego co piszemy. 

            A tak jesz­cze nawią­zu­jąc do wypo­wie­dzi: pozna­wa­nie „Godzil­li” Edward­sa bez obej­rze­nia uprzed­nio ory­gi­na­łu jest czymś obrzy­dli­wym i nie­mo­ral­nym 😀 Tu już wcho­dzisz w rejo­ny etyki 😉

          • Szy­mas

            Jako oso­ba, któ­ra w ramach swo­jej pra­cy musi „oce­niać” wie­dzę innych, powiem Ci, że wszyst­kie wytycz­ne, kry­te­ria oce­nia­nia, tabel­ki z punk­ta­mi, prze­licz­ni­ki itd. są czę­sto g… war­te. Ok, sto­su­ję to wszyst­ko, bo tego się ode mnie wyma­ga i nie mogę sto­so­wać ocen stric­te subiek­tyw­nych, ale nie raz krew mnie zale­wa, bo cza­sem jest to potwor­nie niesprawiedliwe.

            Co do auto­ry­te­tów w pew­nych dzie­dzi­nach… roz­ma­wiam z dwo­ma wykła­dow­ca­mi spe­cja­li­zu­ją­cy­mi się w tej samej epo­ce lite­rac­kiej. Obaj pro­wa­dzą zaję­cia i publi­ku­ją arty­ku­ły nauko­we na ten temat od lat. Wie­dza jed­ne­go zna­czą­co róż­ni się od wie­dzy drugiego.

            Mówisz o „świa­do­mo­ści”, że ktoś się na czymś jakoś tam zna. Nie ma więc leve­li, hie­rar­chii itp. Jest szacowanie.

            Tu się zgo­dzę. Przy czym w ten spo­sób moż­na doko­nać oce­ny tyl­ko w skraj­nych przy­pad­kach. Takich, jak ten, któ­ry podałeś.

            Dla­te­go takiej mono­gra­fii raczej nie wyda porząd­ne wydaw­nic­two i nikt powa­ża­ny nie zre­cen­zu­je jej pozy­tyw­nie. I dla­te­go potrzeb­na jest kry­ty­ka lite­rac­ka / popkul­tu­ro­wa, bo jeże­li ryn­kiem będą wła­dać pie­nią­dze i rekla­my, to zale­je nas masa takie­go pseu­do­pro­fe­sjo­nal­ne­go syfu.

            Zakła­dam, że ogrom­na więk­szóść nasto­lat­ków nawet nie wie, czym jest Toho, a na Godzil­lę poszła, bo hype 😛 Przy­kro mi…

  • No… nie­zły wstęp 🙂 Przy­znam, że moim pierw­szym odru­chem była chęć natych­mia­sto­we­go prze­pro­wa­dze­nia śledz­twa, co zacz i ki czort. Gdy­by nie to, że słu­cha­łem pod­czas zmy­wa­nia, zaczął­bym od razu grze­bać w necie. Pomy­śla­łem, że ten gość napraw­dę musi być total­nym igno­ran­tem, sko­ro wywo­łał u Cie­bie aż taki flejm 🙂

    Co do głów­ne­go zagad­nie­nia. Powiem tak: Ogól­nie zga­dzam się, że gdy się do cze­goś bie­rze­my – w sen­sie pisa­nia / mówie­nia o tym – dobrze jest jed­nak mieć jakieś choć­by mgli­ste poję­cie o szer­szym tle. Pamię­tam, jak pra­co­wa­łem w lokal­nej pra­sie i wal­czy­łem u sze­fa o to, żeby zaj­mo­wać się wyłącz­nie kul­tu­rą, a on któ­re­goś dnia kazał mi jechać na sesję rady gmi­ny, bo nie było pod ręką niko­go inne­go. Wia­do­mo, jak to w lokal­nych gaze­tach – musisz być omni­bu­sem 🙂 U mnie total­ne prze­ra­że­nie, bo prze­cież nie mam zie­lo­ne­go poję­cia o funk­cjo­no­wa­niu jed­no­stek samo­rzą­do­wych. No ale przy­sia­dłem na dupie, przej­rza­łem archi­wal­ne wyda­nia – choć­by po to, żeby zała­pać, jakim języ­kiem się o tych rze­czach pisze – i poje­cha­łem. A potem znów poje­cha­łem i znów. Uczy­łem się na żywym orga­ni­zmie. Nigdy nie czu­łem się w tym tema­cie moc­ny i moje arty­ku­ły na pew­no dale­kie były od ide­ału, ale przy­naj­mniej stop­nio­wo zaczą­łem czuć, że jed­nak tro­chę wiem, o czym piszę. Tak samo mia­łem kie­dyś z rela­cją z raj­du samo­cho­do­we­go. Nie znam się na moto­ry­za­cji, ale wyko­pa­łem w necie wszyst­ko, co uda­ło mi się zna­leźć o bio­rą­cych w nim udział samo­cho­dach. U znaw­cy tych spraw mój tekst pew­nie wywo­ły­wał szczę­ko­ścisk, ale przy­naj­mniej mia­łem ten kom­fort, że nie poru­szam się cał­kiem w ciem­no. Z wypo­wia­da­niem się o kul­tu­rze jest identycznie.

    Zga­dzam się też, że niko­mu nie moż­na odbie­rać pra­wa do gło­su. Co nie zna­czy, że nie może­my kry­ty­ko­wać ewi­dent­nej igno­ran­cji – zwłasz­cza gdy ktoś się nią szczy­ci lub rości sobie pre­ten­sje do mia­na auto­ry­te­tu, a nie ma ku temu pod­staw. Nikt nie prze­czy­tał / nie zoba­czył / nie doświad­czył wszyst­kie­go i war­to być w tej mate­rii uczci­wym. Recen­zo­wa­nie, czy w ogó­le oma­wia­nie jakie­goś zagad­nie­nia może być też przy­go­dą ucze­nia się wraz ze swo­im odbior­cą. Nawet naj­więk­szy eks­pert w danej dzie­dzi­nie musi mieć pew­ną dozę poko­ry. A gdy coś spie­przy, powi­nien umieć się do tego przyznać.

    A kanon? To już w ogó­le osob­na para butów. Pew­nie jakiś tam da się wyzna­czyć, ale lepiej, żeby nie był zbyt twar­dy. Bodaj Umber­to Eco już kil­ka­dzie­siąt lat temu zauwa­żył, że w świe­cie maso­we­go prze­pły­wu infor­ma­cji poję­cie kano­nu w zasa­dzie tra­ci rację bytu. Co dopie­ro teraz, gdy każ­dy może sobie usta­lać wła­sny kanon i go wszem i wobec ogła­szać. Obru­sza­nie się, że ktoś cze­goś nie zna, a powi­nien, no bo prze­cież było to np. w top­ce Watch­Mo­jo, jest głu­pie. Więc ja oso­bi­ście raczej opto­wał­bym za jakimś ogól­nym roze­zna­niem, jeśli już, czy też wyra­bia­niem w sobie posta­wy otwar­te­go na nowe doświad­cze­nia odkryw­cy, a nie za arbi­tral­nie zde­fi­nio­wa­ną kanonicznością.

    Podział kul­tu­ry na niską i wyso­ką – wyzna­cza­nie klas, gra­nic itp. – to znów temat rze­ka. Jed­no, co na pew­no moż­na zarzu­cić popkul­tu­rze, to wyra­bia­nie u wie­lu jej odbior­ców postaw kon­for­mi­stycz­nych na zasa­dzie „ja lubię sf, więc a) nie się­gnę po poezję; b) w ramach moje­go uko­cha­ne­go gatun­ku też zbyt­nio nie pod­ska­kuj­cie, bo jestem za leni­wy, by wysi­lić mózg ponad to, co znam i cze­go nauczy­łem się ocze­ki­wać”. Ale z kolei w tzw. kul­tu­rze wyso­kiej jest sil­na poku­sa eli­ta­ry­zmu i pogar­dy wobec tych, co do śnia­da­nia nie czy­tu­ją Pyn­cho­na, a wie­czo­rem nie zasną, dopó­ki nie obej­rzą jakie­goś fil­mu Lyn­cha. Dla­te­go tu jest spo­ra rola opi­sy­wa­czy kul­tu­ry, żeby zasy­py­wa­li sztucz­ne rowy i prze­rzu­ca­li mosty nad fik­cyj­ny­mi prze­pa­ścia­mi. Rze­czy­wi­ście kul­tu­rę trze­ba wydrzeć spe­com od marketingu.

    PS Odno­śnie wasze­go powi­tal­ne­go nagra­nia. Wiem, kto pierw­szy opi­sał was jako Kon­glo­me­rat… ale nie powiem 😉

    • Szy­mas

      Poru­szy­łeś kolej­ną bar­dzo waż­ną rzecz! A nawet dwie 🙂
      1. Wie­lu rze­czy moż­na się nauczyć. Zawsze moż­na na jakiś temat doczy­tać. Moż­na też skon­sul­to­wać się z kimś, kto się na czymś zna. Cza­sem krót­ki rese­arch dzia­ła cuda. Nie mówię o tygo­dnio­wej kwe­ren­dzie, ale o godzi­nie w sie­ci, tele­fo­nie do zna­jo­me­go, kon­sul­ta­cji z kole­gą z pracy…
      2. Nie może­my popa­dać w para­no­ję i bać się znaw­ców tema­tu. Jeże­li ktoś całe życie bada zagad­nie­nie X, to nawet gdy sta­nie­my na uszach, będzie mógł zmie­szać nas z bło­tem. Poza tym nad­mier­na spe­cja­li­za­cja może spra­wić, że nasz komu­ni­kat sta­nie się nie­ja­sny. Trze­ba szu­kać zło­te­go środka.

      To jest jasne. Gdy ktoś pisze jaw­ne bzdu­ry, to należ­ny to kry­ty­ko­wać. Gdy ktoś przy tym ma się za wiel­kie­go pana, to… z jed­nej stro­ny tym bar­dziej chcia­ło­by się się go skry­ty­ko­wać, ale może się oka­zać, że to wale­nie gro­chem o ścia­nę. Moż­na rzu­cić tym gro­chem raz, ale wal­ka z wia­tra­ka­mi o obję­to­ści kil­ku stron A4 nie ma więk­sze­go sensu.

      Mhm, „ogól­ne roze­zna­nie” brzmi dobrze i sensownie.

      Co do tego popkul­tu­ro­we­go kon­for­mi­zmu, nie do koń­ca się zgo­dzę. Jeże­li ktoś namięt­nie czy­ta zeszy­tów­ki czy har­le­ki­ny, to rze­czy­wi­ście może całe życie tkwić w 5 sche­ma­tach fabu­lar­nych i igno­ro­wać wszyst­ko inne. Ale jeże­li ktoś jest pasjo­na­tem sci fi czy innej kon­wen­cji, to zapew­ne doce­ni zaba­wę z kon­wen­cją czy tzw. powtó­rze­nie z różnicą.
      Mhm, ten wyso­ko­ar­ty­stycz­ny sno­bizm może być zdro­wy (jako taka wyż­sza poprzecz­ka, cel, do któ­re­go dąży­my; tro­chę jak w komen­ta­rzu Adria­na), ale czę­sto opie­ra się na ego­cen­try­zmie i pogar­dzie wobec innych :/ Strasz­nie mnie to iry­tu­je w śro­do­wi­sku akademickim.

      😀 😀 😀 DZIĘKI!!! 😀 😀 😀

  • Bar­dzo dobry temat.

    Każ­dy kie­dyś zaczy­na, każ­dy wcho­dzi w jakiś temat i każ­dy począt­ko­wo jest tak tym zachły­śnię­ty, że aż chce się tym swo­im odkry­wa­niem dzie­lić. To jest natu­ral­ne. Dla­te­go uwa­żam, że nie­wie­dza czy brak szer­szej per­spek­ty­wy w takim fanow­skim recen­zo­wa­niu jest kwe­stią do zaak­cep­to­wa­nia. Póź­niej się tę wie­dzę zdo­by­wa oglą­da­jąc coraz wię­cej, czy­ta­jąc coraz wię­cej, roz­ma­wia­jąc czy też czy­ta­jąc kry­ty­kę pod swo­imi dokonaniami 😉

    Ale co inne­go jeże­li ktoś pisze w opi­nio­twór­czym dzienniku/tygodniku albo na wiel­kim ser­wi­sie z ilo­ścią kil­ku tysię­cy odsłon i pisze far­ma­zo­ny, bo się zupeł­nie na tema­cie nie zna. To wyma­ga potę­pie­nia. Bo zaczy­na być tak że każ­dy zna się na wszyst­kim i daje się ludziom przy­zwo­le­nie na mądro­wa­nie się. To jest dużo więk­sze zjawisko.
    Czym innym jest też typo­wy hejt na dzieło/twórce, któ­ry nic z odda­wa­niem swo­je­go sta­nu ducha i emo­cji po lek­tu­rze czy sean­sie nie ma. Pro­ble­mem są też skraj­no­ści w opi­niach. Tro­chę to o czym tutaj opo­wia­dasz łączy się z tym kar­pio­wym pod­ca­stem o recen­zent­kach i lubie­niu piwnic. 

    Gene­ral­nie faj­nie mi się cie­bie Szy­mas słuchało.

    • Szy­mas

      Mhm, nie moż­na na star­cie walić w mor­dę i odsy­łać do biblio­te­ki / wypo­ży­czal­ni DVD. Jeże­li ktoś wie wię­cej, to powi­nien dzie­lić się tą wie­dzą z tymi, któ­rzy wie­dzą mniej, zamiast zgry­wać waż­nia­ka i ubli­żać ad personam.

      Mhm, ten wątek aku­rat total­nie pomi­ną­łem. Cho­ciaż nie, to tro­chę pod­pa­da pod bra­nie na sie­bie odpo­wie­dzial­no­ści za to, co się robi. Jeże­li piszę bzdu­ry do pra­sy bran­żo­wej i pod­pi­su­ję się imie­niem i nazwi­skiem, to ŚWIADOMIE wysta­wiam się tłu­mom na pożar­cie. I nie mogę mieć potem o to do niko­go pretensji.

      O, to pomi­ną­łem. Ludzie rze­czy­wi­ście czę­sto nie odróż­nia­ją tek­stu od auto­ra tek­stu –» Recen­zent ciśnie pisa­rzo­wi, komen­ta­tor recen­zen­to­wi… zaczy­na się pysków­ka, któ­ra nie ma sen­su. Sta­now­czo zbyt czę­sto ludzie zapo­mi­na­ją o tym, że powin­ni dys­ku­to­wać o powie­ści i jej recen­zji, zamiast ska­kać sobie do gar­deł :<

      Dzię­ki 🙂

  • Piotr Boro­wiec

    33% pro­duk­cji kul­tu­ry popu­lar­nej to kom­plet­ne gów­no. 50% to rze­czy abso­lut­nie prze­cięt­ne. Resz­ta, jakieś 15 do 20% to rze­czy dobre, lub bar­dzo dobre. Regu­ła ta odno­si się do wszyst­kie­go: ame­ry­kań­skie­go thril­le­ra, japoń­skich komik­sów, wło­skie­go doom – meta­lu i tego okrop­ne­go, gra­fo­mań­skie­go, obrzy­dli­we­go pol­skie­go hor­ro­ru. Inny­mi sło­wy, z rachun­ku praw­do­po­do­bień­stwa wyni­ka, że ktoś, się­ga­jąc po loso­wo wybra­ny film, książ­kę, grę ma wię­cej jak 80% szans, że NIE TRAFI na pro­dukt dobry. 

    Zauwa­ży­łem czę­sto ten­den­cję do uogól­nia­nia na pod­sta­wie wła­śnie takich przy­pad­ko­wych i spo­ra­dycz­nych zetknięć z jakimś nur­tem czy gatun­kiem. Ktoś się­gnie po jeden z ostat­nich tomów „Sło­necz­nej Doli­ny” Dar­dy (tych, w któ­rych Ste­fan zupeł­nie roz­mie­nił się na drob­ne), „Mia­stecz­ka” Radec­kie­go i Cichow­la­sa (nie byłem w sta­nie tego zmę­czyć, kudy tam temu do „Pra­daw­ne­go zła”), albo nie­chluj­nie przy­go­to­wa­nej e – anto­lo­gii robio­nej przez ama­to­rów – zapa­leń­ców, i potem wypi­su­je, że pol­ska lite­ra­tu­ra gro­zy to kom­plet­ne dno. Bo prze­cież porów­nu­jąc to ze S. Kingiem…. 

    I tu powsta­je pyta­nie, jakie jest poziom igno­ran­cji, poni­żej któ­re­go lepiej nie silić się na uogól­nia­nie. Dla mnie tym pozio­mem jest nie zna­jo­mość żela­zne­go kano­nu. Ty negu­jesz zasad­ność for­mu­ło­wa­nia tegoż, poda­jąc za przy­kład… lite­ra­tu­rę gro­zy! Owszem uba­wi­łem się set­nie słu­cha­jąc lita­nię nazwisk, od Hora­ce­go Wal­po­le do Love­cra­fta, fak­tycz­nie „żela­zny kanon” gro­zy przy­brał roz­mia­ry małej biblioteki. 

    Widzisz pro­blem pod­le­ga na tym, że lite­rac­ki hor­ror jest naj­star­szym gatun­kiem kul­tu­ry popu­lar­nej. Jeśli za pierw­szą powieść gro­zy uznać „Fran­ken­ste­ina” M. Shel­ley, za pierw­sze opo­wia­da­nie „Wam­pi­ra” Poli­do­rie­go to jak w mor­dę strze­lił obcho­dzi­my na dniach rów­no dwu­set­ną rocz­ni­cę naro­dzin Gatun­ku. A jeśli wcze­sny romans gotyc­ki zali­czyć do hor­ro­ru (a ja zali­czam) to gro­za jest, kur­de, star­sza niż Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki! Żaden inny gatu­nek, czy to kry­mi­nał, czy to SF czy fan­ta­sy nie może poszczy­cić się tak dłu­gą histo­rią. Dla­te­go też wyli­cza­nie „abso­lut­ne­go kano­nu” kla­sy­ki hor­ro­ru z pozo­ru wycho­dzi na absurd. Dużo łatwiej by było zro­bić kanon np. czar­ne­go kry­mi­na­łu, bowiem jest to kon­wen­cja zde­cy­do­wa­nie młod­sza, niż groza. 

    Jak więc budo­wać „kanon”? Moim zda­niem pro­stą meto­dą – nale­ży sobie dopo­wie­dzieć na pyta­nie, czy autor dane­go dzia­ła naśla­do­wał kogoś, czy też naśla­do­wa­no jego. I tak kano­nem będzie „Mnich” ale już nie „Dia­ble elik­si­ry”. Kano­nem będzie Le Fanu i M. R. James, lecz nie E. F. Benson.

    • Szy­mas

      Nie­któ­re gatun­ki są sze­rzej repre­zen­to­wa­ne i to w ramach tzw. lite­ra­tu­ry komer­cyj­nej (przy­kład har­le­ki­nów czy seryj­nych zeszy­tó­wek), przez co w ich przy­pad­ku pro­cent gra­fo­mań­skiej kupy jest zapew­ne wyższy 😉

      Racja. Się­ga­nie po pozy­cję pierw­szą z brze­gu daje mar­ne szan­se na odna­le­zie­nie cze­goś war­to­ścio­we­go. Rekla­ma też czę­sto kła­mie. Zna­my to z nasze­go hor­ro­ro­we­go podwór­ka, ale oczy­wi­ście doty­czy to tak­że innych fan­do­mów. Dla­te­go tak waż­ne jest wytwo­rze­nie fan­do­mo­wej kry­ty­ki literackiej…

      Pio­trek, jeże­li ktoś 3x się­gnie po sła­bą pol­ską powieść gro­zy (czy jaką­kol­wiek inną), to logicz­ne jest to, że narze­ka – stra­cił czas i pie­nią­dze. Może też uogól­niać, bo co z tego, że gdzieś tam w zale­wie rze­czy mier­nych ist­nie­je 5 ksią­żek genial­nych? Ich ist­nie­nie nie zmie­nia fak­tu, że mier­no­ta przeważa.

      Pio­trek, ale co ma zna­jo­mość powie­ści gotyc­kiej, weird fic­tion i czar­ne­go roman­ty­zmu do wysnu­wa­nia ogól­nych wnio­sków na temat Master­to­na czy hor­ro­rów z Vide­ogra­fu? Co ma zna­jo­mość Tol­kie­na i Lewi­sa do lek­tu­ry fan­ta­sty­ki z Fabry­ki? Oczy­wi­ście może oka­zać się pomoc­na do odkry­cia poten­cjal­nych nawią­zań i wzbo­ga­cić pro­ces lek­tu­ry, ale moim zda­niem nie jest doń kry­te­rium koniecznym.

      Ok, poda­jesz za przy­kład czar­ny kry­mi­nał. Rze­czy­wi­ście jest tu pro­ściej, ale Ham­mett i Chan­dler nie wystar­czą. Doj­dą do nich Spil­la­ne, Himes, Arjo­uni, Omre, Kita­ka­ta, Osa­wa, Pry­ce, Bru­en, Tahir, Mac­do­nald, High­smith, Ell­roy, Sime­non, Man­kell, Glau­ser i inni. I teraz powiedz mi – czy nie mogę wypo­wia­dać się na temat czar­ne­go kry­mi­na­łu w kon­tek­ście pro­zy Man­kel­la czy Chan­dle­ra, bo nie znam twór­czo­ści pozo­sta­łych auto­rów, któ­rych tu przy­wo­ła­łem? Moim zda­niem wystar­czy, że przy­znam szcze­rze, iż „czy­ta­łem dotych­czas X, Y, Z”, byś nie mógł mi zarzu­cić ignorancji.

      Z ostat­nią tezą total­nie się nie zgo­dzę. Idąc tym tro­pem wykre­ślasz z kano­nu 99% lite­ra­tu­ry popu­lar­nej i pew­nie 90% tzw. lite­ra­tu­ry wysokiej.

    • Pio­trek, według mnie defi­ni­cja kano­nu w opar­ciu o to czy dany autor był naśla­do­wa­ny to pro­sze­nie się o mega kło­po­ty. W myśl takiej zasa­dy w naszym pięk­nym kra­ju, naj­bar­dziej kano­nicz­nym pisa­rzem gro­zy jest Master­ton. A prze­cież to casus auto­ra, któ­ry poza pol­ską jest led­wo zna­ny, nie mówiąc o wyso­kich notach.

Fatal error: Allowed memory size of 134217728 bytes exhausted (tried to allocate 6608620 bytes) in /home/pmateja2/domains/konglomeratpodcastowy.pl/public_html/wp-includes/wp-db.php on line 1996